"Moherowe" babcie cię zaskoczą

Idealne zajęcie dla starszej pani - emerytki? Według Anny Fryczkowskiej, autorki powieści kryminalnej "Starsza pani wnika", rozwiązywanie detektywistycznych zagadek.

Skąd pomysł na to, by bohaterką uczynić starszą panią?

Reklama

Anna Fryczkowska: - Starsze kobiety są niewidzialne. Przemykają bokiem, mówią cichymi głosami, czasem tylko  ktoś ustąpi im miejsca w autobusie. Rzadko się ich słucha, rzadko z nimi rozmawia, a nawet jeśli, to rzadko bierze się pod uwagę ich poglądy. Bycie niewidzialną musi być strasznie irytujące, może się stać jednak wielkim atutem. Zastanówmy się, w jakim zawodzie warto być niewidzialnym? Kimś niepozornym, kto bez trudu wtopi się w każde środowisko, przy kim nikt nie boi się ujawnić swego prawdziwego oblicza? Cóż, jeśli się nad tym zastanowić, starsza pani to idealna kandydatka na prywatną detektyw.

Pani bohaterka Halina ma wspaniałą  poprzedniczkę - wymyśloną przez Agatę Christie pannę Marple. Panna Marple mawiała: "Młodzi myślą, że starsi są głupi, ale starzy wiedzą, że to młodzi są głupi". Bohaterki książki "Starsza pani wnika" - starsze panie właśnie, biorą sprawy w swoje ręce. Młody detektyw Jaro bez pomocy babci nie potrafiłby rozwiązać najprostszej sprawy. Taka jest pani diagnoza pokoleniowa?

- Nie siliłam się na wystawianie diagnoz pokoleniowych, ja po prostu opisałam ciekawą historię o kilku silnych kobietach i jednym słabym mężczyźnie. Jaro ma okazję dojrzeć, zwłaszcza gdy wyprowadzi się z domu. Jego babka ma okazję pozwolić mu na to. Śledztwo jest dla obojga szansą na emancypację, na inne rozłożenie akcentów w ich stosunkach.  "Starsza pani wnika" od początku miała być nie tylko kryminałem, ale również powieścią o dojrzewaniu - starszej kobiety do samotności; młodego mężczyzny do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie.

- Przy okazji śledztwa pokazuję też siłę kobiet, zwłaszcza tych starszych. W "Starszej pani" staram się łamać stereotyp ile wlezie. Moje "mohery" zaskoczą niejednego, jestem tego pewna.

Lubi pani pisać w kawiarniach, czerpie pani pomysły z tych miejsc?

- Wysysam je z filiżanki espresso.  A tak poważnie: w kawiarni nikt mi głowy nie zawraca (poza nadgorliwymi kelnerami, ale takie lokale omijam), a w domu zawsze jest coś do zrobienia. A cudze rozmowy podsłuchuję wszędzie, nie tylko w kawiarniach. To moje nieustające źródło inspiracji.  

Lektura książki "Starsza pani wnika" to przednia zabawa, ale kiedy śmiech już wybrzmi, pozostajemy z gorzką diagnozą społeczną - przestępca w gruncie rzeczy jest ofiarą braku miłości i zainteresowania. Zło nie jest tu wyrafinowane.

- Pytanie: dlaczego ktoś zabija, jest dla mnie chyba najważniejszym pytaniem w powieści kryminalnej. Zło miewa swoje przyczyny, mniej lub bardziej fascynujące, co jednak wcale go nie usprawiedliwia. Gdyby każda ofiara braku zainteresowania i miłości zabijała, świat by nam się szybko wyludnił.

Zbrodnia z miłości i zemsty to historia stara jak świat, ale pod pani piórem nabrała zupełnie nowego znaczenia... Bawiła się pani dobrze pisząc "Starszą panią"?

- Wolę, by bawili się moi czytelnicy. Pisanie powieści to raczej praca niż zabawa, ale lubię to, co robię. Moje dzieci czasem jęczą: mamo, nie bądź tak potwornie ironiczna. Ironia to moja broń przeciwko światu. W powieści mogę być ironiczna ile chcę.

Kryminały przeżyły w ostatnich latach nobilitację. Do czytania tego rodzaju powieści przyznają się nie tylko mole książkowe, ale także intelektualiści, profesorowie uniwersyteccy. Skąd, pani zdaniem,  ten awans powieści kryminalnych?

- Jeszcze jakiś czas temu kryminały przypominały rebusy: dajemy ci wszystkie dane, znajdź mordercę. Teraz okazało się, że w ramach gatunku pomieści się mnóstwo innych rzeczy. Odnowę gatunku przypisuję Skandynawom, którzy dokonują cudów z literaturą popularną. Potrafią w niej mnóstwo zawrzeć:  i ciekawe diagnozy społeczne, i poglądy na zmienność świata, na emancypację kobiet, na historię, dawne wierzenia. A wszystko opisane znakomitymi piórami. Potem pojawił się Marek Krajewski z jego nowatorskim spojrzeniem na historię międzywojnia w kryminałach o Breslau. Literatura kryminalna przestała być zbiorem mało skomplikowanych zagadek z uproszczoną schematyczną fabułą, lecz oznacza pełnokrwiste powieści z wątkiem dotyczącym zabójstwa i śledztwa.

Kto jest pani mistrzem gatunku?

- Lubię Karin Fossum, za jej ukryte, kłębiące się emocje, Henninga Mankella za to, że tak niewiele u niego kryminału w kryminale, a tak dużo dookoła, Asę Larsson, za klimat i dziwaczną bohaterkę w wiecznej depresji, Johana Theorina, za to, że w mistrzowski sposób pisze o starych ludziach i pustkowiach,  Yrsę Sigurdardottir za gęstą akcję, Denise Minę za pozornie słabą bohaterkę zawsze samą przeciwko światu. Ale już chyba najbardziej kocham Borysa Akunina za to, że każda książka jest u niego inna, za to, że tak mistrzowsko żongluje stylami, za dowcip i ironię, za barwnych bohaterów, za przewrotne pomysły. Jedyny ból z Akuninem jest taki, że przeczytałam już wszystko, co napisał.

Czyta pani kryminały koleżanek?

- Oczywiście. Kolegów również. Czytam w ogóle mnóstwo, a kryminałów dziesiątki. Z polskich kryminałopisarek najbardziej lubię Joannę Jodełkę, z jej niezwykła stylistyką, Gaję Grzegorzewską z jej odwołaniami do klasycznych powieści kryminalnych. Mam wrażenie, że ostatnio pojawiło się mnóstwo świetnych polskich autorek, słyszałam dużo dobrego o Annie Klejzerowicz, kilka kryminałopisarek zjednoczyło się nawet pod nazwą Mordercze siostrzyczki, mam wiele radości z nadrabiania braków w tych lekturach.

Typ literatury, w którą wpisuje się pani powieść nazywa się literaturą kobiecą, kobiecym kryminałem. Co to dla pani oznacza?

- Nie mam pojęcia, co oznacza pojęcie "kobiecy kryminał". Czy chodzi o to, że autorką jest kobieta? W takim razie kryminały pisane przez mężczyzn powinniśmy analogicznie nazywać męskimi kryminałami. Nikt się jednak w to nie bawi.

- A może chodzi o to, że niektórymi bohaterkami moich książek są kobiety? W takim razie powieści Agaty Christie o Pannie Marple byłyby kryminałami kobiecymi, a te o Herkulesie Poirot - kryminałami męskimi?  A co począć z Mankellem piszącym o policjantce Lindzie Wallander, z Aleksandrem McCall Smithem piszącym o Mmie Ramotswe czy ze Stiegiem Larssonem piszącym o Liz Salander? Kobiece to kryminały czy męskie?

- Dzielenie literatury na płci to przedziwna klasyfikacja. Bo też nie mam pojęcia, jak należałoby sprawdzać płeć kryminału. Najprościej pewnie kazać mu się rozebrać do naga. A potem już łatwo: kobiecy na lewo, męski na prawo, jak w szatni na basenie. Tylko czemu miałby służyć taki podział?

Rozmawiała Anna Piątkowska


Weź udział w konkursie i wygraj książkę "Starsza pani wnika"

Dowiedz się więcej na temat: kryminały | książki | agata christie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje