Brzydkie kaczątko w sexy szpilkach

Jej styl do niedawna można było określić jednym słowem: chłopczyca. Sportowe ciuchy, płaskie obcasy, włosy spięte w koński ogon. Nowy, seksowny wizerunek zawdzięcza roli w "Szpilkach na Giewoncie". Ale chyba nie tylko...

W filmie pojawiła się 10 lat temu i od razu została zauważona. Za rolę w "Głośniej od bomb" dostała nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za najlepszy debiut. Potem był udany udział w komedii "Superprodukcja", aż wreszcie szerokiej publiczności objawiła się pani podkomisarz Basia Storosz z "Kryminalnych".

Reklama

Serial pobił rekordy popularności, ale do Magdy Schejbal przykleił się wizerunek dziewczyny w parce, ciężkich buciorach i z pistoletem pod pachą. Nie walczyła z nim, bo był bliski jej osobowości buntowniczki.

Ale niespodziewanie w jej zawodowym życiu pojawiła się przebojowa, seksowna Ewa w "Szpilkach na Giewoncie". Wraz z nią przyszła druga fala sympatii telewidzów i nominacja do tegorocznych Telekamer.

Serial doczekał się prawie trzymilionowej widowni, wiosną planowana jest jego kontynuacja. Zawodowy sukces to tylko dopełnienie szczęścia. Magda jest od niemal dwóch lat mamą Ignacego i to wokół synka i szczęśliwego związku kręci się teraz jej świat.

Łatwo się chodzi w szpilkach po Krupowkach?
Magdalena Schejbal: - Kwestia wprawy. Ale jak się przez całe życie biega w tenisówkach, to przejście na 12-centymetrowy obcas wydaje się kosmosem. Dla mnie to była ciekawa przygoda z kobiecością.

- Obcasy uczą nas inaczej chodzić, powodują, że cała sylwetka jest bardziej sexy, pupa ładniej wygląda. Nie da się ukryć, sporo za chodzeniem w szpilkach przemawia na "tak".

- Choć moim zdaniem, nie da się ich nosić na co dzień, bo to niezdrowe. A już z pewnością nie są to buty dla aktorki, która wciąż jest w ruchu. Sama mam ze cztery pary szpilek, jestem do nich bardzo przywiązana, ale raczej przypominam sobie o nich przy okazji wielkiego wyjścia.

Opowiedz, jak zostałaś Ewą.
- Byłam wtedy po długim przestoju, po ciąży i urodzeniu dziecka. Najpierw wzięłam udział w castingu do "Klubu Szalonych Dziewic". To, co prawda, nie wypaliło, ale obecny na castingu reżyser zaproponował mi udział w innym serialu.

- Spotkaliśmy się, zaczęliśmy gadać. Spodobał mi się pomysł, nietypowa konwencja, oryginalny scenariusz.

Twoja bohaterka jest do ciebie podobna? A może ty z czasem upodobniłaś się do niej?
- Na pewno im bardziej moja bohaterka się rozluźniała, przestawała być taką nadąsaną panną z muchami w nosie, tym stawała mi się bliższa.

Zaskoczyła cię popularność "Szpilek na Giewoncie"?
- Tak, bo film jest wyświetlany dość późno, wydaje się, że wszyscy już śpią. Ale okazuje się, że to jest akurat bardzo dobry czas. O 22 dzieciaki już śpią, wszystko w domu jest zrobione, poprane, poprasowane, kolacja zjedzona... To jest ostatni moment przed opadnięciem głowy na poduszkę, kiedy można jeszcze coś obejrzeć. Chyba trafiliśmy do grupy widzów, którzy właśnie w takim rytmie funkcjonują.

- Sama historia jest dosyć naiwna, ale w dobrym sensie, nasi bohaterowie są lekko "odjechani". Może polska publiczność akurat tego potrzebuje przed snem?

Praca w Zakopanem nie wywróciła ci życia do góry nogami? Przecież masz małe dziecko.
- Podobało mi się w Zakopanem, lubię rytm, w jakim toczy się tam życie. Po latach tkwienia w Warszawie jestem zachwycona, że znów gdzieś jeżdżę. Tyle, że teraz pokonuję kilometry ze swoją rodzinką.

Zabierałaś synka ze sobą?
- Ignacy był ze mną cały czas w Zakopanem, ale na zdjęcia go nie zabierałam. Praca na planie to czasami 10, 12 godzin, trudno byłoby mi się wyrwać nawet na chwilę, żeby się nim zająć. Za to wieczory i poranki mieliśmy tylko dla siebie.

Jak udało ci się tak szybko wrócić do formy?
- Przytyłam w ciąży 14 kg, czyli raczej nie za dużo. Po porodzie nie mogłam być na diecie, bo karmiłam piersią, ale i tak schudłam dwa razy więcej niż przytyłam! Dziecko pochłania mnóstwo energii, tyle jest tego chodzenia, noszenia, uspokajania... Nie miałam zbyt wiele czasu, by odpoczywać. Oczywiście pomagał mi mój partner i mama, ale gdy ich nie było, wszystko robiłam sama. I powiem nieskromnie, że całkiem mi to wychodziło.

Pamiętasz dzień, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?
- O, tak! Oblały mnie zimne poty. To był faktycznie szok, bo przyznam, że ciąża nie była planowana. Ale mam 30 lat, więc dość późno zostałam mamą.

Dziecko wywróciło ci życie do góry nogami?
- To jasne, że moje życie zmieniło się całkowicie. Ale teraz chce mi się wreszcie wracać do domu. Do pewnego momentu był dla mnie tylko noclegownią, z której wyruszałam do pracy albo na imprezę, od czasu do czasu przypominając sobie, żeby podlać kwiatki. Później pojawił się pies i to był pierwszy krok do udomowienia.

- Nie ukrywam, że kiedy pojawiło się jeszcze dziecko, przestraszyłam się, że nie dam rady. Ale pomyślałam sobie, że przecież nasi rodzice też wychowywali dzieci pracując, też mieli psy do wyprowadzania. I jakoś sobie radzili. Więc i ja daję radę. Tym bardziej, że moja praca jest niestandardowa. To nie jest tak, że mnie cały czas nie ma. Chwilami pracuję bardzo intensywnie, ale potem mam przerwę i długi czas tylko dla dziecka. Dzięki temu np. byłam z Ignacym przez 5 miesięcy, w bardzo ważnym dla niego okresie: gdy zaczynał mówić. Teraz jest już komunikatywnym kolesiem, można z nim pogadać i wiele rzeczy mu wytłumaczyć.

Dowiedz się więcej na temat: koński ogon | Magdalena Schejbal | Szpilki na Giewoncie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje