Charlize Mystery: "Hejty są dla mnie reklamą"

Karolina Gliniecka znana czytelnikom jako Charlize Mystery prowadzi bloga prawie siedem lat. Właśnie wydała swoją pierwszą książkę, przewodnik modowy "(Nie) mam się w co ubrać" i nie zamierza na tym poprzestać. Jak sama mówi - jeszcze nie czas na "blogową emeryturę"!

Dominika Dziubińska: Dużo się o tobie mówi i pisze, nie są to zawsze pochlebne opinie. Jak reagujesz na tzw. hejterów?

Reklama

-Karolina Gliniecka: Prowadzę bloga już tak długo, w maju minie 7 lat. Na początku rzeczywiście bardzo się przejmowałam i przeżywałam krytykę, ale teraz jest mi to absolutnie obojętne. Tak naprawdę takie "hejty" są dla mnie reklamą, bo im więcej osób pisze o książce , nawet źle, tym więcej potencjalnych czytelników po nią sięgnie. Myślę więc, że w ogólnym rozrachunku ma to więcej zalet niż wad, bo jednak nie wszyscy będą słuchać hejterów.

-Ludzie mają swój rozum i wierzę, że sami ocenią książkę. Co ciekawe, pierwsze negatywne komentarze na temat książki zaczęły się pojawiać jeszcze przed jej wydaniem. Zanim pojawiła się w księgarniach pisano, że jest niedobra i nie będzie się sprzedawać. Większość tych opinii pochodzi od osób, które książki nawet nie miały w ręku i nie chciały jej kupić. Myślę, że te osoby mają jakiś ogólny problem z blogerami i ich obecnością, nazwijmy to - "pozablogową", ale także z sukcesami jakie odnoszą. Nie zwracają uwagi na to, że blogerzy już coraz mniej przejmują się "hejtami", idą do przodu i robią swoje. Większość osób, która przeczytała książkę , oceniła ją bardzo pozytywnie. To liczy się dla mnie najbardziej.

Wspomniałaś, że blogujesz już ładnych parę lat. Co byś poradziła początkującym blogerkom, młodym dziewczynom, które chcą zacząć pisać bloga? Czy masz jakiś uniwersalny przepis na sukces?

-Tak naprawdę nie ma na to gotowej odpowiedzi, bo gdy ja zakładałam bloga, nawet nie spodziewałam się, że to się rozwinie w tę stronę. Mogę powiedzieć tak: byłam cierpliwa, bo prowadziłam bloga z miesiąca na miesiąc, robiłam to w zasadzie tylko dla siebie, bo wtedy nie dawało mi to żadnych korzyści finansowych. No i jak widać, opłaciło się. Można więc powiedzieć, że na sukces składa się cierpliwość, ciężka i wytrwała praca, no i najważniejsze - pasja.

- Wydaje mi się, że obecnie większość osób zakłada bloga głównie ze względu na - wydawać by się mogło - łatwy zarobek i inne płynące z tego tytułu profity (gratisy, zaproszenia i prezenty) i nawet nie starają się tego ukryć. Myślę, że coś, czego nie robi się z pasji po prostu nie wyjdzie i wtedy żaden sposób czy gotowy przepis nie pomoże.

Jak rozumiem blog jest teraz dla ciebie taką pracą na "pełny etat"?

- Tak, od trzech lat jest to moja jedyna praca, której poświęcam cały swój czas. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zajęcia. Robię to, co kocham, co sprawa mi przyjemność i jeszcze dostaję za to wynagrodzenie.

A myślisz w ogóle o takiej "blogowej emeryturze" ?  Zastanawiam się nad tym , czy z blogami - szczególnie modowymi - nie jest tak jak z modelingiem tj. że to nie jest to praca na długie lata. Czy taka "blogowa emerytura" w twoim przypadku w ogóle wchodzi w grę?

- Myślę, że praca nad blogiem będzie trwała jeszcze bardzo długo i to na pewno nie czas, aby myśleć o emeryturze, nawet tej blogowej. Już teraz wiem jednak, ze całe moje życie będzie związane z modą, bo to ona jest moją największą pasją. Nawet jeśli blogi się kiedyś skończą - choć mam ogromną nadzieję, że nie - to myślałam o pracy w branży, a więc PR modowy lub po prostu własna marka odzieżowa. Wszystkie moje pomysły są jednak w mniejszy lub większy sposób związane z modą. Wiadomo, skończyłam psychologię i przydaje mi się bardzo nawet w zwykłych kontaktach międzyludzkich, więc oczywiście nie mówię "nie". Ale zdecydowanie bardziej stawiam na modę.

- Warto w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednej ciekawej rzeczy. Dojrzewam razem ze swoimi czytelniczkami. Nie tylko nastolatki, ale i bardzo dużo trzydziestolatek także czyta blogi i one często piszą do mnie z prośbą o radę. Mam klasyczny styl, więc te kobiety bardzo łatwo mogą przełożyć tę modę na siebie, zwyczajnie podoba im się to, co pokazuję na blogu. Sądzę, że większe ryzyko "zestarzenia się" mają właśnie blogi nastolatek, bo jeśli w pewnym momencie 30-latka pokaże rzeczy pasujące 16-latce, to coś nie będzie grało. Prezentuję rzeczy dla starszych kobiet, wydaje mi się, że taki blog ma szansę przetrwać znacznie dłużej.

Blogowanie zajmuje ci dużo czasu. Czy pojawiały się sytuacje, w których nie była to dla ciebie zabawa, a raczej przykry obowiązek? Czy miewasz myśli "O nie! Już trzy dni nie było nowego posta, muszę zrobić nowe zdjęcia, znowu trzeba wymyślać kolejną stylizację"

-Nie, wydaje mi się, że blog nigdy nie stał się dla mnie przykrym obowiązkiem, bo mam to szczęście, że robię to, co kocham i nigdy nie miałam takiego momentu zwątpienia. Jeśli natomiast jestem przemęczona i chcę sobie zrobić wolne, poleżeć w dresie i na tydzień zrobić sobie urlop od blogowania, to oczywiście nie ma z tym problemu. Czasami po prostu trzeba odpocząć, nabrać inspiracji. Moje czytelniczki rozumieją, że i mnie czasami należy się kilka dni przerwy. To jest dla nich normalne, że posty nie pojawiają się na blogu codziennie, wybaczają mi i cierpliwie czekają, bo wiedzą, że wrócę z jeszcze lepszymi pomysłami.

Skąd czerpiesz inspirację?

-Mogę powiedzieć, że inspiracje czerpię z magazynów, muzyki czy telewizji, ale zdecydowanie największą kopalnią pomysłów jest dla mnie po prostu "ulica". Właśnie dlatego tak często podróżuję. Zazwyczaj mniej więcej raz lub dwa razy do roku staram się jeździć do Nowego Jorku i tam nawet zwykły spacer jest dla mnie niewyobrażalną inspiracją. Zawsze wracam z tego miasta z głową pełną pomysłów. Później przeglądanie magazynów nie jest mi potrzebne, bo pomysłów na kolejne stylizacje wystarcza  co najmniej na pół roku.

Czu uważasz, że łódzki Fashion Week ma szansę zdobyć taką popularność i renomę w świecie mody jak ten nowojorski?

-To trudne pytanie. Nie skłamię jeśli powiem, że nie da się porównać skali tych dwóch wydarzeń. Tam wystawiają się najwięksi projektanci na świecie, największe nazwiska, które w tym świecie "wielkiej mody" funkcjonują z powodzeniem od wielu lat. Na designer avenue można zobaczyć kolekcje Michaela Korsa, Rachel Zoe czy Caroliny Herrery. Na łódzki Fashion Week ci najwięksi polscy projektanci nie chcą przyjeżdżać. Wolą robić pokazy indywidualnie. W Łodzi nie ma ani Macieja Zienia ani duetu Paprocki&Brzozowski. Gdyby oni dołączyli do głównej alei projektantów to myślę, że na pewno przyniosłoby to naszemu Fashion Week’owi większą popularność.

- Różni się też atmosfera tych dwóch wydarzeń, bo w Nowym Jorku, w tym "święcie mody" uczestniczą wszyscy,  łącznie z mieszkańcami. Czasami nie mają nawet zaproszenia, ale wkładają na siebie coś oryginalnego, charakterystycznego i przechadzają się pod Lincoln Center. Fashion Week wpisał się tam w tę tkankę miejską, wszyscy przez tydzień żyją i oddychają modą. I chyba najważniejsze jest to, że wszyscy tam wiedzą, że akurat odbywa się Fashion Week. Nowojorczycy w ogóle są bardzo otwarci, potrafią podejść do ciebie na ulicy i powiedzieć " O jesteś super ubrana! Skąd masz te buty? Skąd masz tę torebkę? Ja też chcę takie mieć!" A w Polsce większość łodzian nie ma pojęcia, że w ich mieście dzieje się coś tak interesującego.

- U nas nie czuje się w powietrzu tej modowej atmosfery. Wszystko jest trochę automatyczne. Jest pokaz, po pokazie następny pokaz, ale nie ma w tym czegoś inspirującego.

A czy na nowojorskim Fashion Weeku udało ci się spotkać osobę, która zawsze była dla ciebie wzorem? Osobowość, którą chciałaś poznać?

- Niestety nie udało mi się z nimi porozmawiać, ale widziałam z daleka Anne Wintour. Zawsze chciałam zobaczyć ją na żywo i rzeczywiście wygląda tak samo jak na zdjęciach.  Widziałam również Annę dello Russo, która była dokładnie tak samo kolorowa jak na fotografiach. Natomiast bardzo się cieszę, że mogłam zamienić kilka zdań z Chiarą Ferragni z bloga The Blonde Salad i z polskimi top modelkami: Zuzą Bijoch i Moniką Jagaciak. Opowiedziały mi o tym, jak to wielkie wydarzenie wygląda od kulis. Zawsze mnie to interesowało.

Czy blog pomógł ci spełnić jakieś marzenia? Czy książka to było właśnie jedno z tych marzeń?

- Oczywiście, że tak. Jak wracam pamięcią sześć lat wstecz, to nigdy bym nawet nie pomyślała, że będę w Nowym Jorku, a co dopiero, że wydam książkę. Blog dał mi wiele możliwości, których wcześniej nie miałam. Pomógł mi też w ogóle zaistnieć w świecie mody, dzięki temu zauważyło mnie wydawnictwo, które dało mi szansę w postaci książki. Myślę, że dobrze ją wykorzystałam.

Czy wiedza modowa, którą zawarłaś w przewodniku "(Nie) mam się w co ubrać" przychodziła z czasem?

-To przychodziło podczas blogowania , bo wcześniej interesowałam się modą, ale to było bardziej łączenie różnych stylizacji i wykorzystywanie swoich pomysłów. W swoim rodzinnym mieście nie miałam możliwości uczestniczenia w większości wydarzeń modowych, a gdy przeprowadziłam się do Warszawy ,ten świat stanął przede mną otworem i dzięki temu mogłam np. poznać projektantów, ich kolekcje. Wielu ciekawych rzeczy dowiedziałam się również już podczas pisania książki.

A czy w polskiej blogosferze istnieje konkurencja? Widzisz w kimś silnego konkurenta? 

- Myślę, że tak to się jakoś udało, że w tej top piątce każda z nas ma inny styl. Nie wiem jak reszta, ale ja uważam, że w tym naszym blogerskim gronie powinniśmy jednak trzymać się razem i wzajemnie wspierać.  Ja nie traktuję tego jako konkurencji. Myślę, że każda z nas robi coś innego, ma inne kampanie, inne wyjazdy, swoją grupę odbiorców. Te grupy docelowe znacznie się różnią, bo niektóre z dziewczyn mają młode czytelniczki, ja z kolei mam trochę starsze. Każda ma swoje miejsce w sieci i przez to też sobie nie przeszkadzamy.

Z innymi blogerkami znasz się również prywatnie. Lubicie się w tej "top piątce"?

- Bloguję już tyle lat, że znam tak naprawdę większość. Wiadomo, że niektórych lubi się mniej innych bardziej, ale na pewno mogę stwierdzić, że w blogosferze - nie tylko modowej -  da się znaleźć prawdziwych przyjaciół.

Zbliżają się święta, jakie stylizacje poleciłabyś naszym czytelniczkom na wigilijny wieczór?

-Dla kobiet, które nie lubią eksperymentować,  oczywiście nieśmiertelną "małą czarną" z klasycznymi dodatkami na przykład takimi jak perły. Ja w święta stawiam na mocniejsze barwy, moim faworytem jest  kolor czerwony.  Zwykle mam na sobie jakąś czerwoną sukienkę. Gdybym miała wybierać to właśnie czerwień, zieleń i złoto są dla mnie kolorami grudnia i świąt, i właśnie na nich bym się skupiła. I oczywiście cekiny!  Myślę, że są dobre nie tylko na sylwestra, ale również i w święta.

Masz już jakieś plany na Sylwestra?

-Będę spać! Muszę odpocząć po tym pracowitym okresie promocji książki.

A gdybyś wybierała się na wielki bal sylwestrowy to kreację, którego projektanta założyłabyś najchętniej i dlaczego?

-Trudne pytanie zostawiła pani na koniec! Najchętniej odpowiedziałabym, że w sukienkę projektu mojej mamy, która również szyje. Gdybym jednak miała kogoś wybrać, to jeśli chodzi o polskich projektantów, na pewno najbliżej mi do duetu Paprocki&Brzozowski. Ostatnio nie mogłam się wybrać na pokaz chłopaków, ale widziałam później ich kreacje i myślę, że ta stylistyka jest mi najbliższa -  jednocześnie kobieca i elegancka. W Sylwestra chętniej niż na bal poszłabym jednak na Times Square w Nowym Jorku i wtedy założyłabym pewnie EMU, puchową kurtkę, czapkę z kolorowym pomponem i bawiłabym się najlepiej na świecie.

Rozmawiała: Dominika Dziubińska


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje