Kate Winslet: Kobiety, uwierzcie w siebie, tak jak ja!

Udało się! – pomyślała, kończąc 40 lat. Dopiero teraz czuje się świetnie w swojej skórze. To widać!

Tego dnia autentycznie nie mogła się doczekać. Czterdzieste urodziny - data, która wielu kobiet nie napawa optymizmem, dla Kate była prawdziwym świętem. W wywiadach mówiła, że jest bardzo podekscytowana okrągłą rocznicą, że chce czuć się tego dnia naprawdę wyjątkowo. "Może spędzę cały dzień w bikini?", snuła szalone plany... I rzeczywiście, to był przemiły dzień. Ostatecznie uczciła go z najbliższymi na kolacji w Nowym Jorku.

Reklama

Nic dziwnego, że aktorka podchodzi do życia tak optymistycznie i czuje się spełniona - tu i teraz. Ostatnie lata były dla niej naprawdę łaskawe. Dużo działo się w jej życiu osobistym i zawodowym, a wszystko, czego się podejmowała, kończyło się spektakularnym sukcesem. Dziś może z czystym sumieniem powiedzieć: niczego mi w życiu nie brakuje!

Rozgadana, szczera, zawsze uśmiechnięta, z typowym dla Brytyjczyków poczuciem humoru i dystansem do życia. Bezkompromisowa, pewna siebie. Jest kobietą nowoczesną i otwartą. Na ekranie nie przypomina już w niczym pyzatej Rose z pokładu słynnego "Titanica", ani egzaltowanej Marienne z początków swojej kariery ("Rozważna i romantyczna"). W pełni ukształtowana jako artystka i jako kobieta wie, że może zagrać każdą rolę. Także w życiu.

Nigdy nie miałam planu "B"

Trzeba przyznać, że nie boi się wyzwań. W zeszłym roku wystąpiła w jednym z odcinków telewizyjnego show mistrza survivalu, słynnego Beara Gryllsa. Bez makijażu, w trekkingowym stroju i z wielkim plecakiem pokonywała nie tylko monumentalne góry w Walii, ale też własne słabości. Bo oprócz tego, że świetnie się bawiła i spełniała marzenia (lot motolotnią), musiała też walczyć z lękiem, zsuwając się na linie po pionowych skałach, wchodząc do lodowatego potoku. W czasie nagrania rozmawiała z Bearem o swojej karierze.

"Zawsze chciałam być aktorką - tak jak mój tata. Nie miałam planu "B", po prostu czytałam scenariusze i chodziłam na castingi, gdy coś mnie zachwyciło, tak jak na przykład historia z "Titanica". - opowiadała - Po sukcesie tego filmu przyjaciele mówili: o mój Boże, Kate, teraz się zmienisz, twoje życie się zmieni. Owszem, życie się zmieniło, ale ja nie. Sama nie wiem, jak to możliwe, ale wciąż jestem sobą. Czerwony dywan to świetna rozrywka i element pracy, a ja po prostu najbardziej lubię być w domu".

Wreszcie wiem, czego chcę

Tyle, że z tym domem bywało różnie... Przez lata mówiono, że o ile zawodowo Kate sięga, po co zechce, w prawdziwym życiu nie dane jest jej szczęście. Faktycznie, musiała przejść sporo zawirowań, by dotrzeć do punktu, w którym jest teraz. "Wiele się o sobie nauczyłam, szczególnie przez ostatnie cztery lata - przyznała Kate. - Dziś już widzę, w jaki sposób przeżycia z przeszłości i poszczególne związki mnie ukształtowały. Wreszcie wiem, czego chcę, a czego nie".

Jej pierwsze małżeństwo przetrwało trzy lata. Jima Threapletona, ojca Mii, poznała na planie filmu "W stronę Marrakeszu", gdzie był asystentem reżysera. Jim nie zrobił żadnej kariery, za to okazał się ambitnym egocentrykiem. Ograniczał Kate. Zazdrosny o każdy jej najmniejszy sukces zawodowy, źle traktował żonę. Odważyła się odejść. Prawdopodobnie również o nim myślała Kate podczas ceremonii wręczania nagród BAFTA, zachęcając kobiety, by zawsze wierzyły w siebie, były odważne i nie dawały się zdołować, zwłaszcza najbliższym osobom... Sama tego doświadczyła.

Drugie małżeństwo, z Samem Mendesem (tym razem bardzo zdolnym reżyserem) było naprawdę udane i zrekompensowało aktorce pierwszy miłosny zawód. Zakochani inspirowali się wzajemnie i darzyli się szacunkiem. Przez siedem lat byli jedną z ulubionych par Brytyjczyków, wzorowym gwiazdorskim duetem. Owocem tego związku jest jedenastoletni dziś Joe. Nikt nie wie, skąd wziął się kryzys, dlaczego się rozwiedli. Ich drogi (do szczęścia) rozeszły się w 2010 roku. Wiadomo natomiast, że rozstali się w przyjaźni, zgodnie podzielili majątek i rozstrzygnęli kwestię opieki nad dziećmi.

Dom jest najważniejszy

Trzeciego męża, Neda Rocknrolla, niezwiązanego z branżą filmową, poznała wkrótce po rozwodzie. Zaiskrzyło. W 2012 roku wzięli cichy ślub. Aktorkę do ołtarza prowadził wieloletni przyjaciel - nie kto inny niż Leonardo Di Caprio! To właśnie fantastyczny związek z Nedem, trzecia ciąża tuż przed czterdziestką i narodziny dziecka sprawiły, że Kate z taką radością świętowała swój jubileusz. Nigdy nie czuła się tak spełniona, pewna siebie i tego, że osiągnęła już wszystko, czego w życiu pragnęła.

Wcześniej mieszkała raz w Anglii, raz w USA. Teraz szczęśliwa rodzina osiadła w Wielkiej Brytanii. Mają piękny kawałek ziemi nad oceanem i właśnie tu znaleźli spokój. Hodują nawet dwie świnki i kilka kur! Ambicją Kate jest zaś dbanie o piękny ogród. "Co roku obiecuję sobie dwie rzeczy. Nauczę się francuskiego i jak uprawiać ogród. W tym roku naprawdę to zrobię!", zadeklarowała w jednym z wywiadów. Dla Kate ten dom to miejsce na ziemi. To właśnie o nim mówiła, rozmawiając z Bearem Gryllsem.

Od lat marzyła o takim azylu, a teraz może sobie pozwolić na komfortowe życie poza miastem. Nie dość, że sama jest jedną z najlepiej opłacanych aktorek, jej wybranek jest siostrzeńcem właściciela giganta Virgin Company i zajmuje się projektem Virgin Galactic - firmy, która wkrótce ma oferować ogólnodostępne loty kosmiczne! Znając Kate, nie będzie się wahać, gdy ukochany zaproponuje jej romantyczną randkę na orbicie!

Nie mówcie, że jestem złą mamą

Aktorka bardzo chroni prywatność swojej rodziny. Choć mały Bear ma już dwa i pół roku, do mediów nie trafiło żadne zdjęcie maluszka. W wywiadach nie opowiada zbyt wiele o dzieciach. Przy okazji premiery filmu "Steve Jobs" zrobiła wyjątek i przyznała, że ogranicza im dostęp do elektronicznych gadżetów i zabrania korzystania z portali społecznościowych. "Zabierzcie dzieciom z rąk te urządzenia, nie pozwalajcie im z nimi spać! Rysujcie z dziećmi, grajcie z nimi w Monopol!", zaapelowała do wszystkich rodziców. "Gdy idę z rodziną do pubu, zawsze bierzemy papier i kredki", dodała.

Aktorka, jako mama dwójki nastolatków, widzi wielkie zagrożenie w budowaniu przez dzieci fałszywych relacji za pośrednictwem internetu. "Zapracowani rodzice tracą kontrolę nad tym, co dzieje się z ich dziećmi. Ja mówię swojej córce: jeśli chcesz z kimś pogadać, po prostu do niego zadzwoń, spotkajcie się." Trudno odmówić jej racji...

Kate jest mamą zaangażowaną. Odwozi dzieci do szkoły metrem. Zanim rozpocznie zdjęcia na planie, ustala z produkcją szczegółowy harmonogram tak, by praca jak najmniej kolidowała z jej życiem rodzinnym. Najdłuższa jak dotąd rozłąka trwała raptem dwa tygodnie! Tym bardziej irytują ją niesprawiedliwe zarzuty plotkarskich mediów, jakoby nie myślała o dzieciach, rozstając się z ich ojcami, zakładając nowe związki... Te bzdury komentuje: "Mam dla swoich dzieci prawdopodobnie dwa razy więcej czasu niż przeciętna pracująca mama. Na niczym tak mi nie zależy, jak na ich szczęściu, dla nich jestem gotowa poświęcić po prostu wszystko" - ucina wszelkie dyskusje.

Uwielbiam chleb z masłem

Drugi ulubiony temat bulwarówek to waga Kate. Zawsze wyglądała zdrowo, daleko jej np. do wychudzonej Angeliny Jolie. Gwiazda nie ma z tym problemu i przyznaje: "Uwielbiam jeść. Za chleb z masłem dałabym się pokroić. Gotowanie mnie relaksuje, a jedzenie daje poczucie szczęścia. Nie głodzę się, bo kocham jeść, palę papierosy, bo lubię, klnę jak szewc, bo mnie to odpręża. OK, nie robię tego przy dzieciach, ale na pewno nie jestem delikatną i eteryczną kobietką. Dieta nie jest w moim stylu. Nie muszę spełniać oczekiwań innych. Nigdy nie byłam konformistką!"

Takiego nastawienia do życia i zdrowego egoizmu większość z nas powinna uczyć się od Kate Winslet . A więc... Kobiety, uwierzcie w siebie!

Aleksandra Adamiak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje