Michał Piróg: Geje nie są fajniejsi

Napisał autobiografię i wywołał panikę w polskim show-biznesie. Michał Piróg, najbardziej znany gej w Polsce, zdradził w książce dużo. Ale nam... jeszcze więcej!

Dlaczego uważasz, że każdy musi otwarcie mówić o swojej orientacji seksualnej? Może niektórzy uważają, że to zbyt intymne?

Reklama

Ja rozumiem osoby, które ze strachu przed wykluczeniem wybrały taką drogę. Nie zgadzam się natomiast na to, by osoby publiczne żyły w zakłamaniu i jeszcze dodatkowo atakowały ludzi, którzy zdecydowali się wybrać inną drogę. Taki atak służy odwracaniu uwagi od siebie. W ten sposób ci ludzie stają się homofobami. Można to porównać tylko do sprzedania własnej rodziny.

Ostatnio sam wywołałeś do tablicy osoby o znanych nazwiskach, m.in. Kubę Wojewódzkiego i Tomasza Kammela. Nie sądzę, aby byli z tego powodu zadowoleni.

Ja nikogo nie wywołałem. Rozmowa, którą przeprowadziła ze mną dziennikarka, od początku była prowadzona w kierunku plotkarskim. To mnie bardzo zaskoczyło. Odpowiedziałem, że wszystko w Polsce jest "podobno". To są plotki. Jeśli ktoś będzie chciał, to napisze, że mój dziadek był esesmanem. Ja słyszałem takie plotki o każdej znanej osobie i na własny temat też.

Wiesz jednak o tym, że czasami trudno jest się przyznać do homoseksualizmu nawet przed samym sobą.

Ale w pewnym momencie trzeba wykazać się odwagą. Życie w zakłamaniu to jest spirala, która sama się nakręca. Na początku jesteś w niej tylko sam ze sobą i boisz się, że tego nie udźwigniesz. Później, jeśli na siłę starasz się być kimś innym, dochodzi żona lub mąż, a także dzieci. W efekcie narażasz inne osoby na większe cierpienie, tylko dlatego, że się boisz. Jeśli w końcu prawda wyjdzie na jaw, dla małżonka skończy się to szokiem, a dzieci mogą być narażone na ostracyzm w szkole. Ale najgorsze jest to, że ludzie świadomie decydują się na życie w kłamstwie. 

Może czasami tak jest lepiej?

Są oczywiście sytuacje aranżowane. Czyli para umawia się, że będzie tworzyła fikcyjny związek i ja się do takich układów nie mieszam. To są ich wybory.

Tobie było łatwiej, bo zawsze miałeś bezgraniczne wsparcie mamy.

Mama zawsze była bardzo ważną postacią w moim życiu, oczywiście nie umniejszając tacie. Z nią jednak miałem najlepszy kontakt. To jest bardzo ważne, bo wiele problemów, z którymi później borykamy się w dorosłym życiu, wynikają z sytuacji rodzinnej. Ważna jest świadomość, że ma się dokąd wrócić. Ale ja też nie miałem pewności, jak zareagują rodzice, kiedy dowiedzą się o mojej orientacji.

Twoja mama została postawiona przed faktem, gdy nakryła cię z chłopakiem w pokoju.

Tak, wtedy to już nie było żadnych wątpliwości. Ale wcześniej, mimo że docierały do niej różne sygnały, pewnie miała nadzieję, że tak nie jest.

Dlaczego "miała nadzieję"?

Każda matka wypiera myśl, że jej syn może być gejem, bo uważa, że będzie mu trudniej w życiu. Kiedy jednak dociera do niej, że już nic się nie zmieni, wywołuje to wiele pytań. Moi rodzice pochodzą jeszcze z pokolenia, które uważa, że przyznanie się do pewnych rzeczy traktowanych jako tabu może spowodować załamanie kariery i wykluczenie ze społeczeństwa. Ale mam wrażenie, że dzisiaj ten problem jest o wiele mniejszy.

Sam też byłeś oskarżany o nietolerancję. Na przykład wobec Marty Grycan i jej córek. 

Nie chodziło mi akurat o Grycanki, ale o promowanie haseł "otyłość jest fajna", "osoby otyłe są fajniejsze". Jest to dla mnie nie do przyjęcia, bowiem ludzie otyli również borykają się z problemem wykluczenia na całym świecie. Ja nie powiedziałem zresztą, że otyłość jest czymś złym. Chciałem jedynie zaznaczyć, że nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to jest lepszy model życia. To dokładnie tak, jakbym zaczął chodzić po programach i mówił: "Nieważne, że jesteś heteroseksualny, teraz zacznij uprawiać seks jednopłciowy, bo homoseksualiści są fajniejsi". A geje nie są fajniejsi, ale nie są też gorsi.

Ostatnio coraz częściej mówisz jak polityk...

Ja się przed polityką bronię już od kilku sezonów. To prawda, dostałem już propozycje współpracy, a jedyną partią, która jest dla mnie godna rozważenia, jest SLD. Ale nie chcę zostać marionetką ani małpką w strukturach polityki. Lepszym rozwiązaniem na emeryturę jest dla mnie mała chatka czy gastronomia gdzieś w ciepłym miejscu na świecie. W Polsce jest zdecydowanie za zimno. 

Może trzeba będzie wyjechać. Rośnie liczba obrażonych na ciebie osób. Cezary Pazura nazwał cię nawet tancerzem, którego nikt nie widział tańczącego...

Bardzo mnie cieszy, że Cezary Pazura powtarza zasłyszany żart, tym bardziej że jego autorem jest mój przyjaciel. Jest mi tylko przykro, że używa go jako własnego skeczu, który zresztą znalazł się w jego kabarecie. Ale jest to bardzo fajny żart, szkoda, że sam na niego nie wpadł.

Pojawiasz się w programie "Świat się kręci" w TVP, dostałeś też propozycję z "Tańca z gwiazdami". TVN nie ma ci już nic do zaoferowania?

Od kilku lat prowadziłem rozmowy z TVN-em, że bardzo bym chciał iść w innym kierunku niż dotychczas. Wtedy rzeczywiście dostałem propozycję z Polsatu. Ale przejście z rozrywki do rozrywki w ogóle mnie nie interesowało. Podjęliśmy więc decyzję, że na razie mnie "wyciszamy" i zaczynamy pracę nad czymś poważniejszym. Dzięki temu miałem też czas na napisanie książki. Nie jest oczywiście wykluczone, że ta rozrywka jeszcze się nie pojawi w moim życiu. Być może wróci "You Can Dance" lub "Top Model". Obecnie przygotowuję się do dokumentu o Moskwie. Mam nadzieję, że uda nam się go zrealizować, bo sytuacja w Rosji zrobiła się niepewna.

Słyszałeś opinię, że silną pozycję w telewizji zawdzięczasz temu, że jesteś gejem i Żydem?

Pracowałem w telewizji co najmniej dwa lata przed swoim coming outem. Kiedy wyszło to, co wyszło, stacja miała duże obiekcje, czy powinienem o tym komunikować. A kiedy jeszcze doszło do tego, że rok później przyznałem się do żydowskiego pochodzenia, Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN, bał się, że zostanie to odebrane jako próba podtrzymania atrakcyjności show. Oczywiście ta decyzja mogła zakończyć moją karierę w telewizji lub po prostu mogłem po wyjściu ze studia dostać w głowę butelką. Takie opcje także rozważałem.

Nadal zdarzają ci się rajdy po knajpach?

Lubię to. Jestem osobą bardzo towarzyską. Chociaż nie imprezuję już tak często, jak jeszcze niedawno. Zdarzało mi się balować przez siedem dni w tygodniu, a rano "odpalać wrotki" i jechać na ósmą do pracy. Może zmieniło się to z racji wieku? Olbrzymi wpływ ma mój nowy sposób żywienia. Od niedawna bowiem przeszedłem na weganizm i wyeliminowałem gluten. Teraz zdarza się, że już po trzecim drinku kończy się mój wieczór.

Czułeś kiedykolwiek, że za dużo pijesz?

Często słyszę, że wyglądam na wczorajszego lub coś w tym stylu. Tyle że wciąż zdarzają mi się wieczory, kiedy kończę pracę nad ranem (Michał bywa też DJ-em, przyp. red.), na przykład o 7.40, a godzinę później jadę do telewizji. To ja się pytam, jak mam wyglądać?

Podobno niedawno rozstałeś się z partnerem, stylistą, który rzekomo nie wytrzymał zamieszania wokół twojej autobiografii i twojej przesadnej szczerości...

Podobno, podobno... Czy wokół tego słowa kręci się obecnie świat? Od prawie roku jestem singlem, więc to "podobno" jest wyssane z palca jak, podejrzewam, 80 procent innych. Mam kogoś na oku. To jest chyba najdłuższe obwąchiwanie w moim życiu, ale mnie się nie spieszy. Może coś z tego będzie, może nie. Życie pokaże. Mam czas.

Tekst: Oskar Maya

Dowiedz się więcej na temat: Michał Piróg

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje