Reklama

  •  

    Żona, matka, alkoholiczka

Zdjęcie

Nawet dwa kieliszki wina dziennie mogą prowadzić do uzależnienia /Getty Images/Flash Press Media
Nawet dwa kieliszki wina dziennie mogą prowadzić do uzależnienia
/Getty Images/Flash Press Media

Podobne spostrzeżenia ma Krzysztof Gąsior:

- Jak mówią rodziny alkoholików: "kiedy mężczyzna trzeźwieje, wszyscy się cieszą i wynoszą go pod niebiosa, bijąc brawo. A jak kobieta trzeźwieje, akceptuje się to i komentuje się: "no dobrze"". Kobietom o wiele trudniej jest przyznać się do alkoholizmu. Potrafią zorganizować swoje picie tak, by nikt nie widział. Mężczyzna nie musi tego robić, ma możliwość wypicia piwa, kiedy chce, a nawet jeśli za dużo wypije i przestaje kontrolować swoje słowa i gesty - nikogo to nie drażni. Podchmielona kobieta budzi natomiast dezaprobatę.

- Nie zapomnę uwagi jednego taksówkarza, który kiedyś podwoził mnie do domu - wspomina Grażyna. - "Jak kobieta może się tak ześwinić" mówił, nie kryjąc odrazy.

Reklama

Problemy w leczeniu

Negatywny obraz pijącej kobiety może być podzielany także przez część terapeutów.

- Niestety, ten powszechny pogląd, że kobieta, która jest alkoholiczką, to kobieta upadła, jest również reprezentowany przez wielu specjalistów - mówi Woydyłło. - Kobieta przychodzi na terapię i czuje, że nawet inne osoby w grupie terapeutycznej myślą o niej źle, i zastanawiają się, jak mogła doprowadzić się do takiego stanu. Alkoholizm mężczyzn nazywa się chorobą, a u kobiet traktuje się problem jak moralną nieczystość.

Nieco mniej radykalnie wypowiada się Kurzępa: - Nie specjalizujemy się wyłącznie w terapii kobiet lub mężczyzn, a praca z jednymi i drugimi się różni. Terapeuci nie dyskryminują kobiet, ale istnieje wśród nich pewna obawa, związana z tym, że jest to nowa dziedzina w psychoterapii uzależnień. Nie każdy więc czuje się na siłach, by pracować z kobietami.

- Z mężczyznami jest odrobinę łatwiej. Istnieją utarte kanony pracy terapeutycznej - wyjaśnia nasz rozmówca. - Nie zapominajmy, że inne komunikaty trafiają do pacjenta mężczyzny, a inne do kobiety. Wydaje się to oczywiste, ale takie nie jest. Ważne jest też rozróżnienie pracy indywidualnej i grupowej - inaczej jest w grupie, w której dominują mężczyźni. Terapeuta może wtedy obiektywizować patrzenie na pacjentów i spychać typowo kobiece problemy na dalszy plan lub nie zajmować się nim wcale.

- Podczas sesji człowiek się otwiera, mówi o sobie i swoich przeżyciach - dodaje Ewa Woydyłło. - Alkoholizm powoduje u kobiet wiele doświadczeń związanych z byciem ofiarą - mogą być bite, gwałcone, katowane, pogardzane, trafiają w ręce mężczyzn, którzy traktują je bardzo podle, są wyrzucane z baru prosto na ulicę. Mówić o tym jest bardzo trudno, bo jest to upokarzające.

Jak pomóc?

Bardzo często rodziny kobiet uzależnionych nie wiedzą, jak im pomóc. Jedną z metod jest zastosowanie przymusu leczenia, jednak ten mylony jest z ubezwłasnowolnieniem i odrzucany, jako krok ostateczny.

- Nie ma co demonizować przymusu, to nie jest ubezwłasnowolnienie - wyjaśnia Wojciech Kurzępa. - Mówimy "przymus", ale w domyśle jest to "motywowanie". Bardzo dobre wyniki daje technika rodzinnej interwencji kryzysowej. Członkowie rodziny organizują się i przedstawiają takiej osobie argumenty za tym, że powinna podjąć leczenie. Ogromną rolę odgrywają tu dzieci, mówią o swoim wstydzie, na przykład: "byłaś pijana przy moich koleżankach".

- Rozmowa z córką postawiła mnie do pionu - opowiada Barbara. - To dla niej postanowiłam się zmienić. Nie obyło się bez radykalnych kroków, bo odstawiając alkohol, odstawiłam również niewiernego męża.

- Interwencji kryzysowej powinna towarzyszyć informacja: "mamy dla ciebie propozycję, jest specjalista, zgłoś się do niego, porozmawiaj" - zastrzega Kurzępa. - Pomocny może też być lekarz rodzinny, który ma narzędzia diagnostyczne, pozwalające sprawdzić, czy alkohol stał się problemem, którym trzeba się zająć w sensie leczniczym. Dobrze działa też przymus wywierany przez pracodawcę. Jeśli szef powie: "zrób coś z tym problemem, dajemy ci ultimatum - podejmujesz leczenie albo odejdziesz", kobietę może czekać utrata pracy. Takie słowa są bardzo skuteczne, zwłaszcza że, niestety, kobiety nadal musza walczyć o zatrudnienie, o swoje miejsce w pracy.

Potwierdza to historia naszej bohaterki, Grażyny: - Po jakimś czasie piłam już każdego dnia, nie tylko w weekend. Aż kiedyś przyszedł do mnie szef i powiedział: "jeśli jeszcze raz zobaczę cię na rauszu, wyrzucę". Wściekłam się, chciałam go oskarżyć o molestowanie. Kumpelki z pracy i od kieliszka nawet mnie do tego namawiały. Ale, na szczęście, jestem tchórzem. Wzięłam urlop, zaczęłam terapię.

- Mam na imię Grażyna, mam 32 lata. Jestem alkoholiczką, nie piję o trzech lat...

Katarzyna Pruszkowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Archiwum

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Jak pokonać dzieciowstręt

    Jedne cenią sobie wygodne życie bez dzieci. Inne stawiają na karierę, uważając, że na ciążę jeszcze przyjdzie czas. A Polaków rodzi się coraz mniej... więcej

  • Wasze komentarze

  • Oceń tekst

    Ocen: 275

Reklama

Wasze komentarze (486)

  • 04.01 (13:30)
    ~Marina
    mam na imię Marina i jestem alkoholiczką. Od 11 lat trzeźwiejącą. Bardzo dobry artykuł, szkoda, że tak mało uwagi poświęca się tak ważnemu problemowi jakim jest alkoholizm. Może właśnie dlatego są tu takie wypowiedzi i generalnie podejście do tej choroby (przecież nieuleczalnej!), że alkohol to nasz (alkoholików) dobrowolny wybór. To prawda, że nikt mi alkoholu na siłę nie wlewał, sama piłam bo dawało mi to ulgę, poczucie "ciepła", w pewnym sensie "pocieszało"- dokładnie tak jak opisuje to autor. Nie zauważyłam i nie mam pojęcia kiedy to się stało, że musiałam już się napić, żeby w ogóle móc funkcjonować. Pijemy dobrowolnie ale nikt nie staje się alkoholikiem "na własne życzenie" tak jak nie można na własne życzenie zachorować np.na cukrzycę czy raka... Piją wszyscy ale nie wszyscy zostają alkoholikami. Alkoholizm jest nazywany „Chorobą uczuć i emocji” a w przypadku kobiet jest o wiele bardziej niebezpieczny bo to właśnie kobiety są istotami bardzo emocjonalnymi i uczuciowymi. Alkohol jest dla ludzi - dla wszystkich niezależnie od płci. Ale niebezpieczeństwo powstaje w momencie kiedy przy pomocy alkoholu zaczynamy "regulować" swoje stany emocjonalne. Poprawiamy sobie humor, dodajemy "pewności" siebie, odwagi, pocieszamy się, łagodzimy ból i cierpienie. Bo nie radzimy sobie z tymi uczuciami. W moim przypadku były to przede wszystkim strach, złość, nawet gniew, poczucie krzywdy. Tylko, że alkohol z czasem zaczął potęgować we mnie poczucie bezradności. A kac moralny po każdym zapiciu był dużo bardziej dotkliwy, niż kac fizyczny. Piłam, żeby uciec od „niewygodnych” uczuć, z którymi sobie nie radziłam. A żeby nie cierpieć z powodu późniejszego wstydu i kaca moralnego piłam znowu. I tak było w kółko. Upodlałam się poprzez swoje picie tracąc do reszty godność i szacunek dla siebie. A może po prostu nigdy nie miałam tego szacunku i godności dla siebie samej??? I dlatego piłam? Odzyskałam na szczęście i godność i szacunek i nauczyłam się siebie lubić. Bogu dzięki. I dzięki wspólnocie AA – drugiemu trzeźwiejącemu alkoholikowi. I nie wstydzę się trzeźwienia. Wręcz przeciwnie. Jestem z tego dumna. I z siebie również.
  • 12.12.2011 (23:06)
    ~Anna
    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem,ze większość towarzystwa robi wielkie oczy. Jestem alkoholiczka , od 12lat nie pije., co prawda unikam imprez zakrapianych alkoholem,nie mniej byłam na weselu, wycieczce i paru zakrapianych alkoholem imprezach.Wystarczało moja zdecydowana odmowa; dziękuję wcale nie piję alkoholu, aby ponownie nikt mnie do picia nie nakłaniał.Ostatnio na pożegnalnym wieczorku po kursie, koleżanki wprost mi powiedziały; Jak TY potrafisz wspaniale bawić się na trzeźwo. Oczywiście nie zachęcam do uczestnictwa w alkoholowych imprezach, nie mniej życie jest życiem i nie zawsze uda się uniknąć sytuacji, kiedy toasty są wznoszone, ale bez paniki, grunt to spokój i spokojna zdecydowana odmowa.Osobiście staram się stosować zalecenia abstynenckie, czego dowodem jest moje 12 lat trzeźwienia.
  • ~Link sponsorowany
  • 13.07.2011 (23:05)
    ~ja
    mam na imie Agnieszka, mam 25 lat i jestem uzalezniona.
  • 19.01.2011 (21:20)
    ~waldemar
    Ludziom się wydaje że problem alkocholu dotyczy innych nie ich.Mmie też tak się wydawało,jak się opamiętałem byłem już alkocholikiem (jestem nim nadal bo to zostaje do śmierci).Zaszywałem się kilka razy lecz to nie pomagało,kończyła się wszywka zaczynało picie.Kolega od kielcha namuwił mnie na terapie,powiedział przyjacielu trzeba zmienić nasze myślenie (on chodził na terapie już jakiś czas)posłuchałem go i nie żałuję nie piję już ponad dwa lata teraz wiem jak trudno przestać pić.cały czas walcze z uzależnieniem mam nadzieję że misię uda.
  • 05.12.2010 (13:21)
    ~tadek
    chlopie - farmazony... spozywam alkochol juz kilkanascie lat. i niczego nie zaluje czego po nim zobilem.. a byl on powodem rozejscia sie mego z kobieta.. prawda jest taka ze dobrze sie stalo bo to lafirynda byla. a gdyby nie alkochol pewno bym nadal sie z nia meczyl bo by mi bylo szkoda sie jej pozbyc.. a tak wstalem - powiedzialem "wyp..aj " i tyle. i mam zglowy. zycie niejest poto by ciagle sie uzalac nad soba i innymi.. a alkochol wcale niemusi przeszkadzac w zdobywaniu celow zyciowych wrecz przeciwnie.na trzexwo czlowiek kombinuje jak tu zrobic zeby bylo dobrze .. a po flaszce poprostu to robi.. , a jak sie komus nie podoba- droga wolna - nikt niekaze mu spedzac czasu/ zycia w moim towarzystwie..tylko niech pamieta...ze czlowiek lubiacy sie napic nielubijak mu sie w kasze dmucha.i takiego sku.na dosiegnie reka sprawiedliwosci.. a najbardzie mnie irytuja ludzie ktorzy mowia.. o jaki to on zly niedobry- alkocholik- menel - poczym sami ida sie napic. pic trzeba. nalezy i powinno sie!