Jestem mistrzynią kamuflażu

O nowej płycie, miłości, mężczyznach, dzieciach i o tym, dlaczego nie poznają jej paparazzi - rozmawiamy z piosenkarką Kasią Klich.

Dzień dobry: Po dwóch latach milczenia pojawiła się twoja nowa płyta "Zaproszenie" do...

Reklama

Kasia Klich: Do posłuchania! Chcę się na tej płycie podzielić Jarka (Yaro, producent płyty i partner życiowy Kasi) i moją wrażliwością. Ludzie są zaskoczeni tą płytą, odbieram sygnały, że z trudem mnie rozpoznają.

Z Yaro stanowicie duet w muzyce i w życiu prywatnym. To zdrowy układ?

Nam on nie przeszkadza. Ale wiele osób pyta, czy to nie koliduje z pracą. U nas nie. Razem przeżywamy sukcesy i porażki. Gdy nam się coś nie uda, jesteśmy sfrustrowani, ale się też wspieramy. Na szczęście nikt nam nigdy nie dał do zrozumienia, że to, co robimy, jest nieudane.

Wiem, że ta płyta brzmieniowo nie odbiega od zagranicznych. Twój popowy hit "Lepszy model" był kiedyś grany do znudzenia. Tym razem poszłaś w innym kierunku...

Tak. Ta płyta jest bardziej elitarna. Dla ludzi o większej wrażliwości i wysublimowanym guście. Bardzo wpłynął na Jarka i mnie koncert Dead Can Dance w Sali Kongresowej. Wtedy pojawiła się w nas powaga, bo to było niemalże mistyczne przeżycie. Uświadomiliśmy sobie, jacy jesteśmy mali w obliczu takiej muzyki. Chcieliśmy tą płytą poruszyć inną strunę w sercach ludzi, a nie tylko sprowokować do uśmiechu i dobrej zabawy. Jestem na takim etapie, że większą radość sprawia mi słuchanie Kate Bush z Peterem Gabrielem, niż Mariah Carey z Jermainem Dupri. Cóż, z wiekiem robimy się sentymentalni (śmiech).

Na twojej nowej płycie wystąpił hiphopowiec DonGuralesko. Myślisz, że spotka go takie potępienie środowiska, jak w przypadku udziału Tede na płycie Natalii Kukulskiej?

Tego zupełnie nie rozumiem. Wszędzie na świecie praktykuje się featuringi raperów z wokalistkami. Nie uznaję wszelkich przejawów ortodoksyjnego podejścia do muzyki. Mówienie, kto jest hiphopowcem prawdziwym, a kto nie, jest żenujące, zwłaszcza gdy raper, który w tekstach tępi komercję, sam pokazuje się w MTV, a w jego teledysku widać product placement sponsora. Gural jest artysta świadomym i dobrze wie, że bitu, do którego zarymował, nie powstydziłby się sam Busta

Rhymes.

Dużo na płycie jest o miłości, spełnionej i niemożliwej. Jak ważna to część twojego życia?

Nie ma w życiu nic ważniejszego.

Śpiewasz "Chcę ci zrobić dobrej kawy...". Lubisz rozpieszczać mężczyzn?

Lubię rozpieszczać mojego mężczyznę, a zwykłą kawę w naszym domu pijam tylko ja. Jarkowi zaparzam zbożową.

Ale zdecydowałaś się kiedyś przenieść dla mężczyzny na drugi koniec Polski. Nie żałujesz?

Nie. Zrobiłam to, bo kochałam i nie wyobrażałam sobie związku na odległość. Muszę się z kimś rano przywitać, przytulić, wieczorem napić herbaty. Maile i SMS-y nie wystarczają mi do szczęścia. Musi być ciepło drugiej osoby i jej fizyczna obecność. Poza tym, gdy się z kimś mieszka, to się go i jego przyzwyczajenia poznaje. Nie wyobrażam sobie, że można się zdecydować na ślub, nie mieszkając wcześniej razem. Gdy spotykasz się tylko na neutralnym gruncie, to nie poznajesz uroków życia codziennego. Wtedy często idealizujesz swojego partnera, a później przeżywasz rozczarowanie. I zgadzam się z powiedzeniem, że nie kupuje się kota w worku.

Lubisz zmieniać mężczyznę i dopasowywać go do swoich wyobrażeń?

To w ogóle odpada. Myślę, że jeśli z kimś jesteśmy, to albo akceptujemy go w całości, albo znajdujemy kogoś innego. Nie wolno partnera "przerabiać", to rodzi bunt. Gdyby ktoś chciał zmieniać moje przyzwyczajenia, to powiedziałabym "nie". W naszym związku jest super, bo jesteśmy razem, ale się sobie nie narzucamy. Gdy chcę gdzieś wyjść, to wychodzę, on też. Dajemy sobie wolność. Często wyjeżdżam na koncerty i jest okazja do zatęsknienia.

Wciąż zmieniasz wizerunek. Chcesz uniknąć fotoreporterów?

Od dłuższego czasu nie zmieniam koloru włosów, bo nie ma nic gorszego niż walka z odrostami (śmiech). Jednak kusi mnie ostatnio, żeby się trochę "urudzić". Fotoreporterzy mówią o mnie "mistrzyni kamuflażu". To jest zabawne, kiedy robią zdjęcia wszystkim dookoła, a ja przechodzę niezauważona i dopiero po chwili orientują się, że to ta Klich. Cóż, kobieta zmienną jest...

Kto?
Kasia Klich, absolwentka katowickiej Akademii Muzycznej na wydziale jazzu i muzyki rozrywkowej. Ma 32 lata i narzeczonego Yaro, znanego producenta muzycznego, autora takich hitów jak "Rowery dwa" czy "Dziś jest pełnia", który pomagał Reni Jussis wydać krążek "Zakręcona".

Co zrobiła?
Pierwszą solową płytę wydała w 2002 roku. Był to "Lepszy model", za którą otrzymała Fryderyka w kategorii Nowa Twarz Fonografii i SuperJedynkę za Debiut Roku. Drugi krążek "Kobieta szpieg" (2003) cieszył się już mniejszą popularnością. Nagrała też wiele reklam radiowych, śpiewała w chórkach, występowała na płytach polskich wykonawców, wydała dwie płyty dla dzieci. Niedawno ukazała się jej nowa płyta "Zaproszenie" z elementami jazzu, funku i bossa novy.

Co lubi?
Oglądać "Czterdziestolatka" i "Alternatywy 4", dobrą kuchnię, zwłaszcza sushi, ciepło, wiosnę i ludzi.

Rozmawiała JOANNA ROKICKA

Wywiad pochodzi z gazety

Dowiedz się więcej na temat: nowa płyta | Bogdan Klich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje