Kochliwy, ale niewierny

Bałamucił dziewczyny, popalał papierosy w stodole i pił wódkę w toalecie u dziadka. Bił się też łańcuchami z chłopakami z innych dzielnic i... pisał wiersze.

"W dzieciństwie nie zdawałem sobie sprawy, że jesteśmy biedni. Mój pokój w bloku w Toruniu miał może dwa na cztery metry. Mieściła się w nim wąska leżanka i taki segment biurkowy, w którym otwierało się klapę. Ledwie dało się usiąść na krześle między łóżkiem a tym segmentem. Z tamtych lat pamiętam smak placków ziemniaczanych z cukrem. Na mięso nikogo nie było stać", wspomina aktor w książce "Zły chłopiec".

Reklama

Kilkuletni Boguś nie miał śmiałości do kobiet. "Przy zakochiwaniu się byłem taki nieśmiały, że traciłem wiele szans na zdobycie tej dziewczyny, o którą mi chodziło. Pierwszy lepszy kumpel wyrywał mi ją, ponieważ był odważniejszy, a ja - jak ten głupi - siedziałem i nic z tego nie miałem", wspomina.

Aby zmężnieć, zaczął trenować judo i boks. "Miałem krzywicę klatki piersiowej z biedy. Musiałem więc dużo ćwiczyć. Trenowałem przez całe dzieciństwo i młodość", wspomina. Mężczyzną poczuł się, gdy wraz z kuzynem zapalił pierwszego papierosa. "To było u dziadków w Bydgoszczy w takim składziku na parterze. Paliliśmy »mazury« albo »partagasy«. Tam też pierwszy raz piliśmy gorzałę. Albo likier ananasowy, który łączyliśmy z miętówką i po tym rzygaliśmy", opowiada.

Często też wdawał się w bójki: a to z chłopakami z innego rejonu Bydgoszczy bił się łańcuchami, a to na wakacjach na pięści z miejscowymi. "Tchórzem nie byłem", kwituje sprawę aktor. W liceum rozrabiał już na całego. "Było nas dwóch (mowa o koledze Bogusława, Tomaszu Kocu - przyp. red) i wydawało nam się, że trzymamy tę szkołę w garści. To był czas władzy hormonów i młodzieńczej głupoty", żartuje.

W tamtym okresie wypracował sobie opinię uwodziciela. "Tylko dwie rzeczy widziałem w tych swoich durnych gałach: w jednym oku kwiaty, a w drugim kobiety", komentuje. Aby tych drugich zdobyć jak najwięcej, po maturze złożył papiery do szkoły teatralnej. Tam notorycznie się zakochiwał. "Czasem nawet w paru naraz, bo ja byłem bardzo kochliwy. Wierny niestety nie. Ale to był czas hipisów, wolna miłość, dzieci kwiaty", wspomina.

Nosił wtedy długie włosy, dzwony i buty z frędzlami, przywiezione przez ojca z Jugosławii. I popalał marihuanę. "Przywiózł ją mój daleki kuzyn z Nowego Jorku. Paliliśmy ją w akademiku i w kinach. Nikt nas nie karał, bo milicja nie znała tego zapachu", mówi Linda. Kuzyn z Ameryki zaraził go miłością do bluesa i zachwycił opowieściami o grze aktorskiej gwiazd Hollywood. "Dla mnie to było odkrycie. Po raz pierwszy usłyszałem o metodzie Lee Strasberga. Zmieniłem wtedy swój sposób myślenia na temat gry aktorskiej", tłumaczy aktor.

Po ukończeniu szkoły teatralnej od razu dostał etat w Starym Teatrze. "Wtedy był legendą. Pracowali tam Wajda, Swinarski, Jarocki, największe nazwiska! Mieszkałem u góry, w pokoju po Jurku Radziwiłowiczu. Siennik na podłodze, bo wtedy nie było jeszcze materaca...", wspomina. Po dwóch latach odszedł i jako jedyny chyba w historii zrezygnował z etatu w tak prestiżowym teatrze na rzecz filmu.

Rzemiosła uczył go Janusz Zaorski, obsadzała go Holland. Miał na koncie 13 świetnych filmów, których... nikt nie widział, bo nie puściła ich do kin cenzura. "Aż śmiano się i mówiono, że jak ja w czymś zagram, to na pewno pójdzie na półki", żartuje aktor. Gdy skończył się komunizm, młody reżyser, Władysław Pasikowski, zaproponował mu rolę Franza Maurera w filmie "Psy". Linda stał się megagwiazdą.

Miał niespełna 40 lat, gdy poznał miłość życia. "Pokomplikowaliśmy sobie trochę losy. Sobie i innym... Ale nie było na to rady", opowiada. Lidia miała męża, a on był już ojcem bliźniaków. Uczucie było jednak silniejsze - pożeracz damskich serc przestał być kobieciarzem.

Justyna Kasprzak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje