Byłam jak chłopak

W domu nawet wołali na nią Marcel. Trenowała karate i wioślarstwo. Przyszła miss chciała wynagrodzić tacie, że... nie była synem. Ale to dzięki niemu została modelką!

"Byłam nieplanowanym dzieckiem. Rodzice mieli już dwie odchowane córki i nagle pojawiłam się ja. Byłam prezentem na 40. urodziny taty", śmieje się Marcelina.

Reklama

Dorastała w Malborku. "To był dom kobiet. Mama, babcia Marysia, moje dwie siostry: Agnieszka i Karolina, i ja. Nawet pies i kot były płci żeńskiej! Tata nie miał lekko", wspomina z rozbawieniem.

Mieczysław Zawadzki był marynarzem. Pływał na trasie Polska - Afryka, a z kilkumiesięcznych wypraw przywoził to, czego w Polsce nie można było dostać. W końcu otworzył nawet sklep "U Marynarza", którego prowadzeniem zajęła się mama Marceliny, Grażyna.

Przyszła modelka miała dobre relacje z siostrami. Jak twierdzi, wszystko dzięki dużej różnicy wieku - kiedy się urodziła, najstarsza Agnieszka miała 10 lat. "Byłam za mała na ich sprawy. One często darły koty, ale mną się opiekowały. Do dziś mamy superkontakt", mówi.

Mała Marcelina wyglądała jak aniołek, ale interesowały ją męskie sprawy. "Chyba chciałam tacie wynagrodzić to, że nie miał syna. W domu wszyscy wołali na mnie Marcel, do dziś tak zresztą zostało. Ciągle byłam w ruchu. W wieku 10 lat trenowałam karate, byłam w harcerstwie, a potem dołączyłam do kadry smoczych łodzi", opowiada. Na podwórku koleżanek rozbijała namiot, ciągle też chodziła po drzewach. "Ale najbardziej szalałam w ukochanych Borach Tucholskich. Mamy tam domek letniskowy, w którym spędzaliśmy każde wakacje. Nad jeziorem siedziałam od świtu do nocy. To było moje magiczne miejsce", mówi.

Karierę w modelingu zawdzięcza jednak właśnie tacie, któremu usiłowała zastąpić syna. Któregoś razu do Mieczysława zadzwoniła znajoma, która pracowała jako choreografka podczas wyborów Miss Malborka Nastolatek. Miała problem, bo jedna z dziewczyn zrezygnowała tuż przed finałem. "»Ty masz trzy córki, daj jedną na konkurs«, powiedziała. No i wysłał mnie. Miałam wtedy 14 lat. Wygrałam", wspomina Zawadzka.

W tym samym roku siostra zrobiła jej kilka zdjęć, które Marcelina wysłała do jednej z agencji modelek. "Spodobałam się i zaczęłam pracować. To było super, bo miałam własne pieniądze. Niewiele tego było, bo jakieś 150 złotych, ale to były moje pieniądze i bardzo byłam z nich dumna", opowiada.

Sukcesy przyszły szybko, ale modelka nie zachłysnęła się światem show-biznesu. Nawet gdy w 2011 roku zdobyła tytuł Miss Polonia. "Miałam normalny dom, rodzice wpoili mi pewne wartości. Kiedy wyjeżdżałam na sesje, wiedzieli, że nie zrobię niczego głupiego", tłumaczy.

Pytana o miłość, rozmarza się. "Nigdy nie byłam kochliwa, ale dziś bardzo chciałabym się zakochać. I stworzyć tak zgodny związek jak moi rodzice. Nie mogę się nadziwić, że taka miłość jest możliwa", mówi.

Z ostatnim chłopakiem, motocyklistą Kubą Przygońskim, rozstała się trzy lata temu. "Tata akceptował go tak samo jak poprzednich chłopców. Zamiast robić im testy, straszyć, traktował ich jak synów. Może dlatego, że sam nie miał syna? Tak czy inaczej uspokajam potencjalnych adoratorów - proszę się nie bać, teść jest w porządku!", śmieje się Marcelina.

Justyna Kasprzak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje