Dość prowokacji

Barbadoska gwiazda nie chce już być popkulturowym symbolem perwersji. Ma zamiar porzucić wizerunek królowej sadomaso i postawić na naturalność! W brytyjskiej edycji magazynu "Vogue" wystylizowano ją na elegancką damę.

Posągowa, elegancka, ucharakteryzowana na Marilyn Monroe Rihanna (23) wygląda na dużo starszą, niż jest w rzeczywistości. Ubrana w piękną koktajlową suknię od Armaniego prezentuje się świetnie. Fakt, że przez satynowy materiał nie prześwituje ani kawałek brzucha, a z ramion nie opadają leniwie ramiączka od stanika, nie odbiera jej zmysłowości.

Reklama

Taką Rihannę można było zobaczyć na listopadowej okładce brytyjskiego "Vogue'a". Czy to żart podobny do tego, który kiedyś zrobiła sobie Doda, pozując w garsonce w luksusowym magazynie PANI?

Rihanna twierdzi, że to symbol prawdziwej zmiany. Na dobre. Wydała właśnie płytę "Talk that Talk", która - jak twierdzi - jest dużo bardziej refleksyjna, niż jej cztery poprzednie krążki. W grudniu w Londynie nakręci teledysk do promującego ją singla "You Da One". Nie zobaczymy w nim kajdanek, lateksów i splecionych łańcuchami kochanków. Co się stało, że Barbadoska postanowiła porzucić rozerotyzowany wizerunek?

Począwszy od 2007 roku, kiedy to wydała płytę pod znamiennym tytułem "Good Girl Gone Bad" ("Dobra dziewczynka zmieniła się w złą"), jej kariera zdawała się być wyścigiem samej z sobą na prowokacje. Coraz bardziej śmiałe stroje na koncertach, prowokujące sceny w teledyskach, swawolne wypowiedzi, skłonność do alkoholu, a przede wszystkim upodobanie do toksycznych związków doprowadziły ją w lutym 2009 roku do szpitala. Trafiła tam ciężko pobita przez swego ówczesnego chłopaka, piosenkarza Chrisa Browna (22). Zdjęcia posiniaczonej Rihanny obiegły świat.

Ale ciągnący się proces przewlekała sama gwiazda, co chwilę godząc się i kłócą z agresywnym ukochanym. Nawet kiedy do akcji wkroczyli jej rodzice, nie zrobiło to na Rihannie większego wrażenia. Dalej spotykała się z Brownem, romansując jednocześnie z innymi mężczyznami, m.in. z Dudleyem O'Shaughnessym czy koszykarzem Mattem Kempem.

W lutym br. po premierze teledysku "S&M" pociąg do destrukcji zaczął odbijać się na jej życiu zawodowym. Śpiewająca o tym, że "ból jest przyjemnością, której z niczym nie można porównać" - Rihanna wiła się na ekranie w sadomasochistycznych konfiguracjach. Obraz zakazano wyświetlać w 11 krajach. Rihanna zaczęła być wygwizdywana na koncertach. Jej najświeższy klip do utworu "We Found Love" sprowadził na nią dodatkowe kłopoty. Został zakazany we Francji i kilku krajach muzułmańskich jako promujący przemoc i narkomanię. "To nie ja. To tylko rola, którą odgrywam" - tłumaczyła w wywiadach gwiazda.

Widocznie jednak doradcy piosenkarki zrozumieli, że droga od ekscesu do ekscesu może prowadzić donikąd. Czas, żeby niesforna dziewczynka z Barbadosu dorosła. "Chcę, żeby ludzie skupili się wreszcie na mojej muzyce" - mówi sama zainteresowana.

Helena Soszyńska

Dowiedz się więcej na temat: Rihanna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje