Czego wstydził się Adolf Hitler?

Jaka była orientacja seksualna Adolfa Hitlera? Czy w jego żyłach płynęła żydowska krew? Czy tłumiony wstyd przyczynił się do jednej z największych katastrof w dziejach ludzkości? O roli tłumionych emocji w wybuchu II wojny światowej opowiada Elżbieta Czykwin, autorka książki "Wstyd".

Wstyd pomaga w budowaniu więzi i zdobywaniu akceptacji społecznej. Jednak kiedy zostaje wyparty ze świadomości, staje się motorem napędzającym agresję. Ze zgubnymi skutkami tego mechanizmu spotykamy się na co dzień: przemoc domowa, konflikty społeczne, depresja - to dzieci zakwestionowanego wstydu. Ale konsekwencje mogą być jeszcze groźniejsze i mieć zasięg globalny.

Reklama

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Na temat Hitlera napisano już sporo tomów. Dlaczego uznała pani, że trzeba ponownie poszukać przyczyn jego dojścia do władzy?

Elżbieta Czykwin: - Dojście Hitlera do władzy interesuje mnie już od czasów szkoły średniej. Często racjonalizuje się przyczyny leżące u podstaw działań Hitlera. Wskazuje się na przykład na fakt, że Niemcy aż do połowy 1944 roku wykorzystywały siłę roboczą, także surowce z krajów podbitych, które to kraje ponosiły dużą część kosztów niemieckich zbrojeń. 7,5 mln cudzoziemców, w tym 2 mln jeńców, pracowało przecież na rzecz Rzeszy.

- Znakomita propaganda również miała przyczynić się do sukcesu Hitlera. Polegała ona na pokazywaniu go jako osoby, z którą liczono się w świecie, jako męża stanu, obrońcę pokoju rzekomo  zagrożonego przez "żydowską finansjerę", bolszewików i liberałów etc.   

- Chciałabym uciec od racjonalnych wyjaśnień, które są raczej interpretacją post faktum tego, jak Hitler utrzymał niż jak uzyskał swoją pozycję Führera. Bardziej interesujące jest, jak to się stało, że doszedł on do władzy. W jaki sposób uwiódł Niemców? Dlaczego jego charyzma okazała się tak skuteczna? To nie jest tylko problem akademicki.

- Warto się na tym zastanowić, ponieważ Hitler doszedł do wysokiego stanowiska drogą legalnych, demokratycznych wyborów. Jest to więc ważny problem dla współczesnej demokracji, która powinna wiedzieć, jak zapobiegać dojściu do władzy różnej maści szaleńców.

Dzisiaj wie już pani, jak to się stało, że Hitler uwiódł Niemców?

- Jest to odpowiedź hipotetyczna, ale uzasadniona. Dla moich rozważań najważniejsze są trzy pola analizy: osobowość Hitlera, sytuacja społeczeństwa niemieckiego w okresie jego dojście do władzy i emocje, które odgrywały w tym procesie bardziej znaczącą rolę niż względy racjonalne.

- To emocje wstydu i dumy stanowią klucz do zrozumienia istoty dojścia Hitlera do władzy.

Jakie cechy osobowości Hitlera wskazują na to, że mógł nim powodować wstyd?

- Było ich wiele. Już sam wygląd zewnętrzny był dla niego źródłem wstydu. Ten niepozorny człowiek nie odpowiadał wyobrażeniom Europy na temat męża stanu. Nie miał też aryjskiego wyglądu, który sam lansował. Jego śmieszne wąsiki stały się później inspiracją dla wielu kabaretów. Hitler istniał w przestrzeni społecznej jako osoba, która mogła być nie tyle widziana, co słyszana. Wprawdzie na początku kariery Hitler chętnie eksploatował film, ale zawsze pojawiał się w nim w odpowiednim kontekście - na tle szerokich tłumów, na pierwszym planie. Jednak w tamtym czasie ekran filmowy był dla większości jego rodaków niedostępny.

- Do większości Niemców docierał drogą radiową. Jego emocjonalne, często chaotyczne i żywiołowe, ale mało merytoryczne wystąpienia wywoływały entuzjazm słuchaczy, ponieważ radio ma tę siłę, że jako środek zimny, wg Mc Luhana, łagodzi nadmierną  emocjonalność wypowiedzi. Kiedy dzisiaj oglądamy, a nie słuchamy, przemówienia Hitlera, wydają się nam one groteskowe.

- Powodem do wstydu był również brak wykształcenia. Większość ludzi z najbliższego otoczenia Hitlera, z wyjątkiem Alberta Speera, wywodziło się spośród osób nieobytych w świecie, nie znających języków obcych i nie posiadających wyższego wykształcenia.

A jeżeli zajrzeć głębiej w jego osobowość?

- Trzeba zwrócić uwagę na szczególne relacje rodzinne. Matka Adolfa była bez reszty podporządkowana ojcu, który był prawdziwym despotą. Lubił poniżać syna, a jednocześnie żądał okazywania mu szacunku, np. chciał, żeby syn całował go w rękę po tym, jak został ukarany. Matka starała się wynagrodzić ten brak czułości ojca poprzez okazywanie synowi nadmiernej troski.

- To wszystko stanowiło bazę dla niezdrowych relacji z innymi ludźmi. Speer, jego bliski współpracownik stwierdził sarkastycznie, że "jeśli Hitler miałby przyjaciół, to musiałyby to być pszczoły". To ilustruje egotyczny charakter Hitlera, który funkcjonował w stanie ciągłego napięcia i był bardzo skupiony na tym, jak jest odbierany przez innych.

- To również świadczy o pewnym lęku i poczuciu wstydu. Takie emocje były też widoczne w jego relacjach z kobietami. Jak wiemy, Hitler nie pozostawił potomstwa i nie związał się na dobre z żadną kobietą, a Ewa Braun, którą poślubił w ostatnich chwilach swojego życia, jak wiele innych jego towarzyszek życia próbowała popełnić samobójstwo.

To oznacza, że seksualność Hitlera również miała duże znaczenie?

- Tak, domniemany homoseksualizm Hitlera również mógł być potężnym źródłem wstydu. Wiele przesłanek wskazuje na to, że Hitler był ukrytym homoseksualistą. Prawdopodobnie to, że nie awansował w czasie I wojny światowej, pozostając w stopniu kaprala, było spowodowane stygmatyzacją tej orientacji seksualnej.

- Dzisiaj jest to teza trudna do jednoznacznego udowodnienia, ale świadkowie potwierdzali jego homoseksualne kontakty w okresie II wojny światowej. Jego protektor Ernst Röhm był zdeklarowanym homoseksualistą. Według niektórych historyków, tzw. noc długich noży, podczas której zamordowano kilkaset osób z NSDAP, miała na celu pozbycie się świadków i dokumentów mogących rzucić światło na orientację seksualną Hitlera.

- Co ciekawe, samo środowisko homoseksualne uważa, że hipoteza ta jest bardzo prawdopodobna. Wielokrotnie nagrodzony, brytyjski dziennikarz, zdeklarowany homoseksualista Johann Hari twierdzi, że całe środowisko Hitlera w okresie dochodzenia do władzy miało charakter homoseksualny. I taka jest też estetyka faszyzmu: wielkie buty, hełmy, pochwała męskości, odwoływanie się do tradycji spartańskich...

- Właśnie podejrzenie o homoseksualizm kazało Hitlerowi zwalczać homoseksualistów, co jest psychologicznym mechanizmem znanym i dosyć często spotykanym, np. w wojsku, kiedy wyżsi rangą przełożeni o tłumionych skłonnościach homoseksualnych znęcają się nad "urodziwymi" rekrutami.

Katalog źródeł wstydu Hitlera jest bardzo obszerny i zaskakujący...

- Tak. Innym źródłem wstydu było jego częściowo żydowskie pochodzenie. Współcześnie tę tezę zweryfikowano przez badania genetyczne przeprowadzone na żyjącej rodzinie Hitlera. Rzeczywiście potwierdziły one, że w jego żyłach płynęła też krew Żydów Sefardyjskich.

- Wprawdzie "Mein Kampf" nie jest godną polecenia lekturą, ale kto chciałby odnaleźć w tym tekście wątki dumy i wstydu, zauważy, że to wiodące, główne emocje, które mocno uobecniają się w pracy.

- Książka ta jest przesycona pragnieniem dumy. Hitler pisał o Niemcach jako o narodzie szczególnym, narodzie übermenschów, nadludzi. Aby podkreślić wartość aryjskiego typu, potrzebował alternatywy, czegoś, co można byłoby tym idealnym ludziom przeciwstawić. Aby wywyższyć naród niemiecki i samego siebie, wskazywał na grupy, które można poniżyć: Żydów, Romów, Słowian. To było budowanie, a raczej odwoływanie się, do poczucia dumy Niemców i ich związku z Heimatem

Możemy zrozumieć jakie były źródła wstydu Hitlera, ale dlaczego Niemcy go poparli?

- Rzeczywiście poparcie było duże. Osobistym sukcesem Hitlera było uzyskanie 13,4 mln głosów w drugiej turze wyborów prezydenckich w kwietniu 1932 roku. Dwa tygodnie później wybory do Landtagu, parlamentu krajowego,  dały NSDAP wzrost z 9 do 162 mandatów, na ogólną liczbę 420. Kolejne wybory, do Reichstagu, w lipcu 1932 roku pozwoliły nazistom podwoić stan posiadania i stać się najsilniejszym stronnictwem w parlamencie.

- Warto zwrócić uwagę, że społeczeństwo niemieckie w okresie dochodzenia Hitlera do władzy znajdowało się w szczególnej kondycji. Powodowała ona wstyd - tym razem nie jednostki, ale całego narodu. Niemcy nie nadążali w światowym wyścigu ekonomicznym. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej pozostawali w tyle za Anglią i USA. Proces industrializacji był opóźniony i przeważała ludność wiejska - lud, do którego odwołał się Hitler.

- Spowodowanie wybuchu pierwszej wojny światowej był źródłem wstydu: to Niemcy wypowiedziały wojnę Europie i to Niemcy ją przegrały i to przy ogromnych stratach.

- Znaczenie tej wojny było ogromne, w jej wyniku złamana została delikatna tkanka więzi międzyludzkich. W okopach I wojny światowej, podczas przerw spowodowanych świętami prawosławnymi, katolickimi bądź protestanckimi, żołnierze rosyjscy i niemieccy spotykali się i nie żywili do siebie nienawiści. Dzielili się tym, co mieli, aby potem na nowo rozpocząć działania wojenne.

- Propaganda nie była jeszcze tak rozwinięta i wciąż uważano, że "ludzie są sobie braćmi" i  jako tacy są sobie bliscy. Dla Niemców wstyd wywołany klęską I wojny światowej był tym większy, że Niemcy były jej jedynym sprawcą, nie było koalicjantów, z którymi można byłoby dzielić odpowiedzialność. Wyłącznie Niemcy, i tylko one, zostały wykluczone z Ligi Narodów.

- Traktat Wersalski był nazywany traktatem upokorzenia. Na jego mocy Rzesza straciła 70 tys. km2 i 5,5 miliona mieszkańców. Płaciła aliantom ogromne odszkodowania, armia została rozbrojona. Kiedy Niemcy zapoznali się z dokumentem wszyscy członkowie rządu niemieckiego podali się do dymisji. W Niemczech ogłoszono tydzień żałoby narodowej. Traktat nie był długo podpisywany. W końcu kiedy go podpisano, w Niemczech zapanowała złość, wściekłość i rozgoryczenie. Na ulice wyległy manifestujący skandujący "Deutchland, Deutchland über alles", palono francuskie flagi, poprzysięgano zemstę...

- To nie była jedyna przyczyna wstydu Niemców. Hitler dochodził do władzy w warunkach kryzysu państwa znajdującego się w kompletnym chaosie. Wystarczy powiedzieć, że w przedwojennych Niemczech funkcjonowało 40 partii politycznych i było 6 mln bezrobotnych. Była to tzw. sytuacja anomijna - sytuacja rozpadu więzi i wartości przy kompletnym nieukształtowaniu się nowego porządku i ładu. Ludzie czuli się zagubieni i poniżeni. A właśnie wstyd i poniżenie leżą u podstaw genezy agresji.

Czy to oznacza, że należało być Niemcem z lat 30. żeby dostrzec ten "czar" Hitlera?

- Andrew Nagorski we właśnie wydanej w Polsce książce "Hitlerland" pokazuje dojście Hitlera do władzy, ale widziane z perspektywy dyplomatów amerykańskich zamieszkujących wówczas w Niemczech. Odbiór Hitlera przez obywateli amerykańskich był radykalnie odmienny niż w społeczeństwie niemieckim. Oni nie tylko nie zachwycali się Hitlerem, ale widzieli go jako miałkiego, słabego intelektualnie i nieposiadającego potencjału, aby zajmować wyższe stanowiska rządowe.

- Podobnie szwedzki biznesmen Birger Dahlerus, który zetknął się z Hitlerem, sformułował pogląd, iż "równowaga psychiczna Hitlera była ewidentnie zachwiana". Na Szweda zupełnie nie działała charyzma, napisał on, że "nie zauważył u siebie śladu niezwykłego zachwytu, który jak powszechnie sądzono, wzbudzał we wszystkich".

- Brytyjski ambasador w Berlinie Nevile Henderson również sądził, że Hitler jest "zupełnie szalony", oraz że "przekroczył granice choroby psychicznej". Ujawnia to kluczową rolę emocji społeczeństwa niemieckiego. One stanowiły grunt, na którym mogła wyrosnąć potęga Hitlera.

- Bliski współpracownik Hitlera - Speer, który wstąpił do NSDAP w tajemnicy i wbrew ojcu - który Führera całkowicie nie akceptował - nie znając do tego zupełnie programu partii, napisał później: "Owładnął mnie zanim cokolwiek pojąłem".

- Podobnie matka Speera, gdy zobaczyła przemarsz SA ulicami Heidelbergu, uległa temu czarowi. Tak to zrelacjonował jej syn: "Widok porządku w okresie chaosu, wrażenie energii  w atmosferze powszechnej beznadziejności musiały także ją  poruszyć; w każdym razie, nie wysłuchawszy ani jednego przemówienia i nie przeczytawszy żadnego pisma, wstąpiła do partii".

- Decyzja o wstąpieniu do partii nie tylko Speera i jego matki ale, jak można domniemywać, szerokich rzesz niemieckiego społeczeństwa była konsekwencją emocji a nie racjonalnych analiz.       

Wróćmy do osoby Hitlera. Wymieniła pani sporo cech, których Hitler mógł się wstydzić, ale, jak pisze pani w swojej książce, wstyd jest niebezpieczny wtedy, kiedy jest wypierany ze świadomości. Czy są podstawy, aby sadzić, że Hitler wypierał wstyd?

- Wydaje mi się, że symptomy kwestionowanego wstydu są w jego zachowaniu widoczne bardzo wyraźnie. Był to rodzaj tzw. wstydu pomijanego (bypassed shame), który opisuję w książce, a który wyraża się hiperaktywnościa i obsesyjnymi reakcjami. Wywodzi się on z wyniesionego z dzieciństwa poczuciu bycia kimś gorszym, a objawia w manifestowaniu siły oraz wspomnianej hiperaktywnej ekspresji myśli, komunikacji i zachowań.

- Mam przed sobą obiektywną relację spotkania z Hitlerem sporządzoną przez wspomnianego już szwedzkiego biznesmena Dahlerusa. Pisze on, że kiedy Hitler w końcu dopuścił go do głosu, to Szwed, widząc jego napięcie, starał się mówić łagodnie, aby go uspokoić.

- Tymczasem Hitler: "nagle zerwał się i bardzo podniecony i zdenerwowany przechadzał się tam i z powrotem, mówiąc jakby do siebie, że Niemcy są niepokonane i mogą pokonać przeciwników środkami wojny błyskawicznej. Nagle zatrzymał się na środku pokoju i stał, przyglądając się. Głos miał niewyraźny a zachowanie osoby całkiem nienormalnej. Mówił frazami staccato i było jasne, że jego myśli są skoncentrowane na zadaniach, jakie czekają go w przypadku wojny <Jeśli wojna nastąpi - powiedział - będę budował U-Booty, budował U-Booty, U-Booty, U-Booty, U-Booty> (...) Jego głos stawał się coraz bardziej niewyraźny i na koniec całkiem nie sposób było go zrozumieć. Nagle zebrał się w sobie, podniósł głos, jakby zwracając się do większej publiczności, i wrzasnął; <Będę budował samoloty, budował  samoloty, samoloty, samoloty i zniszczę moich wrogów> (...). Przypominał bardziej zjawę z książki z bajkami niż żywego człowieka".

- Emocje związane z zakwestionowanym wstydem osoby Hitlera rezonowały wyjątkowo dobrze w społeczeństwie niemieckim tamtego okresu budując to, co nazywane jest "charyzmą Hitlera". Interaktywny charakter tej charyzmy dynamicznie wspierał szaleństwo jednej i drugiej strony, dokładnie tak, jak zostało to opisane przez Thomasa Scheffa w "spirali wstydu - gniewu". 

Powiedziała pani, że kraje demokratyczne powinny wyciągać wnioski z tego, co zaszło. Czy w Polsce również rządzą emocje? Co jest źródłem naszego wstydu?

- Ta sprawa z pewnością wymaga badań i pogłębionej refleksji. Jednak emocje wydają się być kluczowe dla wielu zjawisk, także na scenie politycznej. Profesor Śpiewak twierdzi na przykład, że główne partie polityczne w Polsce różnią się jedynie pod względem estetycznym i tak też są odbierane. Wybitni socjologowie podzielają tę intuicję, że to, co dzieje się na arenie politycznej może i powinno być analizowane nie tylko w kategoriach racjonalnych, ale też, a nawet przede wszystkim, w kategoriach emocji.

- Zaryzykowałabym tezę, że istnieją narody, które mają stabilniejsze poczucie dumy i wstydu niż Polska, która wciąż jest ogromnie spolaryzowana wobec ważnych formatywnych doświadczeń z przeszłości. Widzimy, jak dzielą nas - w kategoriach dumy i wstydu - Powstanie Warszawskie czy narodziny Solidarności.

- Zajmowanie się historią i podwalinami naszej mentalności w kontekście emocji ma ogromną przyszłość. Szczególnie płodne wydają mi się analizy postaw antysemickich w kontekście wstydu i dumy. Jeszcze bardziej interesowałby mnie przyjrzenie się stosunkowi do naszego wschodniosłowiańskiego dziedzictwa mentalnego. Skłonni jesteśmy widzieć siebie, jako kraj przynależny do Zachodu i wyłącznie do Zachodu.

- Rzeczywiście jesteśmy społeczeństwem zachodnim w sensie identyfikacji chrześcijańskich - nasz katolicyzm skłania do tego, aby traktować nas jako część świata Zachodu. Z tego wynika nasza nieskrywana duma z powodu wyboru Jana Pawła II na papieża. Ale w wyniku akcentowania tych zachodnich proweniencji Polski, gubimy i kwestionujemy nasze wschodniosłowiańskie kulturowe dziedzictwo. Co wynosimy z tego dziedzictwa? Czy ta część naszej tożsamości nie została stłumiona, czy nie jest polem gry między dumą i wstydem?

- Jeśli uznamy, że Polacy mają rodowód jedynie okcydentalny, to nie będziemy w stanie zrozumieć, dlaczego tak źle adaptujemy się na Zachodzie. Dlaczego kolejne fale emigracji są tak bardzo wewnętrznie rozdarte. Gdybyśmy sobie zdali sprawę z tego wzorca kulturowego, może umielibyśmy lepiej wchodzić w dialog z innymi. Wszak poznanie Innego rozpoczyna się od samopoznania.

Z Elżbietą Czykwin rozmawiała Izabela Grelowska.

Chcesz wiedzieć więcej o działaniu zakwestionowanego wstydu? Przeczytaj pierwszą część wywiadu: Anatomia wstydu!

Elżbieta Czykwin - polska socjolożka, profesor Uniwersytetu w Białymstoku, na Wydziale Pedagogiki i Psychologii w Zakładzie Teorii Wychowania i Studiów Pedeutologicznych oraz Zakładzie Socjologii Edukacji, profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie.

Dowiedz się więcej na temat: Adolf Hitler | Ernst Röhm | Klara Hitler | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje