Imprezy i spotkania towarzyskie na Alternatywy 4

Bohaterowie serialu „Alternatywy 4” lubili się integrować, choć Gospodarz Domu – sprytny karierowicz – patrzył na to krzywym okiem i... szpiegował.

Wprawdzie Stanisław Bareja w swym przezabawnym serialu nie pokazał świąt Bożego Narodzenia, ale łatwo sobie wyobrazić Wigilię mieszkańców bloku na Alternatywy 4. Bo lubili świętować i nie przeszkadzały im w tym piętrzące się problemy dnia codziennego.

Reklama

Wesele z akordeonem

"Alternatywy 4" to saga o życiu lokatorów nowo zasiedlonego bloku na warszawskim Ursynowie. Chyba każdy, kto mieszkał w tej dzielnicy w latach 80., musi przyznać, że Bareja celnie, choć w krzywym zwierciadle, oddał realia blokowiska czasów PRL. Mimo codziennych kłopotów, takich jak: przerwy w dostawach prądu, ciepła i wody, setki usterek budowlanych, arogancja "fachowców" i pustki w sklepach, a także mimo irytującego zachowania dozorcy, który mianował się Gospodarzem Domu - Stanisława Anioła (Roman Wilhelmi), lokatorzy nawiązali ze sobą serdeczne kontakty i nie stronili od życia towarzyskiego. Gdy Józef Balcerek (Witold Pyrkosz) wyprawiał wesele kuzynce, pojawili się na nim prawie wszyscy mieszkańcy budynku. Ten menel z warszawskiego Bródna okazał się gościnnym człowiekiem. Częstował bimbrem własnej produkcji i przygrywał gościom do tańca na akordeonie. W tany z panną młodą ruszył nawet czarnoskóry Abraham Lincoln ("przemalowany" Ryszard Raduszewski) - doktorant z Harvardu wynajmujący mieszkanie od jednego z lokatorów. Biesiadnicy zgodnie zignorowali wezwanie Gospodarza Domu na próbę blokowego kabaretu. Zawzięty dozorca chciał w ten sposób storpedować imprezę weselną.

W tamtych czasach każda okazja była zresztą powodem do świętowania. Otrzymanie mieszkanie łączyło się zawsze z tzw. parapetówką. Obchodzono imieniny, urodziny, rocznice ślubu, święta kościelne, awans w pracy. Kiedy skłócone ze sobą rodziny Kotków i Kołków (z powodu bałaganu w spółdzielni mieszkaniowej dostali przydział na to same mieszkanie) otrzymały paczkę żywnościową z Zachodu, to nawet między nimi zapanowała zgoda. Jej symbolem był wspólny stół zastawiony zachodnimi smakołykami, przy którym nie rozmawiający dotychczas ze sobą panowie (Jerzy Kryszak i Kazimierz Kaczor) wspólnie wznosili toasty.

Bareja pędził bimber

W ożywionym życiu towarzyskim nie przeszkadzały aż tak bardzo puste pułki w sklepach, bo jak wiadomo, Polak potrafi. W serialu Stanisława Barei pojawiają się dziwne przepisy na czasy kryzysu w zaopatrzeniu, np. tort z dyni bez cukru i jajek... Reglamentacja towarów spożywczych, w tym wódki, spowodowała masową produkcję samogonu. Co ciekawe, wielbicielem swojskiej "księżycówy" był nawet sam reżyser! Kiedy w latach 80. przewiózł nielegalnie zza granicy maszynę drukarską dla podziemnej Solidarności (na dachu Malucha!), to jego żona martwiła się, że Staszek prędzej pójdzie do więzienia za... pędzenie bimbru niż za pomoc opozycji.

Opłatek u Balcerka

Wigilia na Alternatywy 4 zaczęłaby się pewnie od... awarii ogrzewania, co zdarzało się często w tamtej epoce. Kryzys mógłby zażegnać Balcerek, załatwiając nielegalnie węgiel do zdezelowanego parowozu stojącego pod blokiem. Jak pamiętamy z serialu, lokomotywa była podłączona do grzejników w budynku, co zapewniało mieszkańcom ciepło. W zdobyciu artykułów spożywczych z deficytowym karpiem na czele mógłby pomóc robot kolejkowy zbudowany przez jednego z lokatorów, konstruktora Manca (Jerzy Bończak). Panie Kotek (Krystyna Tkacz) i Kołek (Anna Chitro) zgodnie przygotowywałyby potrawy wigilijne na małych kuchenkach podłączonych do butli gazowych, co uniezależniało obie rodziny od kaprysów miejskiej sieci gazowniczej. Wigilijny wieczór na Alternatywy 4 spędzało się zapewne we własnych mieszkaniach, ale niewykluczone, że później lokatorzy mogli się spotkać także na blokowym opłatku u Józefa Balcerka. A wspólne kolędowanie byłoby doskonałą okazją do pochwalenia się wokalnym talentem przez śpiewaczkę Elżbietę Kolińską-Kubiak (Halina Kowalska).

Klub Lokatorów

Stanisław Anioł - sprytny działacz partyjny zdegradowany w rodzinnym Pułtusku - funkcję dozorcy bloku na Alternatywy 4 traktował jako przyczółek do odzyskania dawnej opozycji. On też starał integrować mieszkańców, zarządzając prace społeczne czy też wymuszając obowiązkowe uczestnictwo w blokowym chórze i kabarecie. Jego biurokratyczne metody wywarły jednak nieprzewidziany skutek: lokatorzy podczas spotkań towarzyskich zaczęli planować, jak pozbyć się dozorcy-karierowicza.

Blok się zjednoczył

Okazją do obalenia Gospodarza Domu stała się wizyta delegacji zagranicznych burmistrzów, którym Anioł chciał pokazać nowoczesny, wzorowy budynek - zamieszkiwany przez szczęśliwych mieszkańców. Tymczasem na skutek spisku lokatorów delegacja zobaczyła chylącą się ku upadkowi ruderę, zasiedloną przez... groźny dla otoczenia margines społeczny. Anioł stracił więc posadę, zaś goście uchwalili specjalną opiekę i dotacje dla bloku i jego mieszkańców, którzy nie posiadali się z radości. Wkrótce gruchnęła jednak wiadomość, że zagospodarowaniem finansów zajmie się nowy kierownik osiedla. Został nim... Stanisław Anioł. Gospodarz Domu okazał się niezatapialny ze względu na układy z władzą. Ale mieszkańcy bloku przy Alternatywy 4 razem zyskali coś więcej: przyjaźń, życzliwość, solidarność.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje