Maria Magdalena PRL-u

Była skandalistką, odsądzanym od czci i wiary wampem. Dopiero po śmierci męża przyjęła chrzest i Boga.

Piękna, zmysłowa, uwodzicielska. Kalina Jędrusik (†60) w latach 60. i 70. była polską Marylin Monroe, a jej role i życie osobiste były przepełnione erotyzmem. Urokowi aktorki trudno było się oprzeć. Swego czasu przychodziły do telewizji listy od zaniepokojonych żon, żeby Jędrusik nie pokazywać, bo gorszy ich mężów.

Reklama

To dla niej pisarz Stanisław Dygat rozwiódł się z żoną i opuścił dziewięcioletnią córkę. Małżeństwo Dygata i Jędrusik było zgodne, choć niekonwencjonalne. "Staś wyłowił mnie z morza i byłam jego złotą rybką" - mawiała aktorka.

Po ślubie urodziła córeczkę, ale dziecko zmarło. Potem Jędrusik przeszła skomplikowaną operację, po której nie mogła mieć już dzieci. To na zawsze odbiło się na jej psychice.

Dom Dygatów stał się miejscem nieustających spotkań, bankietów, przyjęć zakrapianych alkoholem dla wielkiego grona przyjaciół-artystów. Duszą towarzystwa była Kalina. Nie robiła tajemnicy nawet przed mężem ze swoich romansów, m.in. z Jeremim Przyborą, Wojciechem Gąssowskim,Tadeuszem Plucińskim. Lubiła być w centrum, szokować, prowokować.

Jak wtedy, kiedy na wizji pokazała się z głęboko wyciętym dekoltem i krzyżem na długim łańcuszku. To tak rozwścieczyło Władysława Gomułkę, że rzucił w telewizor popielniczką.

Jej sposób życia zmienił się po śmierci Stanisława Dygata, który zmarł w 1978 roku. Aktorka bardzo to przeżyła. "Ta jawnogrzesznica się nawróciła. Była rozmodlona", wspomina Kazimierz Kutz, który właśnie Jędrusik wybrał na matkę chrzestną dla swojego dziecka. Z kolei Wiesława Czapińska tak mówi o nawróceniu gwiazdy: "To była już zupełnie inna Kalina. Zmieniła tryb życia, porzuciła hulanki, przestała topić smutki w alkoholu". Celebrowała sierpień jako miesiąc trzeźwości. Znajomi opowiadają anegdotę, że kiedyś nawet odmówiła Danielowi Olbrychskiemu korkociągu do wina.

W każdą rocznicę śmierci Dygata zamawiała mszę w intencji męża w kościele na Wiślanej. Po niej zapraszała przyjaciół na spotkania do domu, podczas których wspominano pisarza. Jego pokój pozostał taki, jaki był kiedy Dygat odszedł, w maszynie do pisania wciąż tkwiła kartka z jego ostatnimi słowami.

To tutaj aktorka zasiadała z zaprzyjaźnionym księdzem Kazimierzem Orzechowskim i spowiadała się. Jak mówił duchowny podczas jej pogrzebu: "Kajałaś się przed Bogiem, zanim czysta odważyłaś się przyjąć Go w komunii". I dalej: "Pod maską mistrzowskiego makijażu swym głosem namiętnym, w tajemniczych szeptach, a z niezwykłą ekspresją, jawiłaś się nam inną: opanowana erotyzmem, zamroczona alkoholem, łatwa kobieta. A przecież to nieprawda - to nie Kalina, to maska".

Słowa księdza potwierdza w rozmowie z "Dobrym Tygodniem" Aleksandra Wierzbicka, która była "przyszywaną" córką aktorki, a potem jej opiekunką aż do śmierci. - Zawsze była wierząca, choć do kościoła nie chodziła co niedzielę. Ważne były dla niej święta, pasterka, Boże Narodzenie, uroczystości narodowe, brała udział w nabożeństwach na Wybrzeżu podczas stanu wojennego. I zawsze w pielgrzymkach papieża. Jan Paweł II był dla niej wyjątkową postacią. Bardzo uważnie słuchała tego, co mówił. Lubiła na niego patrzeć, wtedy czuła, jakby ją błogosławił i wszystkie problemy znikały - wspomina.

Aktorka spotkała się z papieżem podczas pielgrzymki do Watykanu zorganizowanej przez Kościół Środowisk Twórczych. Z Rzymu przywiozła zdjęcia Ojca Świętego, które traktowała szczególnie. Do swoich fotografii podchodziła niedbale, ale wspólne zdjęcie z papieżem oprawiła w ramkę i powiesiła w sypialni. Podobnym szacunkiem darzyła kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Boga sławiła jednak zgodnie z własnym temperamentem. Podczas mszy świętej lubiła śpiewać głośno, poruszając biodrami i klaszcząc. Jej ulubioną pieśnią było "My chcemy Boga".

Zapytana, jakie było jej życie, powiedziała: "Właściwie były w moim życiu same cudowne chwile. Nie należy sycić i karmić siebie goryczą. Trzeba umieć darować codziennie różne rzeczy niesprawiedliwe. A poza tym trzeba być - i to wydaje mi się najpiękniejsze, najmądrzejsze - chrześcijaninem."

Ksiądz Kazimierz Orzechowski tak zakończył mowę nad jej grobem w 1991 roku: "Magdaleny rodzą się zawsze. Może twój życiorys nie nadaje się do opowiadania dzieciom, ale możesz powiedzieć słowami Edith Piaf: «Jeśli ktoś jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jeśli ktoś nigdy nie kochał, niech zmówi za mnie pacierz»".


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje