Wioleta z Warszawy:

Nasz zwykły dzień

Reklama

Mamooo! MAMO!!- mój prawie 2,5 letni budzik odezwał się dziś o 7.00. Chwila spokoju-mleko w butli i teletubisie na BBC. Mam czas na kawkę.

Robimy śniadanie...synku co zjesz? Kanapeczki z serkiem czy wędlinką? JAJO..krzyczy moje ukochane dziecko i już wyciąga z lodówki jajko, ja szybko szykuję garnuszek i za chwilkę będzie jajko na twardo.

Gdy w telewizji leci program dla dzieci jemy śniadanie. Potem mówię do Michała.."ubieramy się i idziemy na spacer, ok?" "NIIIEEE Krecika!"-odpowiada rozkosznie moje dziecko."Nie synku idziemy na spacer, patrz słonko świeci jest ładna pogoda..." "NIE Krecika!" I młody zaczyna biegać po pokoju...jeśli mi się spieszy po prostu sadzam go na kanapie i zdejmuję spodnie i ubieram mu rajstopy, potem pytam czy sam się ubierze czy ja mam to zrobić...zawsze odpowiada "siam!". Na koniec mała walka z założeniem butów.

Ledwo wychodzimy na dwór to mój rozkoszny synek szuka kałuży i biegiem gna do niej...i krzyczy do mnie "Mamo papś Michał hopisa", w tym momencie dziękuję Bogu za nieprzemakalne spodnie i buty z Sympatexu. na spacerze z reguły pozwalam Michałowi wybierać gdzie idziemy (tak planuje spacer by pójść tam, gdzie potrzebuję). Niestety skutki takiego postępowania są takie, że jak ja wybieram gdzie idziemy to Michał odrazu rzuca się na kolana i ryczy, nic na niego wtedy nie działa, ani to że sobie pójdę, ani krzyk, że ma wstać...Wtedy po prostu podchodzę do niego i biorę synka pod pachę i idziemy na bok. "Mamo oko!" - w tej sekundzie musze mu wytrzeć oczy z łez...

Michałowi udało się zasnąć po obiedzie, znaczy się, że popołudnie nie będzie strasznie męczące. Gdy po pracy przychodzi tata do domu, to mama ma odrobinę luzu. Tata idolem jest.

Dzwoni telefon, więc odbieram. Michał strasznie oburzony zaczyna wtedy szaleć, tzn. rzuca czym popadnie, gdzie popadnie. " Synku proszę nie rzucaj", " Michał!"..nic nie pomaga, więc kończę rozmowę i pytam się rozbójnika dlaczego to robi, choć wie, że mu nie wolno. Rozbójnik się śmieje i rzuca dalej. Niestety dopiero klaps pomaga.

Czasem tych klapsów jest dużo. Ale często czuję się bezsilna, szczególnie jak prośby, tłumaczenia i krzyki nie pomagają. Co zrobię, jeśli zwali sobie obraz na głowę, szyba w drzwiach pęknie czy młody trafi w żyrandol i żarówka się roztrzaska...aż mi dreszcze przechodzą jak o tym myślę.

Praca nagrodzona w konkursie "Maluch z temperamentem"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje