Narodziny małej Mirian

Mój poród nie trwał długo. Może dlatego, że przez całą ciążę wyobrażałam sobie, jak pomagam małej istotce bez stresu i wysiłku przejść tę trudną drogę na świat.

Jest lato. Schodzę z promu w Gdyni. Kręci mi się w głowie i mam mdłości - ale to przecież zupełnie normalne po dobie na Bałtyku. Kilka dni później robię test ciążowy. Dwie kreski pojawiają się po trzech sekundach. I chociaż nie można powiedzieć, że to dla mnie idealny moment na dziecko, ogarnia mnie spokój i przekonanie, że skręciłam na właściwe życiowe tory.

Reklama

Będę mamą!

Na pierwszą wizytę udaję się do dwóch ginekologów - do prywatnego gabinetu i państwowej przychodni. Bez wahania wybieram bezpłatną służbę zdrowia. Wprawdzie wizyta trwa tu krócej, ale na każde pytanie uzyskuję fachową odpowiedź. Czuję się "zaopiekowana" i bezpieczna. Tylko raz, pod koniec ciąży, decyduję się na płatne USG. Robię to tylko po to, żeby tatuś też mógł sobie popatrzeć i mieć na pamiątkę film oraz zdjęcia maluszka w brzuchu.

Jestem aktywna!

Po trzech miesiącach "zajadania" ciążowych mdłości słodyczami i migdałami, nareszcie zaczynam normalnie funkcjonować. Pełna energii zapisuję się na zajęcia fitness dla ciężarnych, prowadzone przed doświadczoną fizjoterapeutkę. Aby złagodzić bóle kręgosłupa i mięśni, wybieram pływanie w basenie i długie spacery. Szybko przekonuję się,że w ciąży naprawdę można bezpiecznie wykonywać wiele czynności. Jako aktywna przyszła mama nie rezygnuję

ze śpiewania w chórze - oprócz relaksu i miłych wrażeń dla dzidziusia, to przecież także ćwiczenia oddechowe. Śpiewając wysokie "C", używa się przecież tych samych mięśni, co podczas ostatniej fazy porodu. Co kilka dni mam apetyt na coś innego: ryby, czerwone mięso, kiełki, nabiał. I tak na zmianę. Mimo urozmaiconej diety, w połowie ciąży dopada mnie anemia. Zaczynam zażywać żelazo i leki homeopatyczne, ułatwiające m.in. lepsze wchłanianie tego pierwiastka. Na szczęście po kilku tygodniach wyniki badań krwi wracają do normy. Pod koniec ciąży zaczynam chodzić do szkoły rodzenia. Obserwując przyszłych tatusiów uczestniczących w cotygodniowych zajęciach, utwierdzam się w przekonaniu, że natura nie bez powodu nie przewidziała tego wyzwania dla mężczyzn. Nie decyduję się na poród rodzinny. Aby mieć poczucie bezpieczeństwa, umawiam się z położną ze szpitala, który wybrałam. Ważne jest dla mnie to, że mogę do niej zadzwonić w każdej chwili i to nawet z najbardziej błahym pytaniem.

Czuję skurcze

Dwa dni przed terminem porodu budzę się w nocy z lekkim skurczem. Już po 15 minutach czuję kolejny i kolejny, z coraz większą częstotliwością. Po godzinie dzwonię do położnej. "Niech pani jeszcze poczeka godzinę, dwie, weźmie kąpiel" - słyszę w słuchawce. Skurcze nabierają jednak tempa. Z trudem udaje mi się dojść do samochodu. Szybko jedziemy do szpitala. Diagnoza położnej rozwiewa moje wątpliwości: "To już pełne rozwarcie, gratulacje, właściwie już urodziłaś!". Lekarz wiezie mnie na salę. "Kończymy dyżur o 6.30 i idziemy sobie" - ostrzega żartem. Obiecuję mu, że postaram się zdążyć.Trzy osoby z personelu pomagają mi przy każdym skurczu, za każdym razem cierpliwie powtarzając, co dokładnie mam robić. Wszystkie wskazówki są dla mnie naprawdę nieocenioną pomocą. Po kolejnym bolesnym skurczu słyszę: "Tym razem może uda się urodzić. Główka jest, włoski ma ciemne, ciekawe po kim?". Postanawiam, że tym razem zmobilizuję wszystkie siły i nie wypuszczę powietrza dopóty, dopóki nie zobaczę tej ciemnej główki na własne oczy. Miriam ląduje na mojej piersi dokładnie o 6.25.

Tulę maleństwo

Mija godzina za godziną, a ja nie czuję zmęczenia. Nie chce mi się spać. Chociaż jestem szczęśliwa i wiem, że to śliczne maleństwo to moja córeczka, ciągle wydaje mi się, że to po prostu długi film, na który patrzę z boku. Albo sen, z którego zaraz się obudzę. Każde karmienie, przytulenie, przewijanie sprawiają jednak, że rzeczywistość nabiera wyraźniejszych kształtów, a emocje z godziny na godzinę stają się coraz większe. Powoli staję się mamą...

Dowiedz się więcej na temat: poród | Narodziny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje