Arabska miłość, arabska krew

"Jeśli kobieta ma zakrytą twarz, to nie znaczy, że ma też zakryty mózg" - mówi Tanya Valko, orientalistka, autorka książek o Libii oraz bestsellerów "Arabska żona" i "Arabska córka".

Tanya Valko od pięciu lat mieszka w Arabii Saudyjskiej, sporo czasu spędziła także w Libii, gdzie pracowała jako nauczycielka w  Szkole Polskiej w Trypolisie oraz asystentka Ambasadora RP. Właśnie ukazała się jej najnowsza książka "Arabska krew".

Reklama

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Pisze pani pod pseudonimem z konieczności?

Tanya Valko: - Mam bardzo długie imię i nazwisko, więc pseudonim jest bardziej praktyczny. Poza tym poruszam dość kontrowersyjne tematy i dlatego staram się nie podawać imienia i nazwiska, adresu, numeru telefonu.

Czy to mogłoby być niebezpieczne?

Owszem. Jeszcze kiedy mieszkałam w Libii, zainteresowałam się problemem bułgarskich pielęgniarek oskarżonych o celowe zakażanie dzieci wirusem HIV. Chciałam o tym napisać reportaż.  Zaczęłam chodzić na różnego rodzaju spotkania i wkrótce usłyszałam, że nie powinnam zadawać niewygodnych pytań, a  później że powinnam uważać, bo mieszkam tu z rodziną. To było dosadne ostrzeżenie i od tego czasu postanowiłam pisać pod pseudonimem.

W pani ostatniej książce "Arabska krew" często przewija się sformułowanie "typowy arabski samiec". Kim on jest?

- W innych krajach nazwano by go po prostu typowym samcem. To mężczyzna egoistyczny, bardzo zazdrosny o kobietę, wymagający od niej poświęcenia dla rodziny i dzieci. W krajach arabskich, jeżeli mężczyzna jest szowinistą, to jego działania są poparte prawem szariatu, które daje mu pełną władzę nad kobietą i rodziną.

Ten obraz arabskiego mężczyzny w pani książkach jest dosyć przerażający. Czy nie jest to powielanie pewnego stereotypu, uogólnienie?

- Uogólnieniem jest raczej odbiór tych książek. Czytelnicy są tak zbulwersowani postacią Ahmeda z "Arabskiej żony", że zupełnie nie zauważają innych, bardzo pozytywnych postaci męskich. Na przykład Hassan jest idealnym mężem, a jego związek małżeński z Baśką trwa bardzo długo. Ta krystaliczna postać jest pełnym przeciwieństwem Ahmeda, ale czytelnikom jakoś umyka. 

W trzeciej części sagi małżeństwo Hassana i Barbary również kończy się porażką. Czy to oznacza, że mieszane małżeństwa są skazane na niepowodzenie?

- Nie. Sama znam parę takich małżeństw, które są ze sobą 20 i 30 lat i są bardzo udane.

- Utrzymanie związku w obecnym świecie jest bardzo trudne. Wszędzie jest dużo rozwodów i związki muszą być bardzo mocne, aby przetrwać. Ta tendencja zaznacza się także w krajach arabskich. Nawet w Arabii Saudyjskiej, która jest krajem bardzo ortodoksyjnym, rozwody są coraz popularniejsze, przede wszystkim wśród młodych ludzi i również kobiety mogą o nie występować. Często odbywa się to za porozumieniem stron, z powodu różnicy charakterów.

- W książce "Arabska krew" wyidealizowany związek Hassana i Baśki rozpada się w wyniku naprawdę ekstremalnych zdarzeń. Mężczyzna rozpoczyna antyrządową działalność, zostaje uwięziony, a jego żona traci dom i zostaje praktycznie pozbawiona środków do życia. Nie wiem, czy jakieś małżeństwo w Polsce czy w Anglii przetrwałoby taką próbę.

Czy prawa kobiet można pogodzić z islamem?

- W krajach arabskich takich jak Tunezja czy Egipt prawa kobiet są ogólnie przestrzegane. Są to kraje dążące do laicyzacji, a ich prawo jest zgodne z prawem międzynarodowym. Oczywiście funkcjonuje też prawo szariatu, jednakże jego ścisłe przestrzeganie ma miejsce albo w bardzo ortodoksyjnych grupach, albo na głębokiej prowincji. W miastach i środowiskach wykształconych coraz rzadziej można się spotkać krzywdą kobiety, wynikającą ze stosowania prawa szariatu.

- W Libii, o której piszę najwięcej, Kadafi wprowadził prawa kobiet zaraz po objęciu władzy. Nazywano go pierwszym arabskim feministą. Wprowadził ograniczenia wiekowe, aby nie wydawano za mąż zbyt młodych dziewcząt, kobiety uzyskały prawo do rozwodu i mogły same o niego wystąpić. Jeżeli dziewczyna nie chciała kogoś poślubić, ojciec nie mógł jej do tego zmusić. Kobiety uzyskały dostęp do edukacji, możliwość wyjazdów na stypendia. Libia jako jeden z pierwszych krajów arabskich dała im prawo do głosowania. Ale i tu prawo muzułmańskie funkcjonowało.

- Moją pierwszą książkę "Arabska żona" napisałam ku przestrodze.  Dziewczyny, które decydują się na związek z muzułmaninem, powinny najpierw zapoznać się z religią i kulturą.  Wszystkie prawa, które wymieniłam, funkcjonują w Tunezji, Libii czy Egipcie, ale prawo szariatu daje mężczyźnie bardzo wiele możliwości, żeby bezkarnie skrzywdzić kobietę. 

Na przykład?

- Choćby sprawa dzieci. Jeśli dochodzi do związku chrześcijanki z muzułmaninem, kobieta nie musi  zmieniać wiary. Według Koranu muzułmanin może poślubić kobietę należącą do Ludu Księgi. Jednakże dzieci, które przyjdą na świat, będą należały do mężczyzny. Tak jest zresztą również w przypadku małżeństwa z muzułmanką. To mężczyzna jest gwarantem wychowania wierze i w kraju arabskim kobieta nigdy nie dostanie opieki nad dzieckiem. Jeśli mężczyzna ma dość żony, to bez problemu zgodzi się na rozwód, ale dzieci zostaną przy nim. Jeśli nawet mężczyzna nie chce tych dzieci, może je zabrać i oddać swojej rodzinie na wychowanie. Bywają takie przypadki, że mężczyzna w ogóle nie jest zainteresowany opieką, jego rodzina również i dzieci odebrane matce trafiają do domu dziecka.

Pani mieszka teraz w Arabii Saudyjskiej. Trudno jest tam żyć?

- Dla kobiety z pewnością nie jest to łatwe miejsce. Musi nosić abaję, powinna również zasłaniać włosy chustą. Nam udaje się czasem tego unikać, nosimy chusty w torebce lub zarzucone na szyję. Jednak kiedy się pojawi przedstawiciel policji obyczajowo-religijnej i każe nam zasłonić włosy, musimy to zrobić. Kobieta nie może prowadzić samochodu. Nie może z własnym mężem pójść do restauracji i usiąść w dowolnym miejscu.  Są wydzielone specjalne działy dla rodzin, gdzie może przyjść mąż z żoną, albo kuzyn lub ojciec z jakaś krewniaczką, ale chłopak z dziewczyną już nie. To dotyczy również obcokrajowców. Jeżeli w dokumencie,  tzw. ikamie, nie jest wykazane pokrewieństwo, to takie osoby mogą zostać uwięzione.

Zazwyczaj w krajach, gdzie panuje restrykcyjne prawo, ludzie znajdują sposoby, żeby je obchodzić.  I tworzą się dwa nurty życia: jeden oficjalny, a drugi prywatny. Czy w Arabii Saudyjskiej jest podobnie?

- Tak. W Arabii Saudyjskiej jest tak samo. Na przykład nie ma tam kin, bo wahabizm nie dopuszcza tego typu form rozrywki, ale zamożni Saudyjczycy tworzą w swoich willach sale kinowe z ogromnymi ekranami, z nagłośnieniem, a nawet z normalnymi fotelami kinowymi. Teraz wszystkie filmy można ściągnąć z Internetu, albo kupić. Saudyjczycy urządzają specjalne przyjęcia i oglądają premierowe filmy w domu. Słyszałam, że to staje się również popularne w Europie.

- Podobnie jest z organizacją przyjęć, które tam odbywają się co weekend. Urządzają je zarówno przybysze, na compoundach, jak i sami Saudyjczycy we własnym gronie, są też przyjęcia  międzynarodowe. Moja córka chodziła do międzynarodowej szkoły i tam młodzi ludzie urządzali sobie dyskoteki. Były to profesjonalnie zorganizowane imprezy z nagłośnieniem i laserami. To wszystko to strefa ukryta.

Czy Saudyjczycy są rzeczywiście tak religijni?

- Wszyscy Saudyjczycy są muzułmanami i nie ma tam miejsc kultu żadnych innych religii. Chrześcijanie nie mogą nosić symboli swojej religii w sposób widoczny. Przez krzyżyk na szyi można się spotkać z dużymi nieprzyjemnościami. Saudyjczycy rzeczywiście pięć razy dziennie całą chmarą gnają do meczetu. W  dużych zakładach pracy są urządzone specjalne miejsca na modlitwę. Można zobaczyć jak np. pracownicy salonu samochodowego modlą się wspólnie w wyznaczonych porach.

- Ale dla niektórych pracowników, przeważnie muzułmanów z innych krajów Azji, którzy nie są tak restrykcyjni, jest to okazja do zrobienia sobie przerwy 5 razy dziennie. Sama modlitwa trwa może 10 minut, a sklepy i wszystkie urzędy są zamykane na co najmniej 45 minut. W tym czasie można wypić kawę, zapalić papierosa, pogadać, coś zjeść. Zdarzały się przypadki, że pracownicy w ogóle nie udawali się na modlitwę i tam oczywiście pojawiali się policjanci religijno-obyczajowi. Kiedy widzą, że pracownicy całą gromadą siedzą sobie na trawce i palą papierosy, to gnają ich do meczetu. 

Gdyby jutro w Arabii Saudyjskiej został zniesiony nakaz noszenia abaji i chusty, to - jak pani myśli - ile kobiet wyszłoby na ulicę w innym stroju?

- Myślę, że niewiele. Mieszkam tam od pięciu lat i chociaż widzę, że mimo restrykcji coraz więcej Saudyjek w wieku 30 - 35 lat przestaje zasłaniać twarze, to jednak jest to głęboko zakorzeniona tradycja. Obawiam się, że kobiety z wierzących rodzin nadal nosiłyby zasłony, ponieważ bez nich czują się jakby były nagie.

Czy to, że coraz więcej kobiet nie zasłania twarzy oznacza, że ich sytuacja powoli, ale jednak się zmienia?

- Kobiety szukają dla siebie jakiejś dróżki emancypacji. Saudyjki są naprawdę wykształcone, wiele z nich wyjeżdża na stypendia. Znają języki obce, są oczytane, wiedzą co się dzieje na świecie. Są to kobiety światłe i nie powinniśmy myśleć, że jeśli kobieta ma zakrytą twarz, to ma też zakryty mózg.

- Kobieta, która zdobędzie tytuł magistra czy doktora, zyskuje większy szacunek otoczenia. Nie dotyczy to jedynie ludzi z wyższych sfer. W tym roku ufundowano około 200 tys. stypendiów rządowych. Są one przeznaczone przede wszystkim dla biednych osób z małych miejscowości. Dzięki tym stypendiom Saudyjczycy mogą zobaczyć, jak żyją ludzie w innych krajach, poszerzyć swoje horyzonty. Za parę lat to oni będą kształtowali obyczajowość społeczeństwa saudyjskiego i będą już zupełnie inaczej patrzyli na świat.

- Im bardziej społeczeństwo będzie wyedukowane, tym bardziej będzie światłe i nowoczesne. Nie wszystko musi odbywać się "na hura". Kiedy u nas zakończył się okres komunizmu, czerpaliśmy z Zachodu wszystko co dobre i złe. W Arabii proces przemian jest rozciągnięty w czasie, więc może uda im się brać tylko te dobre przykłady.

Pewne zmiany powinny zajść także w podejściu Europejczyków. W książce "Arabska krew"opisuje pani  sytuację, w której Arabki we własnym kraju spotykają się z rasizmem ze strony ludzi z Zachodu.

- Istnieje tendencyjna opinia o świecie arabskim głosząca, że tam jest brudno, że panuje zacofanie. Wypowiadają ją zazwyczaj osoby o bardzo wąskim światopoglądzie, które albo nigdy tam nie były, albo pojechały na tydzień do  jakiegoś kurortu z last minute i są rozczarowane.  Pod jednym z wywiadów, jakich udzieliłam w Polsce, internauci w komentarzach nazywają Arabów "brudasami". Dla mnie jest to szokujące.

- Arabowie są szkalowani na całym świecie, także w związku z atakami terrorystycznymi. Ale nie każdy Arab to terrorysta. 99,9 % to są zwykli ludzie, którzy chcą spokojnie żyć, mają rodziny. Ja żyję w środowisku ekspatriantów i zdarza się, że oni również przejawiają niechęć wobec Arabów. To przykre tym bardziej, że żyją w danym kraju ze swojego wyboru i zarabiają całkiem niezłe pieniądze.

A panią co najbardziej urzekło w kulturze arabskiej?

- W krajach arabskich nigdy nie zetknęłam się z żadnymi przejawami rasizmu, agresji, nieprzychylności. Najwięcej mogę powiedzieć o Libijczykach, ponieważ w Libii mieszkałam długo i nawiązałam wiele przyjaźni. Są to ludzie życzliwi, przyjaźnie nastawieni do całego świata. Są bardziej gościnni niż Polacy, a kiedy już się z kimś zaprzyjaźnią, to oddadzą mu nie tylko serce, ale dosłownie wszystko. Nigdy nie spotkałam się z odmową pomocy. Podczas licznych przeprowadzek to właśnie na nich mogliśmy liczyć. Oczywiście nie jest łatwo wejść w to środowisko, ale kiedy przełamie się barierę nieufności, to naprawdę można liczyć na ich przyjaźń.

- W Libii miałam koleżankę, która podawała mi różne przepisy, bo napisałam też książkę "Libia od kuchni". Razem gotowałyśmy, robiłyśmy kuskus. Często siedziałyśmy przepijając bardzo mocną kawę lodowatą wodą, a koło południa ona mówiła: "Nie będzie ci przeszkadzało, że się pomodlę?". Rozścielała sobie dywanik, a mnie wręczała Koran mówiąc: "Poczytaj sobie. To prawie to samo, co u was w Biblii". To mnie urzekło. Ten klimat, ta radość życia. Miasta wieczorami tętniące życiem.

- Kiedy dzieci były jeszcze małe to na suku (targu arabskim) praktycznie przy każdym stoisku dostawały jakiś drobiazg: a to ciasteczko, a to cukierki. Jeśli zrobiłam zakupy, to córka dostawała maskotkę. Każdy chciał coś zaoferować, okazać życzliwość. Ponieważ Arabii Saudyjskiej kradzieże są bardzo rzadkie, mogę wejść do sklepu z otwartą torebką i zostawić portfel na ladzie. Nikt mi tego nie ukradnie, a sprzedawca będzie mówił: "Madam, tu jest portfel, ja pilnuję". To są rzeczy, które mnie oczarowały i dlatego dobrze czuję się w krajach arabskich.

Dowiedz się więcej na temat: Arabowie | rewolucja w krajach arabskich | Libia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje