Monica Bellucci twierdzi, że jest "kobietą", a nie "dziewczyną" Bonda

50-letnia aktorka wystąpi w nowym filmie "Spectre" i będzie najstarszą aktorką, która wcieli się w rolę kochanki Jamesa Bonda (Daniel Craig, 47 l.). Jednak Monica nie chce być postrzegana jedynie jako kolejna dziewczyna Bonda.

W rozmowie z gazetą "The Guardian" powiedziała: - Nie mogę powiedzieć, że jestem dziewczyną Bonda, ponieważ jestem na to zbyt dojrzała. Lepiej brzmi: kobieta Bonda. Jestem dumna, że mogę wcielić się w tę rolę, ponieważ Bond jest najbardziej niezwykłym facetem. Wiecie dlaczego? Ponieważ nie istnieje naprawdę.

Monica pochwaliła również reżysera Sama Mendesa za obsadzenie jej w tej roli.

Powiedziała - Mężczyźni zdominowali świat dziennikarstwa, aktorstwa, reżyserii, bankowości, finansów, edukacji. Wszystkie prawa ustanawiane są przez mężczyzn. Mężczyźni uważają, że kobiety stają się stare, gdy nie mogą już rodzić dzieci. To nieprawda - nadal są niesamowite! Dlatego też uważam, że Sam Mendes dokonał ogromnej rewolucji, przydzielając tę rolę mnie, czyli dojrzałej kobiecie.

- Nie znam zbyt dobrze Hollywood. Nigdy nie mieszkałam w Los Angeles czy Nowym Jorku. Jednak w Paryżu, gdzie mieszkam, zauważam, że aktorki takie jak Catherine Deneuve, Isabelle Huppert czy Charlotte Rampling nadal mają szansę grać seksowne kobiety, mimo iż nie mają już 20 lat.

Monica twierdzi, że nie martwi się przemijającą urodą, ponieważ ma do zaoferowania znacznie więcej.

Powiedziała: - Piękno jest jak maska, a ludzie myślą, że gdy jest się pięknym, to niektóre rzeczy w życiu przychodzą łatwiej. Ale mimo iż takie osoby mają takie same problemy jak inni, to przychodzi taki moment w życiu, gdy piękno zaczyna przemijać. Nawet jeśli mówimy sobie, że jesteśmy ładne, to mamy 50 lat, a nie 20. W pewnym momencie życia trzeba pogodzić się z tym, że czas płynie. Ja jestem na to gotowa.

Bang Showbiz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje