Gwiazda Hollywood i polski lotnik

Historia tej miłości jest tak niesamowita, że wręcz niewiarygodna. A jednak... Gwiazda amerykańskiego kina porzuciła wszystko, by wyjść za polskiego pilota.

Kiedy zwrócił na nią uwagę Charlie Chaplin, była żoną amerykańskiego adwokata. Wkrótce Virginia Cherrill zagrała rolę niewidomej kwiaciarki, którą pokochał biedny tramp w filmie "Światła wielkiego miasta". Pierwszą wspólną scenę powtarzano 342 razy, bo Chaplin uważał, że Virginia nie przykłada się do gry. A jednak została gwiazdą.

Reklama

Sława sprawiła, że szybko się rozwiodła i w 1934 roku została żoną bożyszcza kobiet, aktora Cary Granta. Niestety pił i zaraz po ślubie zaczął nadużywać siły, więc po kilku tygodniach rozstali się. - Cary był moim ulubionym aktorem. Nie był za to moim ulubionym mężem - wyznała przyjaciółce.

Uciekając od złych wspomnień, wyjechała do Europy, potem do Azji. W Indiach poznała brytyjskiego hrabiego George’a Francisa Child-Villiersa. Małżeństwo z nim otworzyło jej drzwi do arystokratycznych angielskich domów, została lady Jersey. Trzeci mąż stał się bardziej jej przyjacielem niż małżonkiem. Po wybuchu wojny jako oficer marynarki służył na morzu. W domu był rzadkim gościem. Osamotniona kobieta szukała dla siebie zajęcia. Zaczęła opiekować się chorymi dziećmi, a następnie namówiona przez przyjaciółkę Jean Smith- -Bingham, która matkowała polskiemu Dywizjonowi 303, została matką chrzestną Dywizjonu 315. Wzięła pod swoje skrzydła 200 lotników.

Piloci, którzy ocalili Anglię w wielkiej bitwie w 1940 roku uważani byli za superbohaterów. Anglicy ich uwielbiali. Virginia na tyle przejęła się swoją rolą, że wywalczyła dla siebie specjalny pokój w bazie lotniczej Northolt. Potrafiła kłócić się z dowódcą bazy, jeśli jej zdaniem krzywdził jej "dzieci". Polacy polubili ją od razu, udostępniła im pokoje w domu w Richmond, by mogli spokojnie odpoczywać po lotach bojowych. Wdzięczni piloci zabierali ze sobą w bój jej pończochy jako szczęśliwy talizman.

Lady Jersey organizowała dla podopiecznych paczki na Boże Narodzenie, mimo kłopotów z pisownią adresowała je własnoręcznie. Z jednostką zżywała się coraz bardziej. Pewnego dnia zapukał do drzwi jej pałacu chłopak. Wyglądał bardziej na Włocha niż Polaka. Był stremowany, koledzy przedstawili więc przybysza: Florian Martini z dywizjonu 317. Nieśmiały, przystojny mężczyzna od razu się jej spodobał.

Niedługo potem zaprosiła go na bankiet z udziałem króla Jugosławii. Lotnik miał świetne maniery, znał języki obce i dał sobie radę w nowym dla siebie środowisku. - Wiedziałam od pierwszej chwili, że mogę mu zaufać. Był dobry na wskroś i niezawodny - wspominała. Florian Martini, syn inżyniera, urodził się w 1915 roku w Rosji, gdzie jego ojciec wyjechał za pracą. Po wybuchu rewolucji rodzina Martinich uciekła do Polski, a Florek rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej. Jednak dał się uwieść lataniu i przeniósł się do Szkoły Podchorążych Lotnictwa - Grupy Technicznej.

Przed wojną jako oficer techniczny służył w krakowskim dywizjonie myśliwskim. We wrześniu 1939 roku ewakuował się do Francji, potem na Wyspy Brytyjskie. W 1942 roku dołączył do walczących z Niemcami polskich pilotów. Zauroczenie polskim oficerem wkrótce zauważyła teściowa Virginii, lady Cynthia. - Powinnaś zatrzymać biednego Florka w Dinah. Nie widzisz, że jest w tobie szaleńczo zakochany? - poradziła synowej. Zdziwiona Virginia odpowiedziała, że przecież jest żoną jej syna, a Florian jest od niej siedem lat młodszy, ale dało jej to do myślenia.

Podczas jednego ze spacerów nad Tamizą usłyszała od lotnika: Szkoda, że jesteś mężatką. Chciałbym cię zabrać przed oblicze księdza, zanim zorientowałabyś się, o co chodzi. Virginia nie mogła przestać o tym myśleć, decyzja jednak nie była prosta. Przez lata żyła w luksusie, a teraz miałaby się związać z mężczyzną, który był biedny. Miłość jednak wygrała.

Porozmawiała z mężem, gdy wrócił z frontu, i opuściła pałac. W 1948 roku wraz z Florianem opuścili Anglię, wyjechali do Ameryki. Dla lotników Anglia przestała być przyjaznym krajem. Virginia widziała, jak cierpieli piloci, gdy pod presją Stalina na londyńską paradę zwycięstwa w 1946 roku zaproszono tylko delegację PSP. Była sercem za Polakami. - Wszyscy pokochali teraz Sowietów - zżymała się.

W USA wyszła za mąż za Floriana. Początkowo wyprzedawała stare przedmioty, wywiezione z pałacu byłego męża, by mieli z czego żyć. Florian dostał co prawda za walkę z Niemcami Virtuti Militari, ale pracy dostać nie mógł - w papierach miał adnotację, że urodził się w Rosji. Koneksje żony sprawiły, że w końcu znalazł zatrudnienie w lotniczej firmie Lockheed Martin. Virginia przez kilka lat po ślubie próbowała urodzić ukochanemu dziecko. Bez powodzenia.

Zamieszkali w Santa Barbara, gdzie mieli małą farmę. Znaleźli tam schronienie dwaj chłopcy z Polski, którymi Virginia opiekowała się jeszcze w Anglii. W 1952 roku przeszła na katolicyzm. Przez 40 lat byli z Florianem zgodnym małżeństwem. Ostatnie pięć lat życia spędziła w łóżku, martwiąc się codziennie, jak mąż sobie bez niej poradzi. Miał demencję. - Znałam niewiarygodnych ludzi, lubiłam się bawić, ale Florian dał mi coś, nawet o tym nie wiedząc. Sprawił, że chciałam wracać do domu - wyznała wówczas przyjaciółce. Zmarła w 1996 roku, on pięć lat po niej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje