Jak zostać gwiazdą

Przypadek nieuleczalny: 20 lat na małym ekranie. Do pracy chodziła nawet z wysoką gorączką. Dziś już tak nie goni za sukcesami zawodowymi i ma czas na miłość. W SHOW wspomina trudne początki i radzi, jak zrobić karierę w telewizji.

Była pani studentką trzeciego roku polonistyki, gdy trafiła do telewizji. Jak to się robi? Przyszła pani "z ulicy"?
Agata Młynarska: - Wzięłam udział w konkursie na prezenterów do nowego wydania Wiadomości w TVP1. Razem ze mną startowali Jolanta Pieńkowska, Tomasz Lis, Krzysztof Luft i Jarosław Gugała. Nie zostałam jednak przyjęta. Powiedziano mi, że jestem zbyt młoda.

Reklama

A jednak już pół roku później, z dyplomem w kieszeni, została pani przyjęta do redakcji dziennika Obserwator...
- Tak, tyle że władze TVP szybko zdjęły go z anteny. Szkoliłam się wtedy u legendarnego nauczyciela gwiazd srebrnego ekranu, profesora Stanisława Młynarczyka. Zastanawiałam się, co ze mną będzie dalej. A profesor powiedział: "Widzę w tobie raczej gwiazdę estrady niż studia informacyjnego". I zadzwonił przy mnie do Niny Terentiew, która była wtedy szefem zespołu artystycznego TVP2. A ponieważ profesor był wielkim autorytetem w środowisku, to ten telefon dla pani Niny miał duże znaczenie. Pamiętam, jak profesor powiedział: "Pani Nino, mam tu taki nieuleczalny przypadek, z którego powinna być pani zadowolona. Albo nie nazywam się Młynarczyk".

Pamięta pani może swój pierwszy dzień w pracy?
- To był początek grudnia, 20 lat temu. Ubrałam się jak uczennica: zwykłe spodnie i prosta bluzka. Jechałam z zeszytem i długopisem, zupełnie jak do szkoły (śmiech). Pełna entuzjazmu. Ale chodziłam po korytarzach na Woronicza, pytałam, pukałam i nikt mi nic nie chciał dać do roboty. W końcu jakoś udało mi się dostać do gabinetu pani Niny. Weszłam i spytałam, co ja właściwie mam robić. Wtedy usłyszałam: "Dziecko, czego ty się spodziewałaś? To jest telewizja. Tu sama musisz sobie znaleźć pracę!".

I jak ją pani znalazła?
- Starałam się zarzucać wszystkich pomysłami. Jeśli ktoś powiedział, że czegoś potrzebuje, natychmiast zgłaszałam się, że jestem chętna. Miałam oczy dookoła głowy. I pierwszą poważną propozycję otrzymałam właśnie od pani Niny Terentiew. Zostałam rzucona na głęboką wodę do współpracy przy jej autorskim programie "Godzina z...", a potem przy "Bezludnej wyspie".

Pierwszy dzień przed kamerą...
- Bywa, że los sam przynosi okazję. Kiedy Alicja Resich-Modlińska zachorowała i jej sobotni dyżur prezenterski w Studiu Dwójki wymagał nagłego zastępstwa, dyrektor Terentiew zadecydowała, że zadebiutuję w roli prezenterki. Pamiętam, jak w domu, dzień przed debiutem, zastanawiałam się, w co się ubrać. Patrzyłam, jak wyglądają starsze koleżanki i... z mojej studenckiej szafy wybrałam białą bluzkę, krótką spódnicę w szkocką kratę i buty na płaskim obcasie. Od przyjaciółki pożyczyłam gigantyczne, złote klipsy. Wtedy wydawały mi się absolutnie obowiązkowe w zestawie "idealnej prezenterki". Zrobiono mi też mocny makijaż, żebym wyglądała jak pani z telewizji, nie dziecko. Gdy trzęsącym się głosem powitałam widzów w programie na żywo, przeżycie było piorunujące. I dla mnie, i dla widzów! (śmiech)

Co pani teraz, po dwudziestu latach, najbardziej lubi robić w telewizji?
-

Telewizję!

Czyli co dokładnie?
- Już tłumaczę. W telewizji przeszłam wszystkie etapy: od noszenia taśm, kaset, przez naukę montażu, zapraszanie gości, po pisanie scenariuszy i prowadzenie na żywo wywiadów i imprez. Trudno mi więc wskazać jedną dziedzinę.

Ludzie myślą, że od razu została pani gwiazdą.
- Kiedy zaczynałam, nie było plotkarskich portali, które donoszą o życiu gwiazd. Na popularność i sympatię widzów trzeba było rzetelnie i cierpliwie zapracować. Były tylko dwa programy telewizyjne: Jedynka i Dwójka, prezenterów było mniej... Inna konkurencja, inna telewizja. Dla mnie bycie gwiazdą jest jak błysk, jak flesz. To produkt uboczny mojej pracy, choć przyznaję, bardzo miły i cenny.

Mówiła pani kiedyś, że telewizja jest jak niewdzięczny kochanek.
- Raczej kapryśny i zaborczy. To bardzo trudny związek. (śmiech)

Pamięta pani największy kryzys związany z pracą w telewizji?
- Miałam ich wiele. Ale największy zdarzył się cztery lata temu. Kiedy pojawił się kolejny nowy prezes TVP, zorientowałam się, że coraz mniej mam pracy i coraz częściej drzwi kiedyś otwarte, stają się zamknięte. Wówczas zdecydowałam, że nie mogę dać się pokonać. Napisałam pierwsze w życiu CV i zaczęłam szukać pracy. Pierwsza odpowiedziała Fundacja Polsat i pani prezes Małgorzata Żak.

Iwona Zgliczyńska

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Cały wywiad z Agatą Młynarską przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 17 stycznia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje