Alina Janowska: Ulubiona sąsiadka z "Wojny domowej"

Każdy odcinek śmieszył widzów, a Alina Janowska miała w tym duży udział. Bawiła, ale też... jak nikt inny łagodziła konflikt pokoleń.

Prywatnie - dowcipna, ciepła, konkretna. Inteligentna, z klasą. Widać było po niej dobre przedwojenne wychowanie w ziemiańskim domu - tak wspominają Alinę Janowską z dawnych lat koledzy po fachu. Po wojnie została tancerką i aktorką, zagrała m.in. w filmach "Zakazane piosenki", "Ostatni etap" i "Skarb".

Reklama

Początkowo nie była zachwycona propozycją roli w nowym serialu, złożoną przez filmowców: Jerzego Gruzę i Mieczysława Jahodę. Miała już okazję poznać ich we Wrocławiu, gdzie występowała z kabaretem "Szpak". - Zapamiętałam dwóch nietrzeźwych facetów, którzy wyszli z knajpy - zwierzyła się po latach Dariuszowi Michalskiemu. - Siedzieli na schodach i dyskutowali o sztuce, o filmie. To byli Gruza i Jahoda, przyszły reżyser i przyszły operator; wtedy jeszcze studiowali w szkole filmowej. A Janowska, jak to sama dosadnie określiła, "nie lubiła pijaków". Gruza przekonał jednak panią Alinę.

Kiedy po kilku latach od niefortunnego spotkania we Wrocławiu zaczęli rozmawiać o "Wojnie domowej", zmieniła o nim zdanie. Zauważyła, że młody reżyser jest zdolny, konkretny,dowcipny i... "co najważniejsze, trzeźwy". Tak więc współpraca układała się bez większych problemów. Gruza czasem tylko narzekał na... szczególną podzielność uwagi aktorki.

Na plan "Wojny domowej" trzeba ją było bowiem wyrywać zza kulis, gdzie przez telefon odbywała niezliczone konsultacje z prawnikami i milicją. Janowska broniła się, że było to konieczne, ponieważ została wtedy okradziona. Na planie serialu spotkała godnych siebie partnerów, ówczesne gwiazdy. Jej męża-architekta grał Andrzej Szczepkowski. W role małżeństwa Jankowskich wcielili się Irena Kwiatkowska i Kazimierz Rudzki.

Alina Janowska, jako sąsiadka i ciotka, była w tym towarzystwie najbardziej przytomna: miała najlepsze relacje z młodymi, łagodziła konflikt pokoleń - główny temat serialu. Taka też była na co dzień. Reżyser poprosił ją o opiekę nad dwójką młodych aktorów grających Pawła i Anulę. Byli to amatorzy: Elżbieta Góralczyk i Krzysztof Musiał, którzy nigdy wcześniej nie pracowali przed kamerą. - Zaprosiłam do siebie, do domu tych dwoje - wspominała aktorka - Zaproponowałam: opowiedzcie o sobie, co chcecie i jak chcecie - i oni mówili. O szkole, o domu, o swoich sprawach, kolegach, koleżankach, o życiu prywatnym. Dzięki temu Janowska po kilku spotkaniach mogła bezproblemowo wraz z młodymi aktorami "wejść w scenariusz", a gdy Góralczyk i Musiał pojawili się na planie, to okazało się, że właściwie grają... samych siebie. Wpłynęło to bardzo pozytywnie na cały serial i jego odbiór. A pani Alina pomogła w ten sposób 15-latkowi zostać aktorem.

Na casting do "Wojny domowej" Musiał poszedł bez zgody ojca-aktora, Tadeusza Janczara. Sukces serialu udobruchał tatę, a syn za serialowe honorarium kupił motorower. Skończył szkołę aktorską i zagrał później w kilkudziesięciu filmach, aczkolwiek głównie drugoplanowe role. Alina Janowska do końca utrzymywała kontakt z Elżbietą Góralczyk, która wyjechała do Austrii, gdzie założyła rodzinę. Tam ciężko zachorowała, lecz wbrew namowom pani Aliny leczyła się sama, bez medyków. Zmarła w 2008 r.

Janowska w "Wojnie domowej" spodobała się i widzom, i recenzentom. - Wnętrze mam dramatyczne, ale życie skłoniło mnie do grania rzeczy śmiesznych - komentowała swoją rolę. Mimo ziemiańskiego wychowania dobrze czuła atmosferę serialu o tzw. inteligencji pracującej lat 60. i absurdy gomułkowskich czasów. Widzowie pokładali się ze śmiechu, gdy z powagą tłumaczyła postronnym, że swojego małego pudla imieniem Lejek trzyma w domu ze względu na wełnę i strzyże psa raz na tydzień. Albo gdy cierpliwie rozmawiała w drzwiach z nieznajomym mężczyzną w berecie (Jarema Stępowski), pytającym o to, czy jest może... suchy chleb dla konia: - Nie, proszę pana, niestety, suchego chleba nie mamy, bo mąż wszystko zjada - odpowiadała z powagą.

Plotka głosi, że tekst o chlebie dla konia reżyser usłyszał przypadkowo, podczas wizyty u swojej kochanki. Nagle rozbrzmiał dzwonek u drzwi. Kobieta zamarła z przerażenia, myśląc, że wraca jej mąż. Tymczasem ten namiętny wieczór nieoczekiwanie zakłócił jakiś człowiek, który rzeczywiście szukał paszy dla konia, chodząc po domach na osiedlu.

Pani Alinie najlepiej współpracowało się z Ireną Kwiatkowską. Aktorki lubiły się, może dlatego, że obie miały komediowe zacięcie. Janowską zaskoczyło jednak, że Kwiatkowska, choć już sam jej wygląd, wyraz twarzy wywoływały sympatię i uśmiech, prywatnie nie była duszą towarzystwa ani dowcipnisią. - Nie sprzedawała się towarzysko, ale miała potrzebę wyrażania swego poczucia humoru w sposób niezwykle dyskretny i nieprzewidywalny - wspominała pani Alina, dodając: - Nie o anegdotę tu chodziło, ale o lekkie uniesienie brwi oraz rzucone mimochodem "Doprawdy?" - sytuacyjny detal.

Emisję serialu zakończyła afera z... pudelkiem. Scena, w której pies Lejek siusia na tygodnik "Kultura", szalenie oburzyła redaktora naczelnego Janusza Wilhelmiego, wysokiej rangi działacza partyjnego. Zbulwersowany pobiegł na skargę do Komitetu Centralnego. O tym panu prawie nikt już nie pamięta, "Wojnę domową" z Aliną Janowską lubimy do dziś.

Aktorka prywatnie

Z pierwszym mężem, Andrzejem Boreckim rozwiodła się, ma z nim córkę Agatę. Szczęśliwy związek stworzyła z kolejnym partnerem, Wojciechem Zabłockim - znakomitym szermierzem i architektem. Doczekali się dwojga dzieci: Michała i Kasi. W kwietniu br. aktorka skończyła 93 lata. Choruje na Alzheimera.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje