Egipt po rewolucji. Tego nie zobaczysz w kurortach

Świat arabski znany z telewizji - wydaje nam się straszny i złowrogi, widziany przez pryzmat kurortów turystycznych - plastikowy i nieautentyczny. O prawdziwym świecie arabskim wiemy bardzo niewiele, mówi Katarzyna Górak-Sosnowska z katedry Arabistyki UW.


Reklama

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: Książka "Dzieci naszej dzielnicy" laureata nagrody Nobla, Nadżiba Mafhuza, przez wiele lat nie mogła się ukazać w Egipcie. Dokonano nawet zamachu na autora. Dlaczego tak się stało?

Katarzyna Górak-Sosnowska: - Książka była początkowo publikowana we fragmentach w czasopiśmie "Al-Ahram" i w pewnym momencie ktoś zauważył, że jest to alegoria będąca symbolicznym odzwierciedleniem historii religii monoteistycznych. I wtedy wszystko się zaczęło. Jeśli przyjmiemy założenie, że chodzi tu o religie monoteistyczne, to pojawia się cała gama potencjalnych zarzutów. Ojciec rodu, który w tej alegorii reprezentuje Boga, siedzi zamknięty w domu na szczycie wzgórza i obrasta mitami. Nikt nie wie, co on tam robi, ale z pewnością nie interesuje się losem swoich potomków, których wygnał z tej rajskiej posiadłości.

- To wchodzi już na poziom bluźnierstwa. Antropomorfizacja Boga w islamie jest rzeczą niedopuszczalną. Muzułmanie trochę się uśmiechają słysząc, że chrześcijański Bóg np. kłócił się z jednym z proroków, ma syna, który jest człowiekiem, albo ma inne cechy antropomorficzne. To dla nich całkowicie niezrozumiałe.

W dodatku w książce ten Bóg umiera...

- Tak. Ważne jest też z czyjej ręki. Zmiata go świecki porządek.

- Trzeba jednak zaznaczyć,  że w przeciwieństwie do np. Rushdiego, Mafhuz nie miał na celu wywołania takiego zamieszania. Chciał dobrze żyć zarówno z establishmentem politycznym, jak i religijnym, dlatego ta książka tak długo się w Egipcie nie ukazywała. Ktoś dopatrzył się w niej bluźnierstwa, ale wcale nie musiało się tak stać. Czasami splot zewnętrznych okoliczności politycznych powoduje, że np. karykatury Mahometa w duńskim dzienniku wzbudzą emocje, ale karykatury Mahometa w setkach miejsc w internecie już nie.

A jednak pojawiły się później głosy, że gdyby Mafhuza odpowiednio ukarać za "Dzieci naszej dzielnicy", Salman Rushdie nigdy by się nie odważył napisać "Szatańskich wersetów". Czy to słuszny pogląd?

- Wydaje mi się, że nie do końca. Oczywiście nie wiadomo, co zrobiłby Rushdie, gdyby Mafhuz został ukarany, ale już przed "Szatańskimi wersetami" miał tendencje do prowokowania.

- Napisał na przykład kilka lat wcześniej bardzo ładną opowieść o włosie z brody Mahometa, wziętym jako relikwia, a potem przynoszącym różnego rodzaju nieszczęścia w rodzinie, która go posiadała. Tego włosa nie można się było w żaden sposób pozbyć, bo cały czas wracał do właściciela.

- W "Szatańskich wersetach" umieścił motyw wersetów, które zostały podszepnięte Mahometowi przez Iblisa i przez przypadek znalazły się w Koranie, a potem zostały z niego usunięte. Rushdie mógł więc się z góry spodziewać negatywnej reakcji na swoje utwory.

U Mafhuza akcenty są rozłożone zupełnie inaczej, nie chodzi o to, aby pokpiwać z religii, ale aby pokazać, jaka jest jej rola w życiu ludzkości. Jak wyglądają dzieje ludów skazanych na porażkę, ponieważ to, co się z trudem odbuduje, później znowu się pogrąża w chaosie. Mafhuz stworzył strukturę opowieści o obecnym i przeszłym świecie, odwołując się do tradycji religii monoteistycznych. Takie wykorzystanie religii nie było obliczone na bulwersowanie kogokolwiek.

Ta książka różni się stylem od europejskich powieści. Odwołuje się raczej do popularnych na Bliskim Wschodzie gawędziarzy, opowiadaczy historii (hakawati). Czy ta tradycja jest wciąż żywa czy też jej ślady pojawiają się jedynie w literaturze?

- I jedno, i drugie. My nie zdajemy sobie sprawy z siły przekazu ustnego. Nie ma już u nas takiego poczucia wspólnotowości i trudno nam wyobrazić sobie, że ludzie mogą się zebrać i ktoś może opowiadać historie. My takich rzeczy nie robimy. Na przykład w Iranie istnieją kółka gospodyń domowych, recytujących sobie perską poezję klasyczną, a później rozmawiających o tym, co autor mógł mieć na myśli i zachwycających się tym, co przeczytały. To dla nas coś nie do pomyślenia, ponieważ u nas kultura oralna już dawno zanikła.

- Nie jest też niczym dziwnym, że pisarze tamtego regionu czerpią z własnej spuścizny kulturowej. Możemy również spotkać przypadki zapożyczenia tej stylizacji. Przykładem może być słynny swego czasu komiks "Habibi", który mimo tego, że są to obrazki osadzone w wyimaginowanym świecie orientu, reprezentuje specyficzny rodzaj narracji pełnej przeplatających się wątków. To inny rodzaj snucia opowieści, do którego my nie jesteśmy przyzwyczajeni i w którym się gubimy. Ale który jest dla nas również z tego powodu atrakcyjny.

A czy wciąż można spotkać takich gawędziarzy, którzy gromadzą wokół siebie słuchaczy?

- Tak, ale obok świata tradycyjnego pojawia się rzeczywistość współczesna z komiksami, filmami, serialami. Wspólnotowość niewątpliwie nadal odgrywa dużą rolę. Spójrzmy choćby na genialne opisy Mafhuza tego, co się dzieje w kawiarniach. U nas człowiek wchodzi do Starbucksa, zamawia kawę, sam ją popija, i koniec. Natomiast tam w kawiarniach rozgrywa się całe życie dzielnicy. To już nie tylko opisy tego, co się w nich spożywa czy pali, to intrygi, spotkania, opowieści. To zupełnie inne życie, niż to, które my znamy z naszej kawiarnianej rzeczywistości.

Mafhuz opisuje fikcyjną dzielnicę Kairu, bardzo biedną, ale nie pozbawioną kolorytu. Mamy tam nie tylko kawiarnie, ale też palarnie haszyszu, podejrzane zaułki i zaklinaczy węży. Czy to jest jeszcze odzwierciedleniem jakiejś istniejącej rzeczywistości?

- Wciąż można znaleźć wiele miejsc tętniących lokalnym kolorytem, przynajmniej z naszej perspektywy. Wystarczy pójść na jakikolwiek nieturystyczny bazar w mieście arabskim, aby tego kolorytu skosztować, powąchać, obejrzeć, zachwycić się nim. Chociaż nie sposób nie zauważyć też istniejącej nędzy.

- Warto też pamiętać, że istnieje różnica między światem arabskim, który znamy z telewizji, który wydaje się nam straszny, złowrogi i terrorystyczny, światem arabskim, który znamy przez pryzmat kurortów turystycznych - plastikowym i nieautentycznym, a tym prawdziwym światem arabskim, ciekawym, różnorodnym i niezapomnianym. Jego zrozumienie jest trudniejsze, bo aby go poznać, to trzeba się zapuścić gdzieś dalej i trzeba wiedzieć dokąd.

W książce ogromną rolę odgrywa ród, z którego wywodzą się bohaterowie. Czy podział na rody, plemiona wciąż ma znaczenie?

- Plemiona mają może większe znaczenie w Libii, Jemenie czy zatoce Rody. Ale przywiązanie do rodu jest cechą charakterystyczną w całym świecie arabskim. Np. małżeństwa endogamiczne, czyli np. z bratem stryjecznym, bratem ciotecznym, to w Libii czy Arabii Saudyjskiej nawet 30-40 proc. wszystkich małżeństw. Dla nas jest to nie do pomyślenia, ale to zjawisko potwierdza, jak bardzo ważny jest ród. Istotna jest także pozycja rodu w całym układzie społecznym. W Jordanii można po "nazwisku" określić, czy ktoś jest muzułmaninem czy chrześcijaninem i jaki może być jego status społeczny.

- Ogromne znaczenie ma lojalność związana z przynależnością do danego rodu, kolektywizm. Nie liczę się ja jako "ja", ale ważna jest dla mnie grupa - taki sposób myślenia jest dla nas niepojęty. My postrzegamy siebie jako indywidualne jednostki, a nie jako członków grupy noszącej to samo nazwisko i liczącej np. 20 000 osób.

- Wiąże się to z tym, że między niektórymi rodami nie można zawrzeć małżeństw, bo po prostu nie wypada popełniać tego rodzaju mezaliansów. Tę sytuację dobrze ilustruje książka "Dziewczyny z Rijadu".

Ale można uzyskać wsparcie...

- Tak, ale z naszej perspektywy jest to nepotyzm i traktujemy to jako coś niedopuszczalnego. W świecie arabskim może to być zupełnie naturalne i oczywiste, że jeśli dysponuję wakatami w firmie państwowej to zamiast ogłosić otwarty konkurs, zatrudnię zaufanego siostrzeńca.

- Co więcej, nawet gdyby ogłosić otwarty konkurs to zatrudnione w ten sposób osoby mogłyby się wykazywać z kolei lojalnością w stosunku do swoich rodów, a w tym czasie wspomniany siostrzeniec pozostawałby bez pracy. Tak właśnie działa wasta, klientelizm.

- Nie bez znaczenia jest również liczebność tych rodzin. Obecnie dzietność w świecie arabskim wynosi troje dzieci na kobietę w wieku rozrodczym. Jeszcze 30 lat temu ta średnia była znacznie wyższa. W Jemenie nadal przeciętna kobieta ma sześcioro dzieci. Wśród licznych kuzynów można zatem znaleźć osobę kompetentną. Istnieją też silniejsze więzi rodzinne. Członkowie tych ogromnych rodzin spotykają się ze sobą i wiele spraw, np. rozwody, jest omawianych na forum, co u nas jest również nie do pomyślenia.

Inną cechą charakterystyczną świata arabskiego jest duży nacisk na działalność charytatywną, dobroczynną, co jest uwarunkowane religijnie. Zakat to obowiązek jałmużny, ale również troska o swoich.

W książce bardzo ważnymi postaciami są rządzący dzielnicą Futuwowie. Kim oni są, jaką pełnią rolę?

Futuwwa to organizacje młodych ludzi wprowadzających swój porządek. Mogą reprezentować wzorce szlachetności, ale też bywają uznawane za zło i przyczynę rozpadu tradycyjnych społeczności. Istnieją całe studia dotyczące tego, jak Mafhuz używa tego słowa w "Dzieciach naszej dzielnicy" i kiedy wybuchła arabska wiosna ludów pytania o analogię z powieścią od razu powróciły.

- Tę powieść możemy odnieść do współczesnego Egiptu na dwa sposoby. Można spojrzeć na to tak: Husni Mubarak był złym despotą, który został obalony przez lud. To motyw niedobrych rządzących i zachodzącej zmiany.

- Po nim nastąpił Muhammad Mursi, który dla jednych jest władzą religijną, której w książce odpowiada figura proroka, dla innych zaś kolejnym uzurpatorem. Teraz w Egipcie mamy rządy merytokratyczne, połączone z wojskowymi (w książce odpowiada im ostatni bohater Arafa). I znowu - dla tych, którzy chcą powrotu Muhamada Mursiego, są to uzurpatorzy dokładający rękę do katastrofy gospodarczej, społecznej, politycznej i kulturalnej Egiptu. Dla innych będą to właściwi ludzie przy władzy.

- Jak widać, książka jest nadal aktualna. Możemy ją przyłożyć do jakiegokolwiek miejsca przechodzącego takie rewolucyjne zmiany i wszystkie analogie okażą się adekwatne i właściwe. Ludzie chcą zmian na lepsze i im nie wychodzi, znowu się starają i znowu im nie wychodzi.

Rzeczywiście książka tak dobrze pasuje do aktualnej sytuacji Egiptu, że kiedy czytałam ostatni rozdział, miałam wrażenie że została napisana wczoraj. Treść jest przesycona przemocą, a wszystkie próby jej zwalczenia doprowadzają do jeszcze większych zbrodni. Ta przemoc jest wpisana w kulturę, czy wynika z nieumiejętnych prób rozwiązania konfliktu?

- Byłabym przeciwna determinizmowi mówiącemu, że Arabowie mają skłonność do przemocy wpisaną w naturę, bo tak jest w Koranie. Wystrzegajmy się takiego spojrzenia.

- Z drugiej strony zaledwie parę dni temu został opublikowany raport mówiący, że ze wszystkich krajów arabskich w Egipcie kobietom żyje się najgorzej. Wynika z tego, że zachodzące zmiany bardzo mocno uderzyły w kobiety i pojawia się pytanie dlaczego.

- Niektórzy uważają, że kobiety zawsze spotykały się z przemocą, tylko o tym się nie mówiło. Teraz, kiedy starają się zorganizować, system stara się je ograniczyć, więc stało się to jeszcze bardziej widoczne.

- Można też na to popatrzeć inaczej. Coś zaczęło się dziać. Przemoc nie tylko się pojawiła, ale też została napiętnowana. Powstaje cała masa organizacji lokalnych, które starają się jej zapobiec, np. organizując patrole podczas demonstracji. Ten proces właśnie zachodzi.

- Popatrzmy transformację, która miała miejsce w naszym kraju. Była ona zupełnie inna, ale dopiero teraz możemy spojrzeć w przeszłość i powiedzieć w miarę jednoznacznie, co się wydarzyło i próbować dokonywać ocen. A w Egipcie zmiany zachodzą dopiero od zimy 2011.

W raporcie dotyczącym sytuacji kobiet, o którym pani wspomniała, Egipt wyprzedził takie kraje jak Irak i Arabia Saudyjska. To jednak wyraźny regres...

- Jest to charakterystyczne dla miejsc, w których zachodzą tego typu zmiany. Po wybuchu rewolucji przez kilkanaście miesięcy występowały różnego rodzaju perturbacje. Pojawił się prezydent, który potem zostaje aresztowany w bliżej nieokreślonych okolicznościach i będzie sądzony. Przez ten cały czas gospodarka leży. Nie wiadomo, co zrobić.

- Ludzie w dużej mierze wyszli na ulicę z pobudek ekonomicznych. Chcieli żeby im się lepiej żyło, a jest  jeszcze gorzej. Nadzieje związane z arabską wiosną spaliły na panewce. W takiej sytuacji trzeba czymś zająć społeczeństwo. Na poziomie politycznym podnosi się kwestie obyczajowe i temat państwa Izrael. Proszę zwrócić uwagę, że niechęć do Izraela nie wybuchła bezpośrednio po obaleniu Mubaraka, ale później.

- W takiej sytuacji, kiedy ludzie nie wiedzą, co zrobić, kiedy nie ma już szans na zrealizowanie nadziei pokładanych w rewolucji, ludzie obracają się przeciwko tym, przeciwko którym mogą się obrócić, czyli mniejszościom religijnym i kobietom. Ale to nie powinno dziwić. Nigdy po tak gwałtownej zmianie nie nastąpi od razu czas prosperity. Do tego trzeba dojrzeć i to trzeba zaplanować.

W tej chwili nadal nie ma pomysłów na to, co zrobić z Egiptem. Spójrzmy chociażby na system subsydiów żywnościowych, dzięki którym władzy udaje się utrzymać względny spokój. Egipt rozdaje bardzo tanie pieczywo wszystkim obywatelom. To element paktu społecznego: "my damy wam możliwość przeżycia na minimalnym poziomie, a wy siedźcie cicho."

Ale ceny pszenicy, która w większości jest importowana,  wzrosła, a wpływy z turystyki i inwestycji zagranicznych zmalały, i coraz trudniej zapewnić Egipcjanom minimum przetrwania. To są największe problemy przed jakimi stoi gospodarka Egiptu, który wciąż nie ma swojego planu Balcerowicza.

I tu pojawia się ostatnie pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi: czy społeczeństwo, któremu żyło się tak źle, że wyszło na ulicę, a któremu teraz żyje się jeszcze gorzej, jest w stanie poświęcić się jeszcze bardziej w nadziei, że w przyszłości dojdzie do poziomu, z którego startowało przed 2011.

Katarzyna Górak-Sosnowska - wykłada w Instytucie Filozofii, Socjologii i Socjologii Ekonomicznej w SGH. Zajmuje się społeczno-gospodarczymi problemami świata arabskiego, społecznościami muzułmańskimi w Europie oraz edukacją międzykulturową.

Dowiedz się więcej na temat: Kair | Nadżib Mafhuz | Egipt | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje