Zofia z Poznania:

Moje miejsce na ziemi? Nie będę zapewne oryginalna, nie było mi dane podrózowanie po świecie, nie "pochwalę" się wojazami po Egipcie, nie znam słonecznych i leniwych plaż Wysp Kanaryjskich ani tez południowoamerykańskich dzungli. Choć czasem mnie korci wyprawa zycia wiem, że jest ona poza moim zasięgiem.Zresztą co znaczy wyprawa zycia? Czy, aby czuc się spełnioną nalezy odwiedzić najodleglejsze zakątki kuli ziemskiej? Nie, na pewno nie .......

Reklama

Jest takie miejsce na ziemi, które urzekło mnie swoim pięknem, prostotą niezmąconą galopującym rozwojem cywilizacji. Zdawaćby się mogło, że to niemozliwe, bo ta wieś leży 80 kilometrów od największej aglomeracji w Polsce, a jednak....Na wschód od Warszawy leży wieś, kilka domów "na krzyż" , kościół, sklep "Społem".. ....Miałam wielkie szczęście mieszkać tam, odpoczywac i pomagac w polu przez kilka letnich i zimowych sezonów.. Poznałam tam smak życia w letnim skwarze i zimowej zawierusze. Dla mnie "miastowej dziewuchy":) to miejsce ma swój niepowtarzalny klimat, jest tak urokliwe, piękne i naturalne, ze pomieszkiwanie tam to radośc dla ciała i ducha. Dom w którym zamieszkałam, połozony jest na skraju wsi. Kryty strzechą, bez wygód - surowy i ascetyczny. Do najbliższego domostwa jest ok. 15 minut drogi. Przed domem studnia a obok "wychodek". Gdzie nie spojrzałam rozciągał się widok pół, łanów zboża i tylko od czasu do czasu piaszczystą drogą przebiegał pies, który za daleko się "zapuścił". Kiedy rano budziły mnie promienie słońca, wpadające przez małe okienko - byłam naprawdę szczęsliwa. Być może ktoś powie "co za upodobania?", ale dla mnie ten spokój, tempo zycia - niczym zwolniony kadr filmu i starsza kobieta siedząca przed domem to wszystko zrobiło na mnie wielkie wrażenia. Starsza pani dawno temu przekroczyła juz 80 lat, a jej radość życia , uśmiech z którym co rano doglądała swoich zwierząt i kondycja fizyczna - to wszystko jest do pozazdroszczenia. Kiedy spadnie śnieg i nastanie prawdziwa , mrożna zima a "ciocia" nie pojawi się w sklepie (to jedyne miejsce, gdzie "kumuluje" się życie towarzyskie mieszkańców) to znak , że sąsiad będzie musiał podjechac traktorem i "odkopać" ciocię, utorować zasypaną drogę, aby znów jutro mogła pojawić się w kościele bądź GS-ie. Smak mleka, zapach rozpalonego ogniska i ludzie - ich zyczliwość, troska o siebie nawzajem - to wszytsko jest inne, lepsze, "nieskażone" , wartościowsze. Tu nikt nie goni za karierą, Ci ludzie nie wiedzą co to "wyścig szczurów", wzajemna anonimowość i obojętność. Te pojęcia są im obce - wzajemny szacunek, szczególnie dla starszych, przyjażń pomiędzy mieszkańcami, niesienie sobie pomocy - bez względu na porę dnia i nocy - to niezwykłe i przejmujące. Natura i jej osobliwy urok rekompensuje tym ludziom chyba wszystko : i brak szkoły, do której dzieci dojezdzają Gimbusem i brak sklepów , nie sposób tu niczego kupić oprócz chleba, masła ...po prostu podstawowych artykułów i jeszcze brak telefonu , we wsi jest jeden i słuzy wszystkim sąsiadom. Ludzka troska o drugiego człowieka to np. zrobienie zakupów w najblizszym miasteczku 10 km dalej, lub bezinteresowność lekarza, który pomoże zawsze we dnie i w nocy za przysłowie "dziękuję". Pisząc to uświadamiam sobie coraz bardziej , ze to miejsce magiczne i wprost niesamowite. Dla mnie, mieszkanki "mrówkowca", gdzie sąsiad sąsiadowi nie powie "dzień dobry" to wszystko wydaje się nierzeczywiste w swojej prostocie i dobroci. A natura?? Nie wiem jak wygląda inna polska wieś, nie bywałam gdzie indziej, ale Tu w tym miejscu na ziemi, gdzie listonosz dojezdza raz w tygodniu, gdzie ludzie żyją z pracy na roli , gdzie uprawiaja małe poletka i z wielką pieczołowitością dbają o swoje zwierzęta niczym najblizszych przyjaciół - Tu własnie zachody słonca sa najpiękniejsze a sniadanie zjedzone przed domem smakuje o niebo lepiej niz kawior w najekskluzywniejszej restauracji Poznania. Własnie w takim miejscu , widział prawdziwą, niekłamana radość, gdy cielęta urodziły się zdrowe a gdy przez wieś przechodzą pątnicy w drodze na Jasną Górę znajdują gościnę i jedzenie w kazdej zagrodzie.

I kiedy wracam z pracy do domu, podirytowana na kierowcę, który nie bacząc na wielkie kałuze jedzie jak szalony, rozbryzgując wodę na przechodniów myślę o tym wyjątkowym miejscu na ziemi, bajkowym, bo tak odległym i nieskażonym, prawie nierealnym - bo tak przejmująco szlachetnym z dobrym dzięki ludziom, którzy stworzyli sobie raj na ziemi.

Praca nagrodzona w konkursie "Tam chciałabym mieszkać"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje