Eleni: Siła miłości i przebaczenia

Jej świat runął, gdy w 1994 r. straciła córkę. Jednak Eleni wróciła do śpiewania, a nawet wybaczyła zabójcy swego jedynego dziecka.

Helena (Eleni) Milopulos przyszła na świat w 1956 r. w Bielawie na Dolnym Śląsku. Była córką greckich emigrantów, którzy z powodów politycznych musieli opuścić rodzinny kraj. Pobyt w Polsce traktowali jako tymczasowy, tęskniąc za słoneczną ojczyzną.

Reklama

"Grecy spotykali się 1 stycznia i mówili sobie, że w przyszłym roku spotkają się już w Grecji" - wspomina piosenkarka w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem. - "Moi bracia ożenili się z Polkami, które przepięknie opanowały język grecki i teraz mówią nawet lepiej ode mnie. Bracia powrócili do ojczystego kraju, a rodzice też pojechali z nimi".

Eleni pozostała jednak w Polsce i nigdy nie żałowała tej decyzji. Zapewne miała na to wpływ jej kariera muzyczna. Greczynka zaczęła śpiewać bardzo wcześnie, ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie gitary. Występowała w zespołach szkolnych i studenckich, na poważnie jednak zajęła się muzyką dopiero wtedy, gdy weszła w skład zespołu Prometeusz.

Założycielem grupy był instrumentalista i kompozytor Kostas Dzokas, który powierzył Eleni rolę głównej solistki. Niebawem połączyły ich więzy rodzinne, piosenkarka wyszła bowiem za mąż za jego brata. "Fotis pracował w zespole Prometeusz jako akustyk - opowiadała Eleni. - Tam poznaliśmy się, zakochaliśmy, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Do tej pory jesteśmy razem".

Zespół wydał trzy płyty, po czym został rozwiązany, a Eleni skoncentrowała się na karierze solowej. Była już wówczas szczęśliwą mamą, na świat przyszła jej córka Afrodyta. Urodziwa, utalentowana - rodzice kochali ją i wiązali z nią duże nadzieje. W styczniu 1994 r. na rodzinę spadła tragedia.

17-letnia Afrodyta, wówczas uczennica trzeciej klasy liceum plastycznego, została zamordowana przez swojego byłego chłopaka, starszego o 4 lata Piotra Gruchota. Młodzi spotykali się od dłuższego czasu. Kiedy Afrodyta rozstała się Piotrem, ten pod pretekstem wycieczki wyciągnął ją z domu i zastrzelił. Z zemsty.

Mimo ogromnej rozpaczy Eleni wykazała nieprawdopodobną odporność psychiczną. W dniu, w którym policja odnalazła ciało jej córki, zadzwoniła do matki mordercy, pocieszając ją i mówiąc, że przecież obie straciły swoje dzieci. Po pogrzebie nie potrafiła jednak normalnie funkcjonować. "Naprawdę nie było łatwo - mówiła Krzysztofowi Ziemcowi. - Żyłam na tabletkach, tzn. brałam środki nasenne, bo nie mogłam spać. Ale po miesiącu powiedziałam: stop! To nie rozwiązuje tej sprawy. Nie tędy droga! Musiałam jeszcze raz sama to wszystko poukładać".

Widziała, że podczas procesu morderca nie okazywał skruchy. Kilka lat później postanowiła jednak z nim porozmawiać. Zadzwoniła do zakładu penitencjarnego i przekonała się wtedy, że Piotr zachowuje się już inaczej. W trakcie rozmowy przeprosił ją, natomiast Eleni poprosiła go, aby zrobił coś dobrego ze swoim życiem. Gruchot obiecał, że zastosuje się do jej rady. Wyraził również nadzieję, że może kiedyś uda mu się uratować czyjeś życie.

Faktycznie, wydaje się, że w jego przypadku resocjalizacja przyniosła pozytywne efekty: zdobył zawód introligatora, według opinii służby więziennej zaszły w nim duże zmiany. Piosenkarka wybaczyła mordercy córki, nie potrafił jednak tego zrobić jej mąż. - To są bardzo indywidualne reakcje, każdy przeżywa taki wstrząs po swojemu - tłumaczyła postawę Fotisa Eleni.

W maju 1999 r. została odznaczona medalem św. Rity, przyznawanym osobom, które potrafiły wybaczyć zabójcom swoich bliskich. Życie artystki całkowicie się zmieniło. Po śmierci córki zastanawiała się, czy popełniła jakieś błędy wychowawcze i czy zlekceważyła symptomy zapowiadające tragedię. Dużo do myślenia dały jej notatki Afrodyty - dziewczyna obawiała się w nich, że może ją spotkać coś złego. W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że nie raz dzieliła się swoimi przeczuciami z kolegami i koleżankami. Ci jednak zlekceważyli jej obawy.

Dlatego Eleni zaczęła spotykać się z młodzieżą, chcąc zapobiec kolejnym tragediom. Opowiadała o przeczuciach córki, namawiała, aby nie lekceważyć żadnych niepokojących symptomów, nie pozostawiać przyjaciół samych z problemami. W jednym z wywiadów powiedziała, że dzięki notatkom Afrodyty "przedłuża się jej obecność", bo tak naprawdę to ona sama mówi w ten sposób do młodych ludzi.

Spotkania z młodzieżą nie wyczerpują aktywności społecznej Eleni, od lat bierze udział w ogromnej liczbie koncertów charytatywnych, a jej zaangażowanie zostało dostrzeżone i docenione. Krajowe Centrum do spraw AIDS przyznało piosenkarce "Czerwoną kokardkę", a Fundacja Pomocy Dzieciom i Młodzieży Niepełnosprawnej im. Św. Stanisława Kostki w Katowicach "Złote Serce". Za działalność na rzecz seniorów wyróżniono ją tytułem "Przyjaciel MOPRu", otrzymała też medal brata Alberta oraz wiele innych tytułów i odznaczeń.

Szczególne znaczenie dla artystki ma grudzień, kiedy tradycyjnie bierze udział w wielkiej liczbie imprez przedświątecznych. To spotkania z osobami niepełnosprawnymi, seniorami, które nie są typowymi koncertami. Eleni śpiewa wraz gośćmi 2-3 piosenki świąteczne, obecni składają sobie wzajemnie życzenia. Na typowe kolędowe koncerty przychodzi czas w styczniu.

Zabójca został 2 lata temu zwolniony z więzienia i wyjechał do Berlina. Eleni tego nie komentuje. Zawsze pamięta o kolejnych rocznicach urodzin i śmierci córki, która jest stale obecna w jej piosenkach. W jednej z nich artystka śpiewa: "Nic miłości nie pokona. Wiarę w sercu trzeba mieć".

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje