Z seksem od narodzin

Z Agatą Wojciechowską-Papugą, psychologiem pracującym z dziećmi, rozmawiamy o trendzie seksualizacji dzieciństwa, obecności dzieci w mediach, budzącej się w nich seksualności i prawie do intymności.


Reklama

EksMagazyn: Czy dziecko można nazwać istotą seksualną? A jeśli tak, to od jakiego momentu?

Agata Wojciechowska-Papuga: - Oczywiście. A odpowiadając na drugie pytanie: od momentu przyjścia na świat. Noworodek też ma swoją seksualność, tylko, że ona jest jeszcze w zalążku. Nie widać jej. My jesteśmy przyzwyczajeni do rozkwitłej formy osoby dorosłej. Ta sfera istnieje, tylko na razie jest dla nas niewidoczna.

- Wiele zakończeń nerwowych umieszczonych jest w jamie ustnej. Jedną z najważniejszych potrzeb noworodka jest jedzenie. Kiedy je dostaje, czuje gratyfikację, przez to, że zaspokaja głód, a przyjemność płynie również stąd, że właśnie w buzi jest duża ilość zakończeń nerwowych. Później bardziej wrażliwa staje się sfera genitaliów i odbyt. Znane są przykłady dzieci w żłobkach czy przedszkolach, które się masturbują. Jest to jak najbardziej normalne, jeśli nie staje się głównym sposobem radzenia sobie ze stresem. Jest to taka sama forma stymulacji, jak ssanie palca czy ssanie smoczka.

- Ten proces oczywiście może być zaburzony przez różne czynniki: kiedy dziecko zobaczy coś w TV lub dorosłego, który to robi. Trzyletnia dziewczynka, która masturbuje się na środku przedszkola nie widzi w tym nic złego, bo zwyczajnie nie ma świadomości granic społecznych. Dorosły, jeśli jest zdrowy i nie boryka się z problemami, nie robi tego publicznie. Jednak z takim zachowaniem dziecka związana jest cała masa problemów, bo to jest zawstydzające i dla pani przedszkolanki, i dla rodziców.

Kiedy taki problem występuje, pani jest proszona o interwencję?

- Tak. To jest takie samo zachowanie, jak każde inne. Ważne jest, żeby zareagować w takiej sytuacji, ale też, żeby też nie robić zbyt wielkiego szumu wokół tego. Jak każde inne zachowanie u dziecka może ulec wygaszeniu. Jeśli nie chcę, żeby dziecko biło inne dziecko, to reaguję. Mówię np., że nie wolno tego robić. Mogę też pokazać dzieciom, jak inaczej rozwiązywać kwestie sporne.

- Z drugiej strony, trzeba do tego podejść tak, żeby nie zaszczepić w dziecku przekonania, że cała sfera seksualna jest zła. To jest trudne. Dziecku można powiedzieć jedno zdanie, nawet nie intencjonalnie, a ono zrozumie je po swojemu i efekt może być przeciwny do zamierzonego. Jednak nie należy się poddawać, wiele z dziećmi można wypracować.

Co dalej?

- Około 6. roku życia następuje okres wyciszenia. Dzieci skupiają się na zdobywaniu umiejętności. Idą do szkoły, to zajmuje ich uwagę, to jest ich priorytetem. Dzieci chcą wejść do grupy rówieśników. Moje dziecko przyszło dziś do domu niezadowolone bo na 20 równań do rozwiązania, zrobiło tylko 10 i dostało 3. I to jest problem.

- Stopniowo, dzieciom bardziej, niż na rodzicach, powinno zależeć na kolegach, koleżankach. Jeśli dziecko skupia się na czymś innym, jak pokazy mody, sesje zdjęciowe, to jego priorytety się zmieniają. Chce ładnie wyglądać, pokazać się. Tak duże nasilenie zainteresowania swoim wyglądem nie jest zgodne z przyjętą normą rozwojową dziecka. Aczkolwiek świat się zmienia.

- Kiedy zaczynałam pracować, bardzo się dziwiłam, że dzieci nie potrafią pisać. Nie mają łatwości grafomotorycznej. Inny psycholog zwrócił mi uwagę na prosty fakt, nikt nie pisze już listów, piszemy emaile, stukamy w klawiaturę. Wyćwiczenie ręki może być teraz trudniejsze. W Polsce też można zauważyć wyraźne zmiany w kwestiach moralnych, obyczajowych. To wpływa na dzieci. Nie wiem, czy ten kierunek jest dobry, ale to się dzieje. To zawsze jest tak, że jak coś się zmienia w obyczajowości, to jest to spektakularne i szokujące. Kiedy zobaczyłam zdjęcia dziesięcioletniej modelki w Vogue’u, to byłam właśnie zaszokowana. Pomyślałam, że to dorosła kobieta, a nie dziewczynka. Pomyślałam, że coś jest tutaj nie tak. Zareagowałam tak osobiście, dlatego, że to wybiegało poza normy, do których jestem przyzwyczajona.

Magazyn, który te zdjęcia opublikował miał taki cel. Żeby podniosło się larum i żeby dzięki temu wzrosła sprzedaż. I teraz jest pytanie, czy ta sesja mogła zrobić tej dziewczynce krzywdę? Może robimy z igły widły? Może ekipa na sesji była super i mała modelka cały czas czuła się bezpiecznie?

- Myślę, że wprost krzywdy jej nie zrobiła. Nie wiem, czy to dziecko wcześniej brało udział w takich przedsięwzięciach. Nie sądzę, żeby jedna sesja była traumatyzująca, choć ciekawa jestem, jak taka dziewczynka zareaguje, jak zobaczy takie swoje zdjęcie w gazecie. Jak ona w swoim małym, dziecięcym rozumku, przetworzy taki przekaz? Jak jej rówieśnicy zareagują? Jak zareaguje rodzina? Nikt o to nie pyta.

W jednym z odcinków serialu "Toddlers and Tiaras" (amerykański serial o kilkulatkach startujących w konkursach piękności) jedna z matek przyznała otwarcie, że miała już dwóch synów, kiedy zdecydowała się na trzecie dziecko i modliła się o to, żeby to była dziewczynka, żeby móc z nią startować w konkursach piękności. Przyznała, że chce ją wychować na Miss Ameryki. W tym serialu np. mamy nie mają obiekcji, żeby prowadzić dzieci do solarium, żeby je spryskać bronzerem...

- Mnie to się zawsze kojarzy ze spełnianiem pragnień dorosłego. Dziecko jest poddane procesowi uprzedmiotowienia. Często staje się maszynką do zarabiania pieniędzy. Nie sądzę, że to jest aż tak pociągające dla siedmiolatki czy dziesięciolatki, która chciałaby się pobawić lalką czy pograć w piłkę, podczas gdy siedzi kilka godzin w klimatyzowanym pomieszczeniu i czeka na swoją kolej. Dorosłe modelki często mówią o tym, że praca w modelingu jest dla nich wykańczająca, a co dopiero dla takiego dziecka? Tak, jak mówiłam wcześniej, to nie jest zgodne z normą rozwojową dzieci, z tym, co zwykle jest dla nich w tym okresie ważne.

Ja patrząc na tę sesję w Vogue’u, zastanawiałam się, ilu pedofilów kupiło ten numer.

- Pewno sporo, a pedofilia jest zaburzeniem, którego nie powinno się wzmacniać w ten sposób.

Producenci wszelakich dóbr celują w dzieci, po to, żeby dziecko, widząc to dobro, prosiło mamę czy tatę o jego kupno. Dziecko jest łatwym targetem. A rodzic kocha swoje dziecko i jeśli nie wybiega to za bardzo poza jego budżet, to zwykle kupi to, czego dziecko chce. Przerażające jest to, że największe domy mody, znudzone modelkami, już i tak o chłopięcych kształtach, angażują do kampanii nastoletnie dziewczynki (10-letnia córka Cindy Crawford w kampanii Versace, 13-letnia Elle Faninng u Marca Jacobsa).

- Na pewno jest to obliczone na jakiś zysk. Jest to po prostu zabieg marketingowy. Ja to tak rozumiem. Patrząc na zdjęcie 10-letniej córki Cindy Crawford - też nie powiedziałabym, że jest to zdjęcie dziewczynki w tym wieku.

Kiedy chodzę po sieciówkach, mam wrażenie, że dziecięce rzeczy są coraz częściej kalkami ubrań dla dorosłych. Nie mówiąc już o staniku z poduszkami dla 7 latki czy szpilkach dla niemowlaka...

- Stanik z poduszkami jest przeznaczony dla kobiet dorosłych i używany przez nie w jednym celu - eksponowania piersi. A jak eksponujemy biust, to wzrasta atrakcyjność seksualna. Jeżeli mamy tutaj pokazywać biust dziewczynki siedmioletniej, która tego biustu de facto nie ma, to coś jest tutaj nie tak. To nie jest zgodne z jej rozwojem i z tym, jak ona wygląda tak naprawdę.

- Stosowanie zabiegów, żeby uwypuklić seksualność dziecka jest dalece niewłaściwe. Ta jego seksualność jest, ale nie w takim kształcie, w jakim docelowo producentowi takiego stanika by chodziło. To nie jest dorosła kobieta. To jest dziecko. To jest seksualizacja wprost. Czy to jest dziecko na poziomie przedszkola, szkoły czy gimnazjum, potem nie trzyma granic i robi się problem. Nie chodzi o to, że chcemy być pruderyjni. Chodzi o to, że etapów życia nie można przeskoczyć, wszystko ma się odbywać w swoim czasie. Staramy się zapewnić dziecku takie warunki, żeby mogło spokojnie dojrzeć, dorosnąć. A jeśli nakładamy na nie pewne rzeczy za wcześnie, to jego rozwój może być zaburzony. Po prostu.

To jak ubierać dziecko, żeby nie czuło się obco wśród dzieci w przedszkolu, a jednocześnie, żeby to było zgodne z jego rozwojem?

- Granice powinniśmy ustalać dwutorowo. Jeden wyznacznik to preferencje dziecka, drugi to zdrowy rozsądek. Znam dziewczynki, które spódniczki nie założą. I nie ma powodu, dla którego trzeba by je było do tego zmuszać. Jeśli dziewczynka lubi niebieski zamiast różowego, to też jest ok. Są też niebieskie sukienki (śmiech).

- Ja też jestem przeciwniczką zrównywania, uniseksu. Płci są różne i nie trzeba temu zaprzeczać. Mężczyzna jest inny od kobiety i nie da rady inaczej (śmiech). Nie muszę zakładać dziecku stanika z push-upem, żeby podkreślić, że jest to dziewczynka. Tutaj trzeba kierować się rozsądkiem. Seksualność dziecku w okresie latencji nie jest aż tak potrzebna, jeszcze przyjdzie czas na jej podkreślanie. Oczywiście, rodzic powinien zawsze pozostać rodzicem i jak dziecko chce iść w bamboszach do szkoły, a na zewnątrz jest -5, to rodzic powinien zadziałać w imię ogólnie pojętego dobra potomka.

- Naczelnym pytaniem zostaje, co rodzice chcą osiągnąć, ubierając dziecko w podkreślające seksualność rzeczy, bo przecież dziecko samo sobie tych rzeczy nie kupuje. Jestem przeciwniczką przekłuwania uszu niemowlętom czy malowania paznokci dzieciom. Pamiętam, że kiedy ja chodziłam do szkoły, mocno pomalowane paznokcie czy makijaż nie były tolerowane. Dlaczego? Bo do szkoły chodzą dzieci. My, kobiety dorosłe się malujemy: czarne paznokcie, granatowe, czerwone, jakie nam się podobają. Nie dzieci.

A co z Barbie? Kupować dziewczynce Barbie? Czy nie pokaże jej to złego wzorca, że jak nie będzie tak wyglądać, to będzie brzydka?

- Kupować. Jeśli chce, to kupić. Ja nie wierzę w pojedyncze oddziaływanie bodźca na dziecko. Jeżeli damy dziecku lalkę Barbie, to nie jest możliwe, żeby uruchomił się u niego proces choroby, np. epizod anorektyczny. Zawsze dochodzi tu jeszcze kontekst rodzinny, relacje, itd. Jeżeli mama ma taki styl, preferuje jako wartość to, żeby być szczupłym, widać to w jadłospisie, w komentarzach na temat innych ludzi, to dziecko to widzi.

- Dziecko na poziomie przedszkola nie jest w stanie zrozumieć ironii, żartu, cynizmu, satyry itd., dlatego bardzo ważne jest to, co do niego mówimy. Dzieci dramatyzują, bawią się w dorosłych. Dziewczynki bawią się kosmetykami mamy, zakładają szpilki. Dzieci bawią się w dorosłość na niby. Próbują sobie jakby to było. W ten sposób tworzy się identyfikacja z płcią, identyfikacja z rolą życiową, społeczną. Pomimo, że kobiety się emancypują, to nadal one rodzą dzieci, nic się tu nie zmieniło. Dzieci korzystają z wzorców, jakie prezentują im rodzice. Dziecko to przyjmie. Wracając do lalki Barbie - jest ok.

Kiedy tak przytaczamy przykłady seksualizacji dzieci, mam wrażenie, że ta rozmowa powinna być o rodzicach, a nie dzieciach.

- Tak. Remedium na sytuację seksualizacji dzieci jest rozsądek rodzica. To jest kwestia tego, jak świat zostaje podany dziecku przez rodzica. Spotykamy w życiu różne sytuacje, są rozwody, są choroby. Sposób podejścia do sprawy rodzica, wpływa bezpośrednio na dziecko, które dopasuje się do reakcji mamy czy taty. Dzieci interesują się wszystkim, pytają.

- Miałam taką sytuację, że mój syn zapytał mnie, co to znaczy "kurwa mać". Mogłam zareagować świętym oburzeniem i nakrzyczeć na niego, zażądać, żeby więcej nie używał takich wyrazów. Ale wytłumaczyłam, że to jest wulgaryzm, że to brzydkie słowo, że używa się go w stanach wzburzenia. Nie można też dziecka wychowywać w ułudzie. I tak samo można mu tłumaczyć kwestie związane z seksualnością.

- Trzeba ustalać granice, mówić, że tak, jak nie można kogoś bić, tak nie można dotykać innych dzieci. Zwyczajnie. Nie trzeba nawet wdawać się w skomplikowane tłumaczenia. Nie, bo dziecko tego nie zrozumie. Mówić: "Nie, bo ja ci tak każę", "nie, bo to jest złe i nie chcę, żebyś tak się zachowywał", "nie, bo tak nie wolno", "nie, bo to jest prywatna sprawa". Dobrze jest też pokazać dziecku, co może czuć druga strona.

Jak poradzić sobie z trendem seksualizacji? Nie możemy agencjom zabronić wykorzystywać dzieci do reklam, czy na wybiegach.

- Jest takie prawo europejskie, które "mówi", że nie można np. pokazać gołej pupy dziecka w reklamie pieluch. Kiedy dziecko w reklamie jest kąpane, to od pasa w dół nie można go pokazać. Ja myślę, że to jest kwestia odpowiedniego prawa i inicjatywy społecznej. Jeśli my, jako społeczeństwo, umówimy się, że nie chcemy, żeby dzieci były wykorzystywane w reklamach, w sesjach, żeby Vogue zarobił na tym kupę kasy, to po prostu musimy zareagować.

A pani co sądzi? Gdzie powinna być granica pokazywania dziecka w mediach?

- Intymność dziecka również istnieje. Pamiętam, że jak zaczęłam pracować z dziećmi, to jedną ważną rzecz powiedziała mi doświadczona psycholożka: "Jak pójdziesz do przedszkola i będziesz chciała z jakimś dzieckiem nawiązać kontakt, to nie dotykaj go, najpierw zapytaj się czy możesz". Chodzi o to, że każdy człowiek, czy ma lat 20, 40 czy tylko 3, ma granice intymności. Każdy ma swoją godność i należy to szanować.

- Uważam, że pokazywanie gołego dziecka w reklamie jest naruszaniem godności tego konkretnego dziecka. Bo ja np. nie wiem jakbym zareagowała, gdyby się okazało, że przed laty goła wystąpiłam w reklamie. Zawsze przeżywałam zażenowanie, kiedy rodzice pokazywali moje zdjęcia, jak byłam malutka i miałam gołą pupę. I to jeszcze mojemu chłopakowi. Dlaczego mnie to denerwuje i dlaczego ja przeżywam takie emocje? To nie jest dla mnie sympatyczne, bo czuję, że moja intymność jest naruszana w tym momencie.

No to jak pani sobie wyobraża reklamę pieluch dla dziecka bez dziecka?

- Ono tam musi wystąpić. Natomiast nie musi być w pełnej okazałości. Ze swoją pupą na wierzchu. Ta pupa powinna pozostać w tej pieluszce. Idealnie. Niekoniecznie trzeba pokazywać genitalia dziecka, pupę, zasypkę itd. Takie są moje granice.

A pokazy mody, kampanie reklamowe?

- Jeśli dziecko występuje w kampanii reklamowej soczku dla dzieci, jeżeli się bawi - to ok, bo ono pozostaje w swojej roli. Jego intymność nie zostaje naruszona. Ale jeżeli ono ma wyglądać jak modelka w Vogue’u, to ja się sprzeciwiam. To już nie jest dziecko. Pokazy mody - jeśli dzieci wychodzą w ubrankach dziecięcych, to też w porządku. To, co przeznaczone dla dorosłego, powinno być dla dorosłego, to co dla dziecka - dla dziecka.

Rozmawiała: Anna Chodacka

 

 

Tekst pochodzi z EksMagazynu.

Tekst pochodzi z EksMagazynu.
Dowiedz się więcej na temat: seks | seksualna | seksafera | basen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje