Elżbieta Starostecka: Delikatna na ekranie i w życiu

Była ulubienicą publiczności. Jednak gdy wydawało się, że największe triumfy przed nią, niespodziewanie wycofała się z życia zawodowego.

Błysnęła już w komediach "Jak rozpętałem II wojnę światową" i "Rzeczpospolita babska", ale pokochaliśmy ją za rolę Anny Ostrowskiej - ukochanej pułkownika Dowgirda w serialu "Czarne chmury". Potem na prośbę Jerzego Antczaka zagrała Teresę, siostrę Barbary Niechcic w "Nocach i dniach". Słynny polski reżyser nie ukrywał, że był pod urokiem aktorki. - Bóg dał jej wszystko, a przede wszystkim urodę, talent i wyjątkowo ciepły charakter - mówił.

Reklama

Urok pani Elżbiety pomógł mu zresztą wybrnąć z problemów na planie. Okazało się, że w całej okolicy nie ma jaśminu potrzebnego do przystrojenia karety, którą Starostecka jako Teresa Ostrzeńska miała odjechać w jednej ze scen. Sytuację uratował miejscowy ogrodnik. Oczarowany aktorką, wzdychał: "O Panie Boże... Jaka ona piękna!... Jakbym widział Matkę Boską". W krytycznym momencie przypomniał sobie, że trochę jaśminu zachowało się w ogrodzie miejscowego proboszcza. Ponieważ czas naglił i nie było możliwości, by czekać na księdza, dyskretnie zerwał kwiaty z ogrodu na plebanii. Nie miał wyrzutów sumienia z powodu kradzieży jaśminu. Czuł się tak, jakby były to kwiaty do przystrojenia ołtarza.

Starostecka ugruntowała popularność rolą Stefanii w "Trędowatej" Jerzego Hoffmana. Po latach przyznała, że długo wahała się przed zagraniem tej postaci. - Nie jestem miłośniczką takiej literatury - mówiła w rozmowie z Tomaszem Gwińskim - więc miałam obawy. Gdy były zdjęcia próbne, przechodziłam operację zatok. Myślałam, że rola jest już poza mną. Kiedy wróciłam ze szpitala, zaproszono mnie na dodatkowe zdjęcia próbne. Dostałam scenariusz Stanisława Dygata. Jego żona, Kalina Jędrusik przekonywała mnie, że powinnam się zdecydować.

Film odniósł ogromny sukces, do dzisiaj jest zresztą często przypominany w telewizji. Wydawało się, że pani Elżbieta stoi na progu wielkiej kariery, jednak właśnie wtedy ograniczyła swoją aktywność zawodową. Co się stało? Przyczyn trzeba szukać w jej charakterze i w życiu osobistym, którego sekretów zawsze pilnie strzegła. Mówi się, że aktorka była niezwykle wrażliwa. Tak jak jej bohaterki.

W liceum w Gliwicach występowała w konkursach recytatorskich, uwielbiała kino. - Zapragnęłam wzruszać ludzi, oddziaływać na ich emocje. Stąd pomysł, żeby zostać aktorką - wspominała po latach. Marzyła o tym, by wcielać się w postacie charakterologicznie odległe od niej samej, lecz jak pokazało życie, najlepiej wypadała w rolach bohaterek delikatnych, wrażliwych, kobiecych. I niezbyt dobrze czuła się w blasku fleszy, jako gwiazda.

- Gdy zdawałam do łódzkiej filmówki, byłam nieśmiała i zagubiona - opowiadała po latach. - Tak już wyszło, że zostałam aktorką, której głównym zadaniem było kochać głównego bohatera i ewentualnie umrzeć dla niego.

W kabarecie studenckim w Łodzi poznała swojego przyszłego męża, kompozytora Włodzimierza Korcza. - Jeździliśmy razem z próby na próbę - opowiadała. - A w nocy on odprowadzał mnie do domu. Często staliśmy pod drzwiami do świtu... Przyjaźń zamieniła się w miłość. Kompozytor przyznał później, że oboje zawsze byli bardzo zdziwieni, gdy okazywało się, że po krótkiej rozmowie jest już piąta rano. Zdarzało im się także wzajemnie oszukiwać podczas wspólnej jazdy tramwajem. Każde z nich udawało, że to jeszcze nie ten przystanek, żeby dłużej pobyć razem.

Małżeństwo Starosteckiej i Korcza okazało się bardzo udane i trwałe, co w środowisku artystycznym uchodzi za rzadkość. Aktorka urodziła dwoje dzieci: syna Kamila i córkę Annę Marię. Życie rodzinne w latach 80. oraz budowa domu na warszawskim Żoliborzu pochłonęły ją jednak na tyle, że odsunęła swoje ambicje aktorskie na dalszy plan. Na budowie wszystkiego doglądała osobiście, mąż był bowiem pochłonięty pracą zawodową, komponowaniem muzyki filmowej i piosenek. Ponadto trwał aktorski bojkot PRL-owskiej telewizji. Po jego zakończeniu zapotrzebowanie na kostiumowe role eterycznych kobiet, z których zasłynęła Starostecka, po prostu minęło.

Innych ciekawych propozycji nie dostała, a te artystycznie słabsze, komercyjne konsekwentnie odrzucała. - Wolę spokojne życie niż sławę, gwiazdorstwo to nie dla mnie - wyjaśniała w nielicznych wywiadach. Dzięki temu mogła zająć się domem i dziećmi oraz stworzyć odpowiednie warunki pracy dla męża, z którym są już ponad 40 lat. Odkryła też w sobie nowe pasje: pielęgnowanie ogrodu oraz podróże. Widzowie, fani Starosteckiej mają poczucie niedosytu, że nie dała im wszystkiego, co mogła. Ale i tak ją kochają.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje