Wioska kobiet

Nigdzie nie widać mężczyzn. Kobiety wykonują najcięższe prace w polu, zajmują się domem, wychowują dzieci. Ze wszystkim muszą radzić sobie same. To nie jest raj feministek. To wieś, którą opuścili mężczyźni.

Totalny matriarchat

Reklama

Wieś Vardzador. Matka czworga dzieci, Susanna Asatrian, idzie na pole, by wymłócić jęczmień i grykę. Jej mąż, tak jak wielu innych mężczyzn, opuścił kraj w poszukiwaniu pracy zarobkowej. Zubożała armeńska wioska, zamieszkana obecnie niemal wyłącznie przez kobiety, staje się symbolem wyludnienia kraju.

- To totalny matriarchat. Żartujemy nawet, że powinno się zmienić nazwę naszej wioski z "Doliny róż" na "dolinę kobiet" - mówi 36-latka.

Koniec miodowego miesiąca

Wioska znajduje się 130 km od Erewania. Kobiety wykonują tu ciężkie prace na roli, przygotowują się do długiej zimy i zajmują się wychowaniem dzieci - a wszystko to bez mężczyzn.

- Dzieci tęsknią za swoimi ojcami, ale co możemy zrobić? - pyta Asatrian.

W wioskach takich jak ta, kobiety tradycyjnie wychodzą za mąż bardzo młodo. Bardzo często ich mężowie wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy tuż po zakończeniu miesiąca miodowego.

Niektórzy z nich nie wracają nigdy, inni pojawiają się na kilka tygodni w roku. Na miejscu pozostają jedynie starcy.

On nigdy nie wróci...

W latach 1988-2007 Armenię opuściło ponad milion osób. 2/3 z nich, w tym mąż Asatrian, wyjechało z tej maleńkiej, liczącej 3,2 mln obywateli republiki, do dającej większe możliwości Rosji.

Asatrian ma więcej szczęścia niż inne kobiety. Jej mąż przyjeżdża do domu na Nowy Rok, często dzwoni i co kilka miesięcy przysyła kilkaset dolarów.

Inne poważnie obawiają się, że ich mężowie porzucą je i znajdą sobie nowe żony w Rosji.

Nie są to obawy bezpodstawne. Jedną z mieszkanek wsi Vardzador, mąż porzucił, kiedy spodziewała się kolejnego dziecka.

- Nie dał znaku życia od 10 lat, nawet jednego telefonu - mówi 29 latka przedstawiająca się jako Tamara.

- Ludzie mówią, że on mieszka w Omsku z jakąś starszą Rosjanką, wychowuje jej dzieci i nie chce o nas nawet myśleć - dodaje.

W ostatnich miesiącach emigracja jeszcze się nasiliła, ten trend analitycy łączą z poprawą po globalnym kryzysie finansowym.

Odeszli, przysyłają dolary

Według Funduszu Ludnościowego NZ i statystyk rządowych, każdego roku opuszcza Armenię około 25 000 - 30 000 osób. To przede wszystkim młodzi mężczyźni. Zjawisko to w poważny sposób narusza równowagę społeczną i, według opozycji, jest poważnym zagrożeniem dla kraju.

Badania wskazują, że 70-75 proc. emigrantów wyjeżdża z powodu braku pracy i niskich zarobków z kraju, który cierpi ekonomiczną izolację, ponieważ jego granice z Turcją i Azerbejdżanem przez długi czas były zamknięte z przyczyn politycznych.

Część specjalistów wskazuje z kolei, że zjawisko to ma też pewne pozytywne strony. Tylko w pierwszej połowie tego roku do kraju napłynęło 772 miliony dolarów.

Dzieci czekają

Bardziej niepokojące statystyki mówią jednak, że 44 proc. ludności nie widzi w tym kraju przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Emigrują nie tylko biedni, coraz częściej wyjeżdżają też ludzie lepiej wykształceni.

Podczas gdy rząd przygotowuje program redukcji emigracji, we wsi Vardadzor Susanna Asatrian i jej dzieci utrzymują kontakt z ojcem przez internet. Inne dzieci z niecierpliwością oczekują świąt licząc na to, że ich tatusiowie odwiedzą dom. Niestety wiele z nich czeka rozczarowanie.

opr. na podst. AFP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje