Już znalazłam

Dziewczyna znad morza przebiła się w show-biznesie, bo była pewna tego, że chce śpiewać. Dziś najważniejsze dla niej są dom, poczucie bezpieczeństwa i kochająca rodzina. Czeka na najpiękniejsze święta w życiu. Takich jeszcze nie miała!

Kiedyś prekursorka muzyki tanecznej, trendsetterka, dziś pogodzona ze sobą romantyczka. Odważnie zmieniała wizerunek sceniczny, eksperymentowała ze stylami muzycznymi i modą. Obecnie najchętniej śpiewa ballady przy fortepianie, kolekcjonuje stare instrumenty i celebruje życie rodzinne. Spokojna, wyciszona, czasem nostalgiczna. Jest już w dziewiątym miesiącu ciąży, prawdopodobnie w okolicy świąt urodzi syna. Kilka razy, gdy opowiada o ważnych momentach w życiu, szklą się jej oczy.

Reklama

Czy zmieniłam się jakoś specjalnie ostatnio?
Nie wiem, trudno mi to ocenić. W moim przekonaniu cały czas się zmieniamy, bo to normalna kolej rzeczy, że dojrzewamy i uczymy się na własnych błędach. Wczoraj, na przykład, na spotkaniu znajomy stwierdził, że jestem dużo pewniejsza siebie, mam większy dystans do ludzi, zawodu i własnej osoby. Jeśli tak jest, to się cieszę, bo oznacza to, że odnalazłam siebie i swoje miejsce na ziemi.

Nie chciałabym jednak patrzeć na te przemiany wyłącznie przez pryzmat ostatnich wydarzeń w życiu. Że poczucie bezpieczeństwa znalazłam dopiero przy mężu, że spokój dała mi świadomość, że będę miała rodzinę. To znaczyłoby, że jestem kimś, kto szuka oparcia wyłącznie na zewnątrz, nie w samej sobie. A ja długo i świadomie dążyłam do wewnętrznej harmonii, a pewne szczęśliwe okoliczności mi w tym pomogły.

Kiedy dowiedziałam się, że zostaniemy rodzicami, pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, była prozaiczna, związana z moim zawodem: "Jak długo będę mogła śpiewać i pracować?". Skontaktowałam się z doświadczoną koleżanką po fachu, która ku mojemu zdziwieniu oświadczyła, że "jak wszystko dobrze pójdzie", to do ostatniego miesiąca można spokojnie śpiewać, nagrywać i koncertować. Mama zapewniała mnie, że ciąża to nie choroba i zazwyczaj dodaje kobiecie sił, i można wtedy przenosić góry. I tak rzeczywiście jest w moim przypadku.

W te wakacje z mężem przemierzyliśmy autem pół Europy. Któregoś dnia, zwiedzając weneckie biennale sztuki współczesnej, dopiero po dziesięciu godzinach spacerowania przypomniało mi się, że powinnam się oszczędzać, i skruszona wróciłam do hotelu. W ramach umuzykalniania potomka ćwiczę często na fortepianie, gram chętnie Chopina. Pojechaliśmy również do Poznania na koncert Radiohead. Zajęliśmy miejsce w bezpiecznej odległości od głośników, w środku wielotysięcznego tłumu. Obcy ludzie, widząc mnie wśród publiczności, troszczyli się o moje zdrowie.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje