Agata Młynarska: Już wiem, co dalej!

Gdy w czerwcu zniknęła z telewizji publicznej, bała się, że nikt nie zechce jej zatrudnić. Problemy z pracą uświadomiły jej, na kogo może w życiu liczyć.


Reklama

 - Dobra zmiana po raz drugi okazała się dla mnie pozytywna -  mówi SHOW Agata Młynarska (51).

 - W 2006 roku też byłam zmuszona podjąć decyzję wbrew własnej woli. Wiedziałam, że już nie mogę pracować dalej w TVP, chociaż nikt mnie nie zwalniał. Wtedy podeszłam do tego bardzo emocjonalnie, bo spędziłam w jednym miejscu 17 lat. Ta rewolucja wyszła mi jednak na dobre: dostałam kontrakt w Polsacie, nauczyłam się nowego zawodu - producenta. Zostałam szefem zespołu nowych projektów - mówi.

W maju 2016 roku nie miała złudzeń, że ktokolwiek przedłuży z nią umowę w TVP.

 - Nie chciałam, żeby sytuacja zaskoczyła mnie tak, jak 10 lat temu.Zrobiłam rekonesans na rynku i zorientowałam się, że łatwo nie będzie -  opowiada Agata.

W tych trudnych momentach mąż Przemek był dla niej opoką.

 - Zmobilizował mnie i nie pozwalał na rozklejanie się. Powiedział: »Najwyżej nie będziesz pracować miesiąc, dwa, trzy. Na pewno coś się znajdzie«. Przecież całe życie pracowałam i, abstrahując od kwestii finansowej, która jest bardzo ważna, przygniatające było poczucie, że jak to, nikt może mnie nie chcieć? - mówi nam szczerze dziennikarka.

Agata bez okienka

Ale propozycje przyszły bardzo szybko, a Agata wybrała tę najciekawszą dla siebie: od września jest dyrektorem do spraw rozwoju w jednej ze stacji Discovery - TLC. Dla jej fanów oznacza to jedno: na razie nie będzie pokazywała się, jak dotąd niemal codziennie, w telewizyjnym okienku. Zajmie się wybieraniem programów i wdrażaniem ich do produkcji.

Może w przyszłości jakiś poprowadzi, bo, jak podkreśla, kocha to. Nawet obudzona w środku nocy stanie przed kamerą bez tremy... Jednak teraz czas na coś innego.

 - 2016 rok jest dla mnie wyjściem ze strefy komfortu. Propozycja od TLC spadła mi z nieba. Bardzo chciałam pracować nad całościową koncepcją programu, mieć wpływ na kształt i charakter kanału telewizyjnego. Dla osoby z moim doświadczeniem to adekwatne wyzwanie - mówi Agata, dopowiadając, dlaczego tak uważa. Stacja TLC, gdy pojawiła się w Polsce, była wyrazista. Teraz czas pójść krok dalej.

 - Nie chodzi o konkurowanie z TVN Style i Polsat Café. To ma być kanał rozrywkowy skierowany do szerszej publiczności. Może zajmie miejsce telewizyjnej Dwójki? A może kiedyś będziemy jak jedna z tych dużych stacji telewizyjnych? - marzy Młynarska.

Szacunek, ale nie miłość

Wierzy, że uda jej się dorównać, a może i prześcignąć własną mistrzynię, dyrektor programową telewizji Polsat, Ninę Terentiew (70).

 - Gdy zaczęłam pracować w Polsacie, powiedziała mi słowa, za które będę wdzięczna do końca życia: Musisz budować drugą nogę w telewizji, która jest niezależna od wieku. Wiem, że teraz jest ci trudno się z tym pogodzić, bo chciałabyś błyszczeć na scenie, ale to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić . Miałam wtedy 40 lat - opowiada Agata, i nie ukrywa, że bolało ją wtedy, że Terentiew nie dała jej programu.

 - Kiedy zaczynałam pracę w Polsacie, miałam nadzieję, że może poprowadzę "Jak oni śpiewają". Ale pani dyrektor zdecydowała, ze program poprowadzi Kasia Cichopek. Była to dla mnie lekcja pokory, a zarazem ważna lekcja o telewizji. Szybko zrozumiałam, że więcej zyskam, pracując przy tym programie jako producent kreatywny niż jako prowadząca. Teraz mogę jej za to podziękować - podkreśla.

Nie czas na łzy

Ale szukanie nowej pracy wcale nie okazało się w jej życiu najistotniejsze. Agatę najbardziej martwi stan zdrowia jej taty, Wojciecha Młynarskiego (75).

 - Nie ma co udawać, że będzie dużo lepiej. Cieszymy się każdym dniem, a przez ostatni rok mieliśmy sytuacje, w których tata walczył o życie. Teraz stan jest stabilny, choć trudny. Tata jest cierpiący, przebywa w domu, ma jednak komfortowe warunki, wspaniałą opiekę i nas. Paulina, Janek i ja oraz nasze dzieci jesteśmy przy nim niemal każdego dnia. Pogodziliśmy się, z tym, że tata jest chory, a każdy dzień z nim jest prezentem od losu. Dlatego nie miałam możliwości, żeby się nad sobą roztkliwiać. Wspieramy się wzajemnie, mam kochaną rodzinę i sprawdzonych przyjaciół. Bez nich byłoby marnie - podkreśla dziennikarka, która przekonała się na własnej skórze, że w trudnych sytuacjach wychodzi, kto życzy ci dobrze, a kto cię skreślił.

 - Kiedy okazało się, że jestem dyrektorem w TLC, rozdzwonił się telefon, który przez ostatnie kilka miesięcy raczej milczał. Podobnie było, kiedy z TVP przeszłam do Polsatu. Historia, jak widać, lubi się powtarzać", mówi z przekonaniem.

Katarzyna Jaraczewska


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje