Katarzyna Bosacka na diecie pudełkowej za... 6 zł dziennie

Katarzyna Bosacka przez dwa miesiące na wizji - a potem już do końca życia - sama sobie będzie przygotowywała dietę pudełkową. W menu m.in. kasze, warzywa, owoce, ryby i jajka. Dzienny koszt to ok. 6 zł. - Ćwiczenia dopiero w trzecim tygodniu - mówi Bosacka.

Paulina Persa: 28 lutego na antenie telewizji TVN Style zadebiutuje pani nowy program "Wiem, co jem na diecie". Czy to znaczy, że pani przechodzi na tę dietę?

Reklama

Katarzyna Bosacka: - Tak. W wakacje zauważyłam, że coraz bardziej przybieram na wadze. Zatuczyłam się, a nie mogę tak wyglądać - przecież jestem specjalistką od jedzenia, mam 2,5-letnie dziecko, muszę być zdrowa dla mojego synka. Do tego zaczęły mi wypadać włosy, miałam coraz bardziej suchą skórę, zbyt wysoki poziom cukru, rozregulowane hormony tarczycy, które spowalniają przemianę materii.

- Pomysł na program o odchudzaniu powstał z myślą o mnie, ale i o Polakach, którzy są coraz grubsi - 50 proc. ma nadwagę, 27 proc. jest chorych na otyłość. Mamy coraz grubsze dzieci. To wszytko zaowocowało rzetelnym programem edukacyjnym, który krok po kroku pokaże, co zrobić, żeby wytrwać na tej diecie, żeby nie była koszmarem, żeby schudnąć raz na zawsze, żeby uniknąć efektu jojo. To nie jest wyścig, to jest walka o zdrowie.

Od czego zaczynamy dietę?

- Od wizyty u lekarza, który zbada nam krew - poziom cukru, poziom cholesterolu, hormony tarczycy, trójglicerydy. Oprócz tego badamy ciśnienie, ważymy się. Lekarz powie nam, ile mniej więcej ważymy za dużo. Mierzymy obwody - przedramię, biust, talia, biodra i udo, po to, żeby potem móc sobie porównać. Następnie lekarz, który odczyta wyniki, powie nam, co jest nie tak.

Jak zmienia się organizm i jego funkcjonowanie podczas trwania tej diety?

- Po dwóch miesiącach diety - najprostszej na świecie, składającej się z pięciu posiłków dziennie z polskich, lokalnych produktów, jedzonych co trzy godziny - zmienia nam się wszystko. Po pierwszym miesiącu, a u niektórych może nawet i po dwóch tygodniach, zaczynamy zauważać, że jesteśmy głodni o porze posiłku, co jest efektem dokładnej regulacji naszego organizmu. Odzwyczajamy się od cukru. Cała przemiana materii wywraca nam się do góry nogami, czyli zaczynamy normalnie trawić.

- Po tych dwóch miesiącach, jeśli w nich wytrwamy, nawet jeśli zdarzy nam się wyłom w postaci urodzin czy kolacji w super restauracji, nasz organizm nawet tego nie zauważy - nie przytyjemy, ponieważ ta przemiana materii jest już tak rozpędzona. Kluczowe jest to, żeby wytrzymać te dwa miesiące.

Może pani podać przykładowe menu tej diety?

- Na śniadanie serek wiejski z ogórkiem, z pomidorem, do tego kawałek chleba razowego. Na drugie śniadanie jogurt z płatkami owsianymi i ulubionymi owocami. Potem na 15-20 minut wrzucamy do piekarnika kawałek ryby, pieczemy ją, a do niej przekrojoną na pół paprykę, do środka której dajemy fetę, posypujemy ziołami i pieczemy ją razem z tą rybą. Gotujemy kaszę. Na obiad jemy rybę z kaszą i kapustą kiszoną, na podwieczorek wcześniej przygotowaną paprykę z fetą, a na kolację sałatkę, np. z kurczakiem albo z tuńczykiem albo ugotowanym jajkiem, żeby było trochę białka. Można dodać grzanek razowych.

- Dziennie możemy zjeść łyżeczkę oliwy z oliwek albo oleju rzepakowego. Wypijamy też dużo wody. Nie jem niczego dziwnego. Co więcej, to są bardzo tanie produkty, moja dieta kosztuje ok. 6-7 zł dziennie. Wcześniej kupujemy 10 pudełek, jedzenie gotujemy na dwa dni i porcjujemy je tak, żeby można je było zabrać do pracy.

A aktywność fizyczna?

- O ćwiczeniach myślimy dopiero w trzecim tygodniu. Chodzi o to, żeby nie kłaść sobie na głowę tego wszystkiego na początku, bo mamy pracę, mamy dzieci, męża w domu, różne rzeczy dookoła nas, a nie mamy zbyt dużo czasu, żeby to zrobić wszystko na raz. Żeby schudnąć wcale nie trzeba się katować. Wystarczy chodzić na bieżnię albo na spacery, ale intensywnie przez 45 minut do godziny. Nie codziennie, a co drugi dzień. Najlepiej na czczo. Ci, którzy lubią pospać, niech się nie katują, jeśli na ćwiczenia mają wolny wieczór. Nie można być za bardzo restrykcyjnym w stosunku do siebie, kiedy jest się na diecie.

I tak przez dwa miesiące. Co dalej?

- Wracam do Kanady, gdzie mieszkam i dalej idę tą samą drogą, tzn. ja idę nią z tymi pudełkami już do końca życia. Kiedy skończę dietę? Już pewnie nigdy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje