Jamie Dornan nie wystąpi nago

Ekranizacja głośnej powieści "50 twarzy Greya" zapowiada się na wielki kasowy hit, przede wszystkim za sprawą sukcesu powieści E.L. James. Jednak wraz z doniesieniami z planu coraz częściej mówi się o filmowej klapie.

Z dość pikantnej powieści, trudno zrobić uładzony film, bez straty dla oczekiwań czytelników trylogii autorstwa E.L. James. Jednak twórcy zainspirowani głównie ogromnym sukcesem samej powieści zdecydowali się podjąć to wyzwanie.

Reklama

Pojawiające się co chwila doniesienia z planu nie zapowiadają również, aby film pozytywnie zaskoczył widzów. Pod koniec października media donosiły o tym, że niektóre z miłosnych scen musiały zostać ponownie nakręcone. Wskazywano, że sceny są nieudolne i zupełnie pozbawione tego erotycznego magnetyzmu, który w swojej książce opisywała James.

Następnie zapał widzów ostudził sam odtwórca głównej roli, Jamie Dornan, wskazując, że widzowie nie zobaczą go w pełnej okazałości.

"Zależy nam, aby trafić do jak największego grona widzów, równocześnie nie chcemy ich zgorszyć. Dlatego ekranizacja powieści nie będzie dosłowna, tania i odstręczająca. Opieramy się o pewne niuanse i niedopowiedzenia" - podkreślił w wywiadzie dla "Observer" Jamie Dornan.

Producenci dawkują napięcie związane z filmem, odkrywając przed widzami urywkowe trailery, które mają dodać pieprzu całej produkcji. Kolejną porcję filmowej erotycznej fantazji Studio Universal zaprezentuje 14 listopada. Niestety może się okazać, że najwięcej seksu usłyszymy w głosie Beyonce, której utwory towarzyszą zwiastunom filmu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje