Gwiazdy, które straciły fortunę

Niewielu polskich artystów dorobiło się majątku. A tych, którzy go zdobyli, zubożyły nietrafione inwestycje i... brak szacunku dla pieniędzy.

Dzieje Violetty Villas są szczególnie dramatyczne. Dziewczyna, która dorastała w bardzo skromnych warunkach, została obdarzona talentem mogącym jej zapewnić dobrobyt do końca życia.

Reklama

Śpiewając w Stanach Zjednoczonych w latach 60., zarabiała tysiąc dolarów tygodniowo. Tam nie było to zbyt wiele, ale w Polsce - oznaczało to mnóstwo pieniędzy. Jednak piosenkarka chciała wrócić do kraju jako prawdziwa milionerka.

Zagrała na giełdzie

Zarobione w USA pieniądze zainwestowała w kupienie akcji. Namówił ją do tego znajomy makler. Ufając mu, popełniła dramatyczny błąd, straciła oszczędności. W kraju starczyło jeszcze na dom, trochę ziemi pod Warszawą i białego mercedesa, lecz szybko zabrakło na życie. Zwłaszcza że, jak mówili jej znajomi, "nie umiała być bogata".

Trwoniła pieniądze, nie myśląc o jutrze. Potrafiła zdjąć z palca złoty pierścionek i dać go komuś, kogo widziała pierwszy raz, bo... wydał jej się miły. Ogromne kwoty pochłaniał także "zwierzyniec" Villas, czyli prywatne przytulisko dla psów, kotów i kóz. W końcu piosenkarce zabrakło na prąd i węgiel.

Kolejny pobyt w Ameryce i małżeństwo z rzekomym milionerem nie rozwiązały problemów. Doszły też inne: pogłębiające się uzależnienie od używek, rozstrój nerwowy i... brak szczęścia do ludzi. Zmarła niedożywiona, zaniedbana, w nieogrzewanym brudnym domu, odizolowana od świata przez opiekunkę.

Zadłużył się, żeby mieć na zabawę

Kasa nie trzymała się też Jerzego Cnoty, znanego m.in. jako zbójnik Gąsior z serialu "Janosik". Ten nade wszystko cenił dobrą zabawę i towarzystwo.

- On po prostu nie miał szacunku do pieniądza - mówił o nim jeden z przyjaciół. - Za to miał wielu kolegów, którzy skrzętnie to wykorzystywali. A trzeba wiedzieć, że ekipa "Janosika" ostro balowała wieczorami. Kiedy aktorzy wkraczali do lokalu w Zakopanem, orkiestra przerywała imprezę, by zadedykować im specjalny utwór "na wejście". Potem balanga trwała czasem nawet do białego rana, kiedy to trzeba było wracać na plan. A nie były to tylko tańce z góralkami, zdarzały się też "zadymy"!

Jedną z tych imprez Cnota tak wspominał: - Wziąłem pieniądze, miałem imieniny, więc z kilkoma chłopakami z planu poszliśmy do baru. Był Witek Pyrkosz, Bogusz Bilewski, Marian Łącz... Nagle Bogusz, czyli Kwiczoł, prosi mnie, bym mu pożyczył tysiąc złotych. Dałem. Znikł, a po chwili doszło do bójki. Bogusz, który już się opił, awanturował się, dostał po ryju. Nie wiem, od kogo, może od takich dwóch cichociemnych, co chcieli go oskubać, a może od bokserów, którzy też mieli bankiet. Dość że gdy zdjęcia się skończyły, artysta, który przecież nieźle zarabiał, miał do spłacenia 72 tys. zł długu! Tymczasem średnia pensja w 1973 r. wynosiła 2 tys. 798 zł miesięcznie.

Cnota nigdy się nie dorobił, ale też nie rozpaczał z tego powodu. Na starość wrócił na rodzinny Śląsk i zamieszkał u jednej z sióstr.

Rzucał banknotami z balkonu

Aktor Jan Nowicki, syn wiejskiego szewca spod Włocławka, twierdzi, że ukształtowała go bieda lat 50. Może dlatego też miał luźny stosunek do pieniędzy. Tak opowiadał o pracy na Węgrzech w latach 80:

- Zasuwałem rok, trzy filmy nakręciłem i nagle nie wiem, co ja mam z tymi pieniędzmi robić?! Banki nie przyjmowały, przewieźć nie pozwalali. Kupiłem jeden akordeon, drugi, trzeci, gitarę... Porozdawałem to dzieciakom, a pieniędzy nie ubywało. To w Budapeszcie wywaliłem je przez okno w cholerę. Patrzyłem, jak ludzie to zbierali. Staruszkowie biegali jak sprinterzy. Francuz, który to widział, rzucił się do maszyny i wiersz napisał. Nowicki zapewnia, że niczego nie żałuje, bo bawił się świetnie.

Drugi raz stracił bardzo dużo, inwestując w... Dom Mody "Szu" (nazwa nawiązywała do filmu "Wielki Szu", w którym zagrał główną rolę). Biznes okazał się niewypałem. - Krótko mówiąc, straciłem 100 tysięcy dolarów w mgnieniu oka. Jednak kompletnie się tym nie wzruszyłem - komentował później, dodając: - Pewnie dlatego nie jestem bogaty...

Ostatnio media obiegła wiadomość, że Jan Nowicki (76 l.) wziął ślub ze swoją menedżerką. Zamieszkali w Kielcach.

Inni też stracili

W latach 90. Bogusław Linda, Marek Kondrat, Wojciech Malajkat oraz Zbigniew Zamachowski stworzyli sieć restauracji Prohibicja. Wkrótce musieli je pozamykać ze sporą stratą. Grażyna Szapołowska próbowała u progu nowego tysiąclecia wylansować kosmetyki "SZA" (nazwa pochodziła od jej nazwiska). Zakończyło się to biznesową porażką. Cóż, może rzeczywiście wielka sztuka i pieniądze nie idą w parze...

Dorota Filipkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje