Kate Rozz o miłości do koni

Jazda konno jest jedną z największych pasji Kate Rozz, mieszkającej we Francji polskiej aktorki i modelki. To właśnie dzięki temu sportowi po raz pierwszy trafiła do Paryża, a później zaprzyjaźniła się ze swoim przyszłym mężem.

W wakacje Kate Rozz najchętniej wypoczywa w niewielkiej miejscowości nad Atlantykiem, Agon-Coutainville w Dolnej Normandii. Odwiedza ją co roku. "Mam tam domek nad oceanem. W pobliżu są miejsca, gdzie na plaży nie ma ani żywej duszy. Tam relaksuję się ze swoimi dziećmi. Towarzyszą nam psy. Lubię też jeździć po plaży na koniu. W okolicy mam zaprzyjaźnioną stajnię" - mówi PAP Life.

Reklama

"Jeżdżę konno od ósmego roku życia. To dla mnie coś więcej niż sport. To również pasja, a także relacja ze zwierzęciem" - twierdzi aktorka i modelka. Niegdyś startowała w zawodach w skokach. W 2007 r. we francuskim Barbizon zdobyła nawet Grand Prix. Karierę sportową przypłaciła kontuzjami. "Miałam połamane dwa obojczyki" - przyznaje.

Co ciekawe, to właśnie dzięki koniom pierwszy raz trafiła do Paryża. Przyjaźniła się z paryżanką, z którą jeździła konno. Ta zaprosiła ją kiedyś na swoje urodziny. Pasji do koni Kate zawdzięcza swoje pierwsze małżeństwo z biznesmenem Jean-Manuelem Rozanem. On również trenował jeździectwo sportowe.

Miłość do koni przejawia także jej adoptowany syn, Shaanti. "W pierwszym okresie po adopcji, przez pierwsze pół roku byłam z nim non stop. Oprócz najbliższych, czyli Mii (córki ze związku z Rozanem) i mnie, zaprzyjaźnił się wtedy właśnie z jednym z koni. Siedział u niego w stajni i opowiadał mu takie rzeczy, że ja sama, słuchając tego, a w sumie podsłuchując z boku, płakałam. Na szczęście Shaanti już tego, z czego się wtedy zwierzał, nie pamięta" - zwierzała się w rozmowie z "Galą". Z kolei jej córka Mia, chociaż umie jeździć, to zamiast trenować, woli opiekować się końmi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje