Gwiazda salonów - to nie on

Paweł Małaszyński, aktor, lat 29. Ma żonę Joannę i syna Jeremiasza. Skończył wrocławską PWST, występuje wTeatrze Kwadrat w Warszawie. Popularność zdobył rolą Granda w "Oficerze".

Obecnie gra jedną z głównych ról - prawnika Piotra Korzeckiego - w serialu "Magda M.". Ma fioła na punkcie płyt DVD, zebrał ich ogromną kolekcję. Lubi muzykę, zwłaszcza grounge. Najchętniej słucha Audio Slave, Nirvany, Pearl Jam, Alice in Chains, Sound Garden.

Reklama

Joanna Rokicka: Twój bohater jest prawnikiem. Ty też krótko studiowałeś prawo...

Paweł Małaszyński: Tak się zdarzyło. Ale nie odnajduję w sobie cech Piotra Korzeckiego. To kochany facet. Choć ma w sobie diabełka, jest mężczyzną idealnym. Zbyt idealnym, żeby mógł istnieć naprawdę. Taka postać jest mi zupełnie obca. To facet, który miał w życiu zawsze do przodu.

Ty tak nie miałeś?

Nie miałem łatwo. Wychowałem się w rodzinie wojskowego. Urodziłem się w Szczecinku, ale mieszkaliśmy w Koszalinie, Lipsku nad Biebrzą i Białymstoku. Zanim dostałem się do szkoły teatralnej, przez 3 lata zajmowałem się różnymi rzeczami. Byłem kelnerem, referentem w biurze paszportowym, a nawet sprzedawałem piwo. Bywało ciężko.

Długo szukałeś swojej drogi. Do szkoły teatralnej zdawałeś kilka razy...

W kinie zakochałem się już jako mały chłopak. Ten zawód daje nieśmiertelność! Ale do matury nie myślałem o nim poważnie. Udało się dopiero za trzecim razem. Sam nie wiem, dlaczego. Trzeba o to zapytać profesorów, którzy zasiadają w komisji.

Stare przysłowie mówi, że kobieta aktorka to więcej niż kobieta, a mężczyzna aktor to mniej niż mężczyzna...

(Śmiech) Tak? Nie słyszałem o tym. Myślę, że tu nie ma reguły. Ale ja się z tym nie utożsamiam.

W "Magdzie M." grasz przystojniaka. Wkrótce fanki będą drzeć na tobie ubrania...

Nie zastanawiam się nad tym, czy będę popularny, czy nie. Cieszę się, że pracuję w tym zawodzie. Wiem, że jest ciężko, zwłaszcza młodemu aktorowi, dostać rolę. Ale są skutki uboczne uprawiania aktorstwa. Popularność bywa nieciekawa. Odcinam się od niej - przestaje mnie to bawić.

No właśnie: jesteś aktorem, ale niechętnie udzielasz wywiadów, zainteresowanie mediów cię peszy. Dlaczego?

Nie lubię obnażania się przed prasą. Chcę uciec i odpocząć od tego wszystkiego. Jestem na takim etapie, że powiedziałem w prasie wszystko, co mam do powiedzenia. Nie chcę się powtarzać. Co innego promocja filmu czy serialu. To jest wpisane w mój zawód, tak jak rozdawanie autografów czy rozmowa o roli. Ale ja chcę zachować coś dla siebie.

Wielu aktorów marzy o tym, żeby wyrobić sobie nazwisko, a przynajmniej być rozpoznawanym...

Rozumiem, że niektórzy lubią przez cały czas być w centrum uwagi, ale ja do nich nie należę. Szanuję podejście innych, bo każdy ma swoją drogę. Po pracy wolę iść do domu. Gwiazda salonów - to nie ja.

Na każdym kroku podkreślasz, że żona i synek są dla ciebie najważniejsi. Zawsze byłeś taki rodzinny?

Zawsze. Nie rusza mnie życie towarzyskie. Zresztą cały czas uczę się Warszawy i przyzwyczajam się do życia tutaj. Nie ukrywam, że ciężko mi przychodzi miłość do tego miasta. Stolica daje mi pracę, ale tu się nie odpoczywa. Ciągłe życie w biegu.

Gdzie chciałbyś w takim razie mieszkać?

Najchętniej w Białymstoku, gdzie się wychowałem. Marzę, że tam zamieszkam i będę tylko dojeżdżał do pracy w stolicy. Chciałbym dożyć tej chwili.

Jakie masz inne marzenia?

Mam ich zbyt wiele! Czasem myślę, że nie starczy mi życia na ich realizację. Powiem o jednym: jako ojciec chciałbym dobrze wychować syna. Marzę, żeby znalazł swoje miejsce w życiu i zdobył wykształcenie.

Tekst pochodzi z gazety

Dowiedz się więcej na temat: popularność | Paweł Małaszyński | aktor

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje