Chciałem być jak Bruce Lee

Wolny czas spędzał w niebezpiecznych kamieniołomach. To tam snuł marzenia o karierze karateki i rockandrollowca. I tam przesiadywał, gdy rzuciła go jego pierwsza dziewczyna. Tam też postanowił: „Będę aktorem”.

Kilkuletni Krystian siedzi na kolanach wujka Wieśka. Razem oglądają "Szczęki". Seans odbywa się w... stodole! "Do pobliskiego miasteczka przyjechało kino objazdowe. No i tak się złożyło, że nie było innego lokalu, w którym można by zrobić projekcję", tłumaczy ze śmiechem aktor. I dodaje: "Boże, jak ja się bałem na tym filmie!".

Reklama

Krystian wychował się w Strzelinie, niewielkim miasteczku pod Wrocławiem. Mieszkał z mamą i babcią. Tata odszedł od rodziny, gdy Krystian miał zaledwie roczek. "Mama była jak Mc- Gyver" - wspomina aktor. "Potrafiła zrobić coś z niczego i radziła sobie w każdej sytuacji" - dodaje z dumą. Ale wyznaje szczerze: "Nie było nam lekko". Choć w domu się nie przelewało, pani Joanna robiła wszystko, by zapewnić chłopcu normalne dzieciństwo. "Mimo że była bardzo zapracowana, starała się poświęcać mi dużo czasu. Lubiła też mnie podpuszczać" - uśmiecha się. I wspomina pewien letni, deszczowy dzień. "Staliśmy z kuzynami w oknie i przyglądaliśmy się ulewie. W pewnym momencie mama rzuciła: Jak chcecie popływać, to proszę bardzo". Nie trzeba było nam powtarzać tego dwa razy. Wybiegliśmy z bloku jak z procy, porozbieraliśmy się do samych gaci i zaczęliśmy się pluskać w kałużach" - wspomina aktor. I dodaje: "Okropnie się upapraliśmy, no i byliśmy widowiskiem dla połowy osiedla, ale mimo to bawiliśmy się przednio".

Ojca dorastającemu chłopcu zastępował wujek Wiesiek. "Był dla mnie bardziej jak starszy brat, bo dzieli nas tylko 10 lat. Dzięki niemu miałem bardzo kolorowe dzieciństwo. Bo to był człowiek orkiestra! Na wszystkim się znał!" - wspomina Krystian. Wujek interesował się muzyką, sztukami walki, żeglarstwem, modelarstwem i harcerstwem. Bywał też pierwszym didżejem w miejscowej dyskotece. Pracował w domu kultury i zabierał bratanka na seanse filmowe. "Dzięki niemu obejrzałem chyba wszystkie filmy z Hongkongu o sztukach walki. I postanowiłem, że będę jak Bruce Lee" - wspomina.

Zapisał się na taekwondo. "W domu strugałem miecze i kije ninja, a w wyobraźni toczyłem walki takie jak Lee" - chwali się. Najwięcej czasu spędzał z paczką przyjaciół. "Wszystko robiliśmy razem" - mówi. Latem ulubionym miejscem ich zabaw były kamieniołomy. W wyrobiskach granitu były jeziorka krystalicznie czystej wody. "W Strzelinie nie było basenu, więc tam właśnie chodziliśmy popływać", mówi. Każda skała w kamieniołomach miała swoją nazwę. Była "studzienka", "seks", "lotnisko" i "podmurówka". Chłopcy skakali z nich do wody. "Z »lotniska« nigdy nie skoczyłem. To były najwyższe skały i zwyczajnie miałem cykora" - wspomina Krystian.

Choć nie brakowało mu odwagi, w głębi duszy był wielkim wrażliwcem. Ta cecha sprawiła, że w podstawówce miał wiele problemów. "Kiedy ktoś nie miał do mnie cierpliwości, szybko się zamykałem" - wyznaje. Miał kłopoty z biologią, więc od nich uciekał. W szóstej klasie o mały włos nie zostałby na drugi rok! "Wagarowałem. W ósmej klasie na wycieczce szkolnej tak się załatwiłem z kolegą jakimś winem, że nauczycielka chciała dzwonić na pogotowie. Skutek był taki, że podstawówkę skończyłem z oceną naganną z zachowania. Nauczycielki postawiły na mnie krzyżyk. Stwierdziły, że nic ze mnie nie będzie i pewnie skończę jako alkoholik" - śmieje się Krystian.

Po podstawówce poszedł do szkoły zawodowej. Ale już po pierwszej klasie zrozumiał, że popełnił błąd. Wiedział, że stać go na więcej. "Poszedłem uczyć się na tokarza. To był jakiś koszmar. Kiedy dostrzegłem, że nauka jest ważna, było już jednak trochę za późno" - mówi. Poza tym nie mógł skupić się na lekcjach, bo jego myśli zaprzątała pewna piękność... "Miała na imię Ola i chodziliśmy razem na taekwondo" -  wspomina. I dodaje, że dla nowej miłości zapuścił nawet włosy. "Podobali jej się faceci z długimi włosami. A ja byłem w stanie zrobić dla niej wszystko. Ale po pół roku zwyczajnie mnie rzuciła" - wspomina aktor. Załamany rozstaniem szukał zapomnienia. Wtedy właśnie postanowił, że będzie zdawał do szkoły aktorskiej.

Po maturze złożył papiery do PWST we Wrocławiu. "Byłem wielkim marzycielem. Nie wiedziałem o swoich brakach i na egzamin poszedłem na pewniaka" - wspomina. Nie był tak obyty z teatrem czy filmem jak koledzy z dużych miast. Nie miał też wystarczającej wiedzy, ale uparł się i w końcu dostał się na wydział aktorski. Czasy studenckie wspomina jednak z mieszanymi uczuciami. "Miałem ogromne oczekiwania. Tymczasem studia były jak zimny prysznic. Trafiłem z jednej zawodówki do drugiej" - mówi z goryczą. Po porannych zajęciach studenci biegli na zajęcia ruchowe, a wieczorami odbywały się wielogodzinne próby. I tak przez cztery lata.

"Męczyłem się w tej szkole i czułem, że idiocieję. Skutek był taki, że po ukończeniu PWST czułem się wypalony i nie chciałem już uprawiać zawodu", przyznaje aktor. Ostatecznie zmienił zdanie. Miał w pamięci słowa, które zawsze powtarzała mu mama: "Sam decydujesz o swoim życiu i jesteś kowalem własnego losu".

Justyna Kasprzak


Dowiedz się więcej na temat: Krystian Wieczorek | Lee Bruce | aktor

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje