Miłość lubi przeciwieństwa

Różnią ich pasje, temperament oraz charakter, a mimo to świetnie do siebie pasują. Oboje są znani i lubiani przez widzów, otrzymują też ciągle nowe zawodowe propozycje. I na szczęście nie muszą wybierać: miłość, dzieci czy kariera. Bo mają wszystko.

Ewa i Marek Bukowscy to obecnie bardzo medialne nazwiska. Mimo że nie bywacie na salonach, nie opowiadacie o prywatnych sprawach. Odczuwacie tę popularność?

Reklama

Marek Bukowski: - Kiedyś byłem rozpoznawany, ale rzadko kojarzono mnie z konkretnym tytułem. Raczej było to na zasadzie "skądś znam tego pana...". Sprzedawczyni w sklepie mówiła: "O, to ten pan, co w ubiegłym tygodniu przywoził wodę mineralną", a w aptece słyszałem: "Pan przywiezie więcej tych witamin w przyszłym tygodniu...". A więc kojarzyli, ale nie wiedzieli skąd. Jednak gdy rok temu wyjechaliśmy z Ewą do Zakopanego, przekonałem się, że krzywa popularności poszła w górę. Teraz jest prawie stuprocentowa: jestem albo doktorem Gawryło albo ojcem Igora, itd.

Ewa Bukowska: - U mnie to samo. Za sprawą "Galerii" od kilku miesięcy jestem w telewizji prawie codziennie. Wcześniej mi się nie zdarzyło, bo w takiej skali nie grałam nigdy w serialu. Teraz ludzie kojarzą mnie bezbłędnie jako serialową Laurę. Może dlatego, że gram dość charakterystyczną postać.

A kojarzą was jako parę?

MB: - Jesteśmy razem już szmat czasu, więc myślę, że dla każdego, kto trochę interesuje się naszymi skromnymi osobami, jest jasne, że "chodzimy ze sobą".

Pani Ewa jest bardzo atrakcyjną kobietą, nie jest pan zazdrosny?

MB: - Baaardzo. Myślę, że zazdrość jest niesłusznie niedocenionym uczuciem, kojarzonym głównie negatywnie, a zapewniam panią, że może być bardzo stymulująca dla związku. Oczywiście w formie łagodnej, bez przegięć.

Pani też nie ma łatwo, Marek jest obecnie idolem kobiet. Wie pani, że ma wiele fanek?

EB: - Oczywiście, wiem o tym, jestem jedną z nich! I cieszę się, że Marek zechciał te parę lat spędzić właśnie ze mną. To prawdziwy zaszczyt (śmiech).

MB: - Ironia. Ewa, jak zawsze w piątki jest bardzo ironiczna (śmiech).

EB: - Uważam, że brakuje, nie tylko wśród aktorów, prawdziwych, charyzmatycznych mężczyzn. Marek, który jest wyjątkowy, realizuje takie potrzeby.

MB: - U boku tak wyjątkowej kobiety to banalnie proste.

Od wielu lat jesteście małżeństwem, od dawna razem także pracujecie, na przykład wspólnie piszecie scenariusze. Aktorstwo wam nie wystarcza?

MB: - To nas ratuje! Dzięki temu, że robimy różne rzeczy, jesteśmy bardziej stabilni emocjonalnie. Zdanie się tylko na aktorstwo może być wyjaławiające. Ale nie musi, oczywiście.

EB: - Aktorstwo może być też łatwe i przyjemne, a do tego dobrze płatne. Ten zawód ma jednak jedną zasadniczą wadę: w zasadzie nie masz wpływu na swój los, prawie wszystko jest kwestią przypadku, zbiegu okoliczności lub szczęścia.

MB: - Co oczywiście może być fascynujące, ta ciągła niepewność, chodzenie po kruchym lodzie. No, ale to raczej zabawa dla fanów sportów ekstremalnych.

Lubicie pracować razem?

EB: - Łatwiej mi pracować nad czymś z Markiem, niż gdy pracujemy oddzielnie. Szanuję jego poglądy, uzupełniamy się, a wzajemna ocena jest bardzo ważna.

Potraficie oddzielić czas pracy twórczej od domowego życia? Jednym słowem, czy przy śniadaniu czy popołudniowej kawie rozmawiacie o pracy?

EB: - Nie ma takich podziałów. Aktorstwo i inne zajęcia przebiegają równolegle z normalnym życiem. Rozdzielanie czasu, który spędzamy razem, na czas tylko dla rodziny, albo tylko dla pracy, byłoby sztuczne. Proporcje się zmieniają naturalnie, w zależności od okoliczności.

MB: - Zawsze wiele rzeczy robiliśmy wspólnie, nie tylko w branży aktorskiej. W przerwach, gdy nie pracowaliśmy w zawodzie, zajmowaliśmy się biznesem - też razem. 

Jaka to była działalność?

EB: - Firma związana była z mediami, produkowaliśmy, prowadziliśmy działania okołoreklamowe, zabiegaliśmy o zlecenia, pisaliśmy prezentacje itd.

Czyli potraficie poradzić sobie w różnych życiowych sytuacjach. Aktywni, pomysłowi, zaradni.

EB: - Dzięki temu sprawdziliśmy się w wielu trudnych, kryzysowych momentach. Ważne jest, aby się realizować, spełniać, nieważne w jakich dziedzinach. Lekarz czy krawcowa też - jak wiadomo - mogą być artystami. Podobnie jak każdy jest "piękny" - czyli interesujący w jakiś sposób.

MB: - Ewa ma coś, czego cały czas się od niej uczę - ogromną ciekawość ludzi, potrafi słuchać, ale też trudno jej złapać mocny kontakt od pierwszej chwili. U mnie odwrotnie - jestem raczej odludkiem, ale mam łatwość w codziennych relacjach.

Mieliście kiedykolwiek chwilę zwątpienia w aktorstwo, myśl, że już więcej nic nie zagracie?

MB: - Nigdy, bo zawsze traktowaliśmy ten zawód z właściwym dystansem. Angażuj się w konkretne zadanie, a nie w to, żeby za wszelką cenę grać - ta robota nie lubi presji. Dokładnie tam, gdzie pojawia się presja, kończy się aktorstwo.

Rzadko pojawiacie się państwo publicznie. Dlaczego?

MB: - Z wielu powodów mamy dużo pracy, dwójkę dzieci, rodziców w takim wieku, że trzeba się nimi zajmować. Czas wolny wolimy poświęcić rodzinie i byciu ze sobą. Ale też bez przesady, od czasu do czasu wychodzimy. Choć rzeczywiście, niekoniecznie uważamy, że ciekawy film trzeba zobaczyć na uroczystej premierze.

EB: - Nie mamy nic przeciwko bywaniu, byle nie za często. Nie można widzów zamęczyć swoją osobą, to byłoby niestosowne (śmiech).

Gdybyście mieli do wyboru: pójście na pokaz mody znanego projektanta, premierę w teatrze lub premierę filmową, co wybierzecie?

EB: - Wszystko zależy od tego, jaki film, jaki reżyser, jaki spektakl. Moda na końcu, co nie znaczy, że na ciekawy pokaz bym nie poszła. Marek: - Na pewno nie premiera teatralna, przykro mi - teatr to nie moja bajka. Wybrałbym film, uwielbiam kino.

Pasją pana Marka jest tenis. Czy pani również ma jakieś pasje sportowe?

EB: - Mam sportowców w domu, więc w sposób naturalny sportem się interesuję. Starszy syn jest zawodowym sportowcem, młodszy ma piłki w każdym kącie mieszkania, Marek uprawia tenis. Moją pasją jest taniec. Ale nie pod wpływem mody na taniec, jaka panuje obecnie, bo ja tańczę od zawsze. Uprawiam każdy taniec, ale teraz tańczę latynoskie rytmy. Pozdrawiam bardzo mojego nauczyciela, Piotrka.

MB: - Ewa prawie tak dobrze tańczy, jak ja gram w tenisa. (śmiech).

EB: - Odwrotnie. Marek prawie tak dobrze gra, jak ja tańczę. U mnie to jest naturalne. A on musiał się nauczyć. (śmiech).

MB: - Jeden zero dla Ciebie.

Czy pan także tańczy, a pani gra w tenisa?

MB: - Ja nie tańczę w ogóle, tańczący mężczyźni budzą mój niesmak. No, chyba że tango. Ale Ewa ma niezły backhand.

Macie państwo dwóch synów. Jacy oni są?

MB: - Starszy, Marcin ma 19 lat. W tym roku zdał maturę polską i angielską i ruszył w świat. Marcin gra w tenisa. Do tej pory to było młodzieńcze granie, a teraz zaczyna się na poważnie. Młodszy ma lat 7. Na razie jest pisklakiem i jeszcze zostaje z nami. Synowie są fajni, trzymają się razem. Staramy się im poświęcać jak najwięcej czasu.

EB: - Marcin jest bardzo ciekawym człowiekiem, zaskakuje nas. Ostatnio założył bloga po polsku i angielsku, gdzie tłumaczy teksty piosenek. Jest też trochę o sporcie i na inne tematy interesujące młodych ludzi.

MB: - Wyjechał z domu, gdy miał 14 lat - do Hiszpanii. Tam sam się uczył, w Polsce zdawał tylko egzaminy i zaliczał kolejne lata szkolne. Przeszedł twardą szkołę, dzięki temu jest bardzo zdyscyplinowany i samodzielny.

Drugi syn też ma swoje sportowe pasje?

EB: - Oni są skrajnie różni, dokładnie tak jak ja i Marek.

Czy to jest ten klucz do sukcesu waszego udanego małżeństwa?

EB: - Mamy różne pasje, zupełnie różne charaktery. To fakt.

Co zaprząta was obecnie? Czyli jakie macie państwo plany zawodowe?

MB: - Gram w dwóch serialach "Hotel 52" oraz "Na dobre i na złe". Zacząłem też zdjęcia do kolejnego serialu sensacyjnego "Na krawędzi" - premiera już jesienią w Polsacie. To bardzo ciekawy projekt. Już dziś mogę z czystym su mieniem zaprosić Czytelników "Tele Tygodnia" do oglądania. Zagram tam policjanta, szefa grupy specjalnej. W lipcu natomiast będzie film Ewy, główna rola w niezależnej produkcji i być może jeszcze fabuła, ale to zależy od ostatecznej wersji scenariusza. Jest też wiele pozaaktorskich rzeczy, które powoli się wykluwają.

EB: - Dostałam trzy poważne propozycje aktorskie. Jedna z nich to rola w znanym widzom, bardzo prestiżowym serialu, druga w nowym projekcie telewizji publicznej, i trzecia też fajna - w popularnym i lubianym tytule ale szczegółów nie chcę na razie zdradzać. Poza tym wkrótce zadebiutuję jako reżyser filmu fabularnego realizowanego przez studio Munka. Film zatytułowany jest "Powrót". Scenariusz, mojego autorstwa, opowiada o żołnierzu powracającym z Afganistanu, o jego traumie i trudnościach z odnalezieniem się w rzeczywistości po powrocie. W filmie główne rolę zagrają znani i świetni aktorzy: Agata Buzek, Krzysztof Stroiński i... Marek Bukowski.

Edyta Karczewska - Madej

Dowiedz się więcej na temat: Bukowski Marek | Ewa Bukowska | Hotel 52

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje