Miłość to najlepsze źródło... witamin

Często mówi, że nic nie spada z nieba. Nawet nad wielką miłością trzeba codziennie pracować. A wtedy szczęście przyjdzie samo.

Nigdy nie miała dylematu: kariera czy rodzina. Być może dlatego obie te rzeczy się jej udały. A szczęście towarzyszyło jej od początku. W 1971 roku młodziutka Bożena Dykiel (62) ukończyła warszawską szkołę teatralną i zagrała u Andrzeja Wajdy w Weselu. Kolejna rola w Ziemi obiecanej sprawiła, że już nigdy nie musiała zabiegać o pracę. Od tej pory jest jedną z najbardziej charakterystycznych i lubianych polskich aktorek.

Reklama

Reżyserzy zabiegają o nią do dziś. Jej energią można obdzielić kilka kobiet, ale ona uważa, że trzeba być aktywną, bo nic samo nie spada z nieba. Zawsze ciężko pracowała na swój sukces zawodowy, ale równie poważnie podchodziła do życia prywatnego. Gdy jej studencka miłość do aktora Krzysztofa Wakulińskiego nie przetrwała próby czasu, była przez kilka lat samotna. Pochłonęła ją praca. Rano kręciła film, wieczorem grała w teatrze, a po drodze uczyła się roli do Teatru Telewizji. Nie szukała romansów, tylko czekała na tego jedynego. Już w młodości nie interesowały jej żadne chwilowe uniesienia miłosne. Była poważna, dojrzała i długo szukała swojej drugiej połówki.

Poznała ją w 1976 roku na planie polsko-japońskiego filmu Ognie są jeszcze żywe, w którym zagrała jedną z głównych ról. Ryszard Kirejczyk, prawnik z wykształcenia, był tam kierownikiem produkcji.

Obyło się bez burz i trzęsień ziemi

Zdjęcia kręcono w romantycznej dzielnicy Montmartre w Paryżu. Były więc spacery i czerwone wino przy świecach.

- Gdy poznałam mojego Rysia od razu poczułam, że mogłabym mieć z nim dom i dzieci - opowiada pani Bożena. Po pół roku znajomości zamieszkali razem, a po dwóch latach zaczęli starać się o dziecko.

- Bo ono jest najważniejsze na świecie. A jeśli rodzice są ze sobą przez całe życie, dzieci są inaczej wychowywane - opowiada dziś o początkach małżeństwa.

Dochowali się dwóch córek: Marysi (32) i Zosi (27). Pani Bożena, mimo że była mamą aktywną zawodowo, zawsze dbała, by dziewczynki wzięły do szkoły przygotowane przez nią kanapki.

Po latach mieszkania w bloku miała dość zimnych kaloryferów, braku wody i miejsca do parkowania. Wtedy postanowiła wybudować wymarzony dom i być samowystarczalna. Gdy rodzinie zabrakło pieniędzy na to przedsięwzięcie, zajęła się biznesem. W centrum budownictwa prowadziła swój pawilon z armaturą łazienkową.

Dała radę, wszak mówią o niej "baba pistolet". Ale to określenie nie oddaje jej charakteru w całości, bo pani Bożena była od zawsze za tradycyjnym podziałem ról w rodzinie. Po dwóch latach firmę przejął mąż, by ona mogła wrócić do ukochanego zawodu. Wymarzony dom, szeregowiec na warszawskim Żoliborzu w końcu stanął. Po latach zamienili go na willę w podwarszawskim Izabelinie, położoną na skraju Puszczy Kampinoskiej. Obydwoje kochają spędzać tam razem czas, zwłaszcza, że córki się już usamodzielniły. Maria jest dziennikarką, a Zosia biotechnologiem i mieszka na stałe w Niemczech.

Pani Bożena uważa, że szczęście sprzyjało jej też w życiu prywatnym. Bo w jej małżeństwie nie było ani burz, ani trzęsień ziemi.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje