Ideały są nudne

Wesoła, dowcipna, bezpośrednia. Takiej jej nie znacie! Tylko w SHOW aktorka zdradza kulisy pracy z aktorami z Los Angeles i mówi, o jakim mężczyźnie marzy...

Weroniko, skończyłaś już czytać biografię Sylvestra Stallone'a? Słyszałam, że w ten sposób przygotowujesz się do zagrania z nim w filmie?
Weronika Rosati: - Cieszę się, że mnie o to zapytałaś. Podobno moi "przyjaciele" powiedzieli o tym jakiejś gazecie. O ile mi wiadomo, jak dotąd nie wydano żadnej biografii Stallone'a. Prawda jest też taka, że moi znajomi nie udzielają mediom wypowiedzi na mój temat. Najbardziej bawi mnie, kiedy czytam, że ktoś z mojego otoczenia opowiedział o mnie: "Wera to, Wera tamto". Kiedy widzę takie zdrobnienie mojego imienia, wiem już na pewno, że to nieprawda. Nikt tak do mnie nie mówi. Moi przyjaciele wiedzą, że nie lubię, kiedy się tak mnie nazywa.

Reklama

Wróćmy do Stallone'a. Jak się z nim pracuje?
- Często spodziewamy się po bardzo popularnej osobie, że lubi robić dużo zamieszania wokół siebie. Tymczasem on jest bardzo wyciszony. Zresztą większość aktorów, z którymi miałam okazję pracować, tak się zachowuje. Są przemili dla ludzi, którzy jeszcze nie mają w tym zawodzie wyrobionego nazwiska. Dzięki takim osobom masz poczucie, że na planie wszyscy aktorzy są równi.

Opowiedz coś o swojej roli.
- Jeszcze nie mogę o niej mówić, podpisałam taką umowę. I od razu zaznaczam, że jest to rola epizodyczna. Może więc mnie wytną? (śmiech) Większą rolę zagram w nowym amerykańskim serialu o... hazardzistach.

Z Dustinem Hoffmanem?
- Tak, między innymi. Grają też Nick Nolte i Joan Allen. Serial produkowany jest przez amerykańską stację HBO, nosi tytuł "Luck". Na dziewięć odcinków pojawiam się w czterech, więc chyba jest nieźle! Widziałam już fragmenty serialu - utrzymany jest w klimacie współczesnych filmów gangsterskich. Myślę, że Amerykanie zobaczą go na początku roku, w styczniu bądź w lutym.

Jak wygląda twoje życie w Los Angeles?
- Jestem tam skoncentrowana głównie na pracy. Jeśli nie jestem na planie, przygotowuję się do roli lub castingów. Co jakiś czas lubię pójść na warsztaty aktorskie. Wtedy cały weekend spędzam na zajęciach. Staram się poznać różne metody aktorskie, chcę wciąż się doskonalić. Od lat jestem zafascynowana metodą Lee Strasberga, ostatnio spodobały mi się też zajęcia w szkole, gdzie uczą metody Stelli Adler, mentorki Marlona Brando. Poza tym w Los Angeles mam wielu znajomych, z którymi chodzimy do kina, do knajpek, do teatru albo siedzimy i zwyczajnie godzinami gadamy... Spędzamy czas jak większość osób w moim wieku.

Zawsze uśmiechnięci Amerykanie, nawet w branży, w której panuje ostra rywalizacja, to prawda czy mit?
- Prawda! Podoba mi się, że w Stanach ludzie wszędzie się do siebie uśmiechają, są życzliwi. Uśmiech pomaga w codziennych kontaktach, nawet jeśli wydaje się sztuczny.

Jak wygląda staranie się o rolę w Hollywood?
- Inaczej niż w Polsce. Po pierwsze: bardzo trudno dostać się na casting. Trzeba mieć dobrego agenta, który wierzy w twoje umiejętności. Mój agent ma utrudnione zadanie, bo reprezentuje Polkę, która większość czasu spędza w Europie i ani myśli osiedlać się na stałe w Ameryce.

- Najpierw musi namówić organizatora castingu, by zaprosił mnie na zdjęcia próbne. O rolę walczą setki aktorek! Zawsze staram się solidnie przygotować do takiego przesłuchania, bo zależy mi, żeby spośród tylu dziewczyn zapamiętano właśnie mnie. Niewiele osób wie, że w Los Angeles jest zaledwie kilkudziesięciu castingowców. Gdybym raz przyszła nieprzygotowana, nie dostanę zaproszenia na kolejny casting, nawet do zupełnie innej roli.

Ile trwają zdjęcia próbne?

- Każdy aktor ma jedynie trzy minuty, by pokazać swoją interpretację roli. W ciągu tych paru chwil musisz pokazać, na co cię stać. Nieważne, że jesteś akurat przeziębiona, boli cię głowa, czy zwyczajnie masz zły dzień. Drugiej szansy nie będzie. Najważniejsze jest, by pokazać, że masz pomysł na rolę. Wtedy jest szansa, że zagrasz ją inaczej niż inni, i zostaniesz zapamiętana. Musisz dać z siebie wszystko!

Znajdujesz jeszcze czas na pisanie? Podobno planujesz wydać książkę...

- Tak, wciąż piszę i bardzo chciałabym, żeby powstała z tego książka. Inspiracji szukam w Los Angeles. Tam są miejsca, gdzie żyły moje bohaterki, i studia filmowe, w których pracowały. Ostatnio spędziłam cały dzień w wytwórni Warner Bros. Mogłam zobaczyć z bliska wszystkie legendarne plany zdjęciowe. Kręcono tam m.in. mój ukochany "Tramwaj zwany pożądaniem" z Vivien Leigh. Zachowało się też najwięcej pamiątek po gwiazdach takich jak Bette Davis czy Humphrey Bogart. To miejsce jest dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy o gwiazdach!

Dowiedz się więcej na temat: Weronika Rosati | aktorka | Hollywood | Sylvester Stallone | Show

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje