~karola -
Czytam Wasze komentarze i zaczynam się również zastanawiać nad sobą i nad swoim związkiem...szczerze mówiąc ostatnio coraz częściej myślę nad tym co będzie i jak będzie...może to chwilowe ale od dłuższego czasu mam jakieś czarne myśli w głowie i wyobrażam sobie coraz to gorsze i pesymistyczne scenariusze...pomyślałam że pisząc tu może ktoś mi coś konkretnego doradzi, jakaś osoba z zewnątrz całkiem obca, która by spojrzała na mój,,problem" z boku..ale może konkrety...mam 24 lata,spotykam się od roku z chłopakiem i gdy go poznałam a później zaczęliśmy się spotykać czułam się szczęśliwa, gdyż pomyślałam wtedy że wreszcie się los do mnie usmiechnął-dość długi czas byłam singielką i jeśli nawet byłam kimś zainteresowana to kończyło się na kilku spotkaniach lub-gorzej do spotkania nie dochodziło, więc gdy już poznałam tego mojego obecnego partnera byłam szczęśliwa, na początku było dobrze, czułam że chce być ze mną, że mu w jakimś stopniu zależy-spełniał moje zachcianki, jakieś czułe słówka, gesty, telefony dwa razy dziennie, smsy, rozmowy na gg itp i może czasem coś wydawało mi się nie do końca prawdą to nie przejmowałam się tym zbytnio bo zwykle chodziło o pierdoły...tak wtedy uważałam...np. że miał przyjechać lub zadzwonić a tego nie zrobił bo coś mu tam wypadło..zwykle tłumaczył się tym że był zmęczony i zwyczajnie przysnął albo gdzieś musiał coś załatwić..od kilku miesięcy czuję że już nie jestem dla niego taka ważna-w ogóle mam wrażenie że zamiast się przybliżać do siebie to się oddalamy...mniej telefonów...mniej wiadomości...wydaje mi się iż trzy razy w tygodniu na spotkania to nie jest znow tak często a teraz ostatnio wychodzi że chyba dla niego często i jak ostanio powiedział nie przyjechał bo twierdził że nie czuł się najlepiej a poźniej dodał że nie miał ochoty, był zmęczony itp. a była to niedzielaostatnio coraz częściej mu się zdarza że mieliśmy się spotkać a prawie w ostatniej chwili zadzwonił że nie przyjedzie bo coś mu wypadło albo że mu samochód się popsuł, albo że jest zmęczony...ostatnio napisał w weekend że nie przyjedzie gdyż trochę zabalował z kolegami jeszcze jest nietrzeźwy i nie może przyjechać z tego powodu...zaczynam podejrzewać go własnie o zdradę nie wiem czy fizyczną a może taką właśnie psychiczną bo uważam że jeśli komuś na sobie zależy i że się kogoś kocha to dąży się do tego aby przynajmniej w weekend pobyć ze sobą jeśli się nie ma czasu czy zwyczjnie chęci na tygodniu, dodam jeszcze iż co jakiś czas zwykle co dwa tygodnie wyjeżdzam na weekend bo mam szkołe, studiuję zaocznie i wtedy on może spęzić czas jak tylko chce czy to z kolegami wyjść na piwko czy poprostu odpocząć ode mnie, ale ostatnio widać że i to mu nie wystarcza bo szuka wymowek aby się nie spotkać...nie ma już takiego zainteresowania mną...nie wspomnę o intymnych sprawach...sexie...zwykle to ja coś zaczynam...daję mu do zroumienia że też mam swoje potrzeby potrzebuję czasem takiej bliskości...ale on nie widzi w tym problemu...albo udaję albo zaspokaja się z inną kobieta...z tego wszystkiego zaczynam mu robic wymówki, wypytuję go, prawie kontroluję i zarazem stwierdzam że to jest żałosne że zaczynam mu się narzucac upokarzać a on zawsze obraca to w żart...śmieje się a ja przeżywam...gdy bardziej naciskam tzn. coś mu wymawiam badz też krytykuję to już niestety kilka razy pokazał jaki jest wtedy złośliwy wobec mnie...olewa to nic się nie odzywając albo pyta czy chce to zakończyć i niestety te słowo koniec zwykle wychodzi z jego ust...ale pozniej jakos dochodzimy do porozumienia ja mu jak zwykle wybaczam zapominam ...i tak jest cały czas...ale ja mu nie mogę zaufac w 100% i nie wierzę może jestem jakaś zazdrosna...ale z drugiej strony też mi daje powody ku temu a bym taka była...raz mówi tak raz inaczej ma zmienne nastroje i zwykle często to co powie czy obieca mi nie sprawdza się w praktyce....nie wiem jak będzie, czy dalej tkwić w takiej niepewności i udawać szczęśliwą...a tak do końca się nie czuję...zależy mi na nim i naprawdę dużo bym dla niego zrobiła, i wydaje mi sie a może tylko wydaję że go kocham może jestem naiwna ale myślałam że on jest własnie tym na kogo czekałam...rozmawiałam z nim o tym kilka razy i już nawet dwa razy zdarzyło się że rozstalibyśmy się ale oczywiści ja zaczęłam mu tłumaczyć pisać smsy czyli chyba nażucać się bo nie chciałam i nie chce chyba nadal aby ten związek się zakończył mimi iż nie jest do końca tak cudownie...ale się rozpisałam, gdy ktoś będzie miał ochote odpisac to proszę i czekam bo coraz bardziej mnie to męczy i nie wiem jak juz mam sie zachowywać w stosunku do niego...pozdrawiam!
































Skomentuj artykuł: Zdrada nie jest końcem świata
Przejdź do forum »