Ksiądz Jerzy mnie uratował

Była wroga Kościołowi, dopóki nie poznała księdza Jerzego Popiełuszki. To on dokonał cudów w jej życiu.

Niedawno świętowała setne urodziny. Danuta Szaflarska to żywa historia polskiego kina, wielka artystka. Jest też niezwykle religijna, choć przez pierwszych kilka dekad życia była wrogiem Kościoła.

Reklama

Wychowała się w tradycyjnym domu na wsi. Urodziła się 6 lutego 1915 roku w Kosarzyskach, małej wiosce koło Piwnicznej. - Byłam wychowana religijnie, bo na wsi ksiądz cały czas opowiadał o tych diabłach, jak będą nas w smole smażyć, jak ten pan Bóg karze za wszystko. Więc nie lubiłam pana Boga, bo był taki groźny. Lubiło się Jezuska i Anioła Stróża - wspomina aktorka.

Jednak z czasem i to się zmieniło. A szczególną niechęcią Szaflarska zapałała do urzędników pana Boga. - Plułam przez lewe ramię, kiedy na ulicy mijałam księdza lub siostrę zakonną - przyznaje. Wiarę traciła stopniowo, zaczynając od obojętności wobec praktyk i ceremonii religijnych, a kończąc na jawnej wrogości. Kiedy w 1941 roku brała ślub z Janem Ekierem, nie zgodziła się wyspowiadać. Przyszły mąż nalegał, ale ona pozostała niewzruszona. W końcu ksiądz znalazł rozwiązanie i udzielił parze sakramentu... dla konających, gdzie spowiedź nie obowiązuje.

Pierwsze małżeństwo wkrótce po wojnie się rozpadło, również drugi związek ze spikerem radiowym Januszem Kilańskim nie przetrwał próby czasu. Relacje Szaflarskiej z innymi mężczyznami były już niezalegalizowane, ale tym aktorka się nie martwiła. Sakrament małżeństwa nie miał dla niej znaczenia. Swojej drugiej córki nawet nie ochrzciła.

Wszystko zmieniło się, gdy była już po 60. Kiedy wybuchł stan wojenny, Danuta Szaflarska zaangażowała się w działalność opozycyjną i pojawiała na procesach politycznych jako świadek. Tam poznała księdza Jerzego Popiełuszkę. Zachwycił ją tym, że w ogóle nie przypominał księży, jakich znała. Był wesołym i ciepłym człowiekiem, nie miał w sobie nic z surowego kapłana, którego obraz zapamiętała z dzieciństwa.

Od słowa do słowa zaprzyjaźnili się. Kiedyś zapytał ją, czy przeczytałaby wiersz w kościele św. Stanisława Kostki, gdzie odprawiał msze za ojczyznę. Zgodziła się, ale wcale nie z powodu nagłego wybuchu pobożności. - Jeszcze wtedy się nie nawróciłam. Zresztą od samego początku mówiłam księdzu Jerzemu, że jestem niewierząca i żeby mnie nie nawracał, jak przyjdę, to wyłącznie z pobudek politycznych, żeby zaprotestować przeciwko temu, co się wokół działo. I ksiądz okazał zrozumienie. Nie pytał, nie nagabywał, nie nakłaniał. Byłam tym bardzo poruszona - opowiada pani Danuta.

Zaczęła uczestniczyć w mszach świętych za ojczyznę. - Nawet nie wiem, w którym momencie poczułam siłę wspólnej modlitwy, i to było cudowne przeżycie. Właśnie na jednej z mszy doświadczyłam bliskości Boga. Tylko, kiedy ksiądz Jerzy zaproponował mi spowiedź, wahałam się. No bo jak to tak, po tylu latach?! Ale on tylko odrzekł, że to nie ma znaczenia, a nawet będzie łatwiej, bo hurtem - dodaje Szaflarska.

Spowiedź bardzo ją oczyściła. - Poczułam się lekko, jak nigdy wcześniej. To było tak, jakbym doznała wielkiego, oślepiającego objawienia. Wrócił mi wiarę. Nigdy słowem mnie nie nawracając - wyznaje ze wzruszeniem. Ksiądz Jerzy ochrzcił dorosłą już córkę aktorki i wnuka. A po swojej tragicznej i męczeńskiej śmierci nadal opiekuje się aktorką.

- Kiedyś dostałam zawału. Zawieźli mnie do szpitala. Sytuacja z każdą sekundą stawała się coraz groźniejsza. I pamiętam, że kiedy tak leżałam na stole operacyjnym, prawie już martwa, bo dostałam zapaści, naraz zobaczyłam księdza Popiełuszkę. Błagalnie poprosiłam, aby mi pomógł - wspomina. Wtedy na salę wszedł lekarz z zupełnie innego oddziału, którego w tym momencie w ogóle nie powinno tam być. I podał aktorce lek, ratując w ten sposób jej życie. - Jak tego lekarza już dużo później pytałam, skąd się wówczas wziął na sali operacyjnej, nie potrafił odpowiedzieć. Bo nikt go nie wołał... A ja wiem, że to ksiądz Popiełuszko sprowadził go na pomoc, żeby uratować mi życie - twierdzi pani Danuta.

Za drugim razem ksiądz Jerzy przyszedł aktorce z pomocą, kiedy napadło ją trzech bandytów. Tylko cudem uniknęła wtedy śmierci. Do dziś, zawsze, kiedy wsiada do samolotu, prosi księdza Jerzego: "Przyślij mi aniołki, niech podtrzymują skrzydła, byśmy nie spadli". I dziękuje mu za wszystkie wspaniałe role, które wciąż może grać. Wierzy, że to również jego zasługa.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje