Agnieszka Dygant: Perfekcyjna pani domu? To ona!

Wszystkie seriale, w których występuje, stają się hitami. Aktorka ma już od dawna status prawdziwej gwiazdy. Ale wciąż prowadzi normalne życie. Sama dba o dom i bliskich.

Mimo że mogłaby zatrudnić kogoś do pomocy przy codziennych obowiązkach, nie zamierza tego robić. Prowadzenie domu, gotowanie, a przede wszystkim sprzątanie - wszystkie te czynności ją odstresowują.

Reklama

- Ja w ogóle lubię coś porządkować, bo czuję się zagubiona, gdy mam bałagan i w domu, i w sprawach zawodowych" - przyznała w wywiadzie Agnieszka Dygant (42).  - Zdarzyło mi się po dwunastu godzinach pracy, ze świadomością, że kolejnego dnia wstaję o szóstej rano, delikatnie przemeblować swoje mieszkanie - dodała.

Jej wyjątkowe zamiłowanie do czystości jest znane w branży od lat. Pani Agnieszka to prawdziwa perfekcjonistka. Aktorka potrafi wrócić do domu z windy, żeby włożyć do zmywarki szklankę zostawioną na stole. Albo pościelić łóżko.  - Nie umiem zostawić niczego na za tydzień - tłumaczy.

Gwiazda żartuje sobie, że ten pedantyzm odziedziczyła po swojej mamie.  - Czasem mnie to dobija. Zamiast obejrzeć wieczorem świetny film, sprzątam łazienkę. Mama śmieje się, że jest dla mnie pocieszenie. Ona też była pedantką, ale minęło jej z wiekiem - opowiada pani Agnieszka. Podobno mamie pomogło w tym... pogorszenie wzroku.  - Powiedziała mi kiedyś: "Wiesz Aga, masz dobry wzrok i to cię gubi. Odkąd mnie się popsuł, nie zauważam niedociągnięć i mam święty spokój" - wspomina aktorka.

Po mamie pani Agnieszka ma jeszcze jedną cechę: jest bardzo oszczędna i nie lubi marnotrawstwa. Chodzi po domu i gasi światła w nieużywanych pomieszczeniach.

- Wkurza mnie, gdy widzę, że żarówka paliła się całą noc, albo że woda kapie. Denerwuje mnie wyrzucanie jedzenia. Trochę się krępuję, kiedy zrobię większe zakupy. Mam wyrzuty sumienia, że wydałam na siebie za dużo - podkreśla. Kupno nowej torebki czy płaszcza wywołuje w niej uczucie dyskomfortu.

Aktorka nigdy też nie wydaje więcej niż zarabia. -Myślę, że w sprawach finansowych jestem racjonalna. Nie chciałabym, żeby zostały po mnie długi. Próbuję zabezpieczać przyszłość. To dość niespodziewane wyznanie jak na gwiazdę show-biznesu. Ale aktorka od dawna wymyka się wszelkim stereotypom.

Kiedy pięć lat temu na świat przyszedł jej synek Ksawery, zniknęła z salonów. Przestała się pojawiać w mediach, nie przychodziła na branżowe imprezy. Mimo że groziło jej zapomnienie przez producentów i reżyserów, zaryzykowała. Chciała być przy synku. Do pracy wróciła dopiero, gdy chłopiec podrósł.

Ale nawet wtedy nie zdecydowała się zatrudnić profesjonalnej niani. W czasie, gdy miała zdjęcia do serialu "Prawo Agaty", Ksawerym opiekowała się jej mama. Pani Agnieszka wspominała później, że powrót na plan był dla niej dużym wyzwaniem. Ona, perfekcyjna pedantka, wracała po dwunastu godzinach nieobecności i nie zwracała uwagi  na porozrzucane po podłodze zabawki.  - Jestem stęskniona i chcę go tylko przytulić i pocałować. Bliżej mi do przepraszania, że mnie nie było, niż do strofowania, że jego dinozaury walają się po całym domu - zdradziła. Wymagająca i konsekwentna w stosunku do Ksawerego staje się dopiero w przerwach między kolejnymi partiami odcinków serialu "Prawo Agaty". - Nie chcę pozwalać mu na wszystko z powodu własnego poczucia winy, bo to do niczego dobrego nie prowadzi  - tłumaczyła.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje