Bezbarwny bohater i koty Murakamiego

Jego proza podbiła serca czytelników na całym świecie, był jednym z pretendentów do tegorocznej nagrody Nobla, a jednak wciąż pozostaje postacią tajemniczą i nieodgadnioną. O fenomenie twórczości Murakamiego, a także o jego ulubionej muzyce i kotach opowiada tłumaczka, Anna Zielińska-Eliott.

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Bohaterowie Murakamiego to zazwyczaj niewyróżniający się z tłumu samotnicy, wiodący skromny tryb życia. W ostatniej książce bezbarwność głównego bohatera jest nawet wpisana w tytuł.  Jak to się według pani dzieje, że mimo tak nietypowych bohaterów te książki dosłownie magnetyzują miliony ludzi na całym świecie?

Reklama

Anna Zielińska-Eliott: - Być może dlatego, że czytelnikom łatwiej się zidentyfikować z takimi niewyróżniającymi się z tłumu, skromnymi samotnikami. Niezwykły barwny bohater może być postacią, którą chcielibyśmy się stać, ale taki bezbarwny jest bardziej swojski i prawdziwy.

Kiedy wyszukamy w serwisie youtube Sinfoniettę Janacka, znajdziemy pod klipem ponad 2000 komentarzy. W niemal wszystkich użytkownicy wpisują kraj i miasto, z jakiego pochodzą oraz "1Q84", czyli tytuł powieści, w której Murakami wymienił ten utwór. Czy myśli pani, że z "Latami pielgrzymstwa" Liszta, o których mowa w ostatniej powieści, będzie podobnie?

- Podobno w Japonii nagrania tego utworu zostały wyprzedane bardzo szybko po ukazaniu się książki, więc niewykluczone, że tak będzie i w innych krajach.

Muzyka ogrywa ogromną rolę w prozie Murakamiego i to na wielu płaszczyznach, czy to utrudnia zadanie tłumaczowi czy też czyni je jeszcze ciekawszym?

-  Muzyka akurat nie utrudnia. Dlaczego miałaby utrudniać? Chociaż pamiętam, że męczyłam się nad tłumaczeniem słów piosenki pani Saeki w "Kafce nad morzem". Ale to prawda, że odgrywa ogromną rolę. Ostatnio rozmawiałam z kimś o roli muzyki w utworach Murakamiego i postanowiliśmy przeczytać niektóre fragmenty, słuchając muzyki, której słuchał w danych scenach bohater. Wybraliśmy sceny z "Przygody z owcą". Efekt był zaskakujący. Proza jakby stała się trójwymiarowa. Pisarstwo Murakamiego często ma dość filmowy charakter, a po dodaniu muzyki ten charakter bardzo się wzmaga. Gorąco polecam. Muzyka pełni więc czasem taką rolę jak muzyka filmowa, ale bywa też elementem sprawczym czy dosłownie nadającym strukturę powieści, jak w przypadku "1Q84". Pierwsze dwa tomy mają po 24 rozdziały każdy i przeplatają się w nich wątki dotyczące dwojga bohaterów: Tengo i Aomame. Struktura ta oparta jest na "Das Wohltemperierte Klavier" Bacha, która to kompozycja jest zestawem dwóch cykli 24 fug i preludiów. Każda para kompozycji jest w innej tonacji w pochodzie chromatycznym.

Czy tłumacze Murakamiego spotykają się ze sobą i np. wymieniają doświadczenia? Czy w tym środowisku krążą jakieś anegdoty dotyczące tłumaczenia, trudności językowych, różnic kulturowych, które miały wpływ na proces tłumaczenia?

- Niektórzy z europejskich tłumaczy zaprzyjaźnili się na konferencji siedem lat temu i od tego czasu niekiedy się spotykamy. Każdy ma jakieś opowieści o tym, jak się kiedyś pomylił, coś pokręcił, źle zrozumiał, itp. Ja np. opowiadałam o tym, jakie trudności sprawiało tłumaczenie kocich imion z powodu rodzaju w języku polskim. Na przykład w "Przygodzie z owcą" był stary śmierdzący schorowany kocur, którego jeden z bohaterów nazwał Iwashi, czyli Sardynką. Ale słowo "sardynka" jakoś nie nadawało się na imię starego kocura, więc zmieniłam je na Szprota. Rozmawialiśmy też o tym, jak tłumaczyć przezwisko Ushikawy z "1Q84". Po japońsku Tamaru przezwał go Fukusuke, co jest nazwą wielkogłowej lalki mającej przynosić szczęście. Po polsku ochrzciłam go mianem Wielkiego Łba, ale po niemiecku nazywał się Wasserkopf, po francusku Nabot, po portugalsku Cabeça-de-Abóbora, a po norwesku Hodefotingen, co określa takiego ludzika, jakiego dzieci rysują: wielka głowa, a bezpośrednio z niej wyrastają nogi.

A czy pani przydarzyła się jakaś zabawna historia związana z tłumaczeniem powieści Murakamiego?

- Nie przychodzi mi do głowy żadna szczególnie zabawna, ale pamiętam historię o głupiej pomyłce. W 1Q84 jest mowa o filmie ze Stevem McQueenem, który po japońsku miał tytuł "Getaway". Tytuły filmów często są tłumaczone w Japonii w dość zaskakujący sposób, a ja akurat niedawno oglądałam "Wielką ucieczkę", a ponieważ słowo getaway oznacza ucieczkę, uznałam, że chodzi o ten film i nie zadałam sobie trudu, żeby sprawdzić. Książka została wydana i jakiś uważny czytelnik domyślił się, że chodzi o inny film, który po angielsku nazywał się "The Getaway", a w Polsce był wyświetlany jako "Ucieczka gangstera". Bardzo się tego wstydziłam. Zwykle staram się wszystko starannie sprawdzać, ale wtedy tego nie zrobiłam.

Wiem, że nie odpowiada pani na pytania dotyczące życia prywatnego autora, ale w tej sprawie nie mogę się powstrzymać: czy Haruki Murakami ma koty?

- Nie wiem. Kilka razy wspominał o tym, że ma kota czy koty, ale nie wiem, czy ciągle je ma. Wiadomo, że miał w czasach studenckich, bo swój pierwszy bar jazzowy nazwał Peter Cat, od imienia kota, Petera. W jednym z esejów opisywał, że zaczął hodować Petera mieszkając w podtokijskiej miejscowości Mitaka, jeszcze przed ślubem. Kiedy później przeprowadzał się do domu teścia, ten był niezbyt chętny do przyjęcia kota, ale Murakami nalegał i teść w końcu przywykł do zwierzęcia. Peter jednak nie mógł się przyzwyczaić do życia w mieście, poza tym podkradał jedzenie w okolicznych sklepach, więc Murakami oddał go znajomemu na wieś.

Koty pojawiają się w wielu powieściach Murakamiego jako ważny motyw. Jeden z moich ulubionych literackich kotów (oprócz kotów Murakamiego) również został stworzony przez japońskiego pisarza Sosekiego Natsume. Czy koty zajmują jakąś szczególną pozycję w kulturze Japonii? Jak są tam traktowane?

- To ciekawe pytanie. Nie wydaje mi się, żeby koty zajmowały szczególną pozycję w japońskiej kulturze, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Myślę, że koty mają w sobie w coś nieodgadnionego, co pozwala przypisać im przeróżne osobowości i cechy charakteru. Traktowane są chyba podobnie jak w Polsce.

Jest pani autorką książki "Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki". Czy poleca ją pani również osobom, które nie wybierają się do Japonii?

- Myślę, że książka może zainteresować miłośników prozy Murakamiego, nawet jeśli nie wybierają się do Tokio, ponieważ zawiera wiele zdjęć miejsc opisywanych w jego utworach. Są tam też fragmenty nietłumaczonych dotąd autobiograficznych esejów pisarza oraz zabawne odpowiedzi na pytania, które zadawali mu w internecie czytelnicy. To pozwala się dowiedzieć trochę więcej o pisarzu znanym z tego, że niechętnie mówi o swoim życiu prywatnym.

Wiele osób sądziło, że to Murakami otrzyma tegoroczną Nagrodę Nobla. Czy wierzy pani, że kiedyś będzie on jej laureatem?

- Nie wiem. Decyzje Szwedzkiej Akademii dotyczące wyboru laureate Nagrody Nobla są często dość zaskakujące, więc trudno tu cokolwiek przewidywać. 


Jak gotuje Murakami?

Dowiedz się więcej na temat: Haruki Murakami | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje