Zauważyli najbliżsi

Pewnego dnia, nie zdając sobie z tego sprawy, poczułam - nie ja, bo mnie tylko ogarniał coraz większy i większy smutek, lecz moi najbliżsi, mąż i ukochana ciocia - że dzieje się ze mną źle.

To oni uświadomili mi powoli, że to nie jest normalne, gdy mając wszystko, nic cię nie cieszy, że mając wspaniałego, kochającego męża i małą 1, 5-roczną córeczkę, dajesz im z siebie tylko cierpienie i smutek. Smutek tak wielki, że stajesz się tym smutkiem. Nic i nikt nie jest w stanie cię pocieszysz, bo to wrasta w ciebie tak bardzo, że nawet nie wiesz, co ci właściwie jest, nie masz ochoty na nic. Jedzenie, seks i czułości, spacery, podróże, zakupy, rozmowy...dużo by wymieniać. Kiedy razem z mężem poszliśmy do specjalisty psychiatry i opowiedziałam o moich dolegliwościach, nie byłam przekonana że to dzieje sie naprawdę, że tu jestem, bo przecież takie jest teraz moje życie. Nie pamiętam już radosnej i tamtej siebie - MAM DEPRESJĘ - Hm - odpowiedział lekarz. To bardzo wielkie słowo i ważne. Mimo mojego dużego cierpienia i bardzo złego stanu diagnoza brzmiała jednak zupełnie inaczej - nie, to jeszcz nie depresja...to chemia w mojej głowie, która miała mi pomagać a zwyczjanie szkodziła (nie pozwoliła mi nawet spać - miewałam potworne koszmary). Teraz jestem pod jego opieką i dziękuję za to Bogu, bo zrozumiałam, powoli zaczynam to rozumieć, że to taka sama choroba jak cukrzyca. Kiedy czytam na forum o tych lekach, jakie to są szkodliwe, to myślę że to tak, jakby powiedzieć, że insulina uzależnia chorego na cukrzycę. Trzeba bardzo uważać z lekami, nie traktować ich jako polepszaczy osobowości - jak to się dzieje w Stanach. Gdyby nie to, że podjęłam się leczenia, które będzie trwało długo po ustąpieniu objawów, to nie wiem, jak dziś wygladałoby to, co kocham - córeczka i mąż. Robię to dla nich i dla siebie, choć jeszcze siebie do końca nie znalazłam. Czuję się z każdym dniem lepiej....[...] - Ala

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje