Monika Kuszyńska: Było bardzo źle. Moje życie straciło sens

Jej wybór na reprezentantkę Polski w Eurowizji wszystkich zaskoczył. Po wypadku sprzed 9 lat nie dawano jej szans na powrót do normalnego życia.

Monika Kuszyńska dostała tę propozycję pod koniec września zeszłego roku. - To oczywiście było tylko zaproszenie. Nie postawiono mnie przed faktem - zdradza. Decyzji nie podjęła jednak od razu. Dopiero po dłuższym zastanowieniu odpowiedziała, że z przyjemnością będzie reprezentować Polskę w Eurowizji. - Najpierw poczułam ogromne zaskoczenie. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Różne mogłam sobie wymyślać scenariusze, ale na pewno nie taki - wspomina. Kiedy otrząsnęła się z pierwszego szoku, przyszły obawy. - Czy to jest dla mnie odpowiednia propozycja? Czy Eurowizja jest miejscem dla mnie? Zazwyczaj mamy taki lęk. Tutaj też tak było. Entuzjazm pojawił się dopiero po pewnym czasie - opowiada. Piosenkarka w końcu uświadomiła sobie, że ta propozycja to olbrzymie wyróżnienie. Zrobiło jej się miło, że przedstawiciele telewizji odkryli w niej ten potencjał.

Reklama

Zaskakującą decyzję władze TVP ogłosiły w programie "Świat się kręci". "Hasło tegorocznego festiwalu Eurowizji brzmi "Budowanie mostów". Monika Kuszyńska potrafi wyrazić tę ideę nie tylko w muzyce - jest znakomitą wokalistką - ale także w swoim życiu. Potrafiła po dramatycznym wypadku wrócić do aktywności na estradzie, ale zaangażowała się też w działania społeczne" - tłumaczył prezes TVP Juliusz Braun. "Swoim przykładem i ciężką pracą pokazuje, że - nawet, gdy nie można stanąć na nogi w sensie dosłownym - można się jednak podnieść, osiągnąć sukces, a co więcej pomagać innym, którym podnieść się trudno. Monika Kuszyńska, występując przed wielomilionową widownią Eurowizji, będzie znakomitym ambasadorem Polski" - uzasadniał wybór.

Pani Monika traktuje konkurs Eurowizji jak kolejny ważny krok w życiu. - Jak patrzę na swoją historię już od kilku lat, to naprawdę jest to niesamowite w jaki sposób układa się moje życie. I że takie rzeczy się pojawią bez mojego większego zabiegania o nie. Mam zaufanie, że wszystko będzie się składać w piękną układankę. Eurowizja jest takim kolejnym klockiem w tej układance - tłumaczy nam.

Nie zawsze jednak patrzyła na świat tak optymistycznie. Po wypadku, kiedy jeszcze leżała bez nadziei na szpitalnym łóżku, myślała, że jej życie straciło sens. Było bardzo źle. Panią Monikę nachodziły okropne myśli. Bywało, że nie chciało się jej już żyć. Czy to się ma tak właśnie skończyć? Czy rzeczywiście ma już tylko cierpieć? W końcu zrozumiała, że tak nie musi, i przede wszystkim nie może, być.

Musiałam przekonać siebie samą, że to, co się wydarzyło jest tylko kolejnym rozdziałem. Musiałam być cierpliwa, bo zmiany na lepsze na pewno przyjdą. Musiałam zaufać, że moje życie nie jest przypadkowe. To było wyznanie do Boga, żeby mnie pokierował - przyznała. Od tego czasu zauważyła, że w jej życiu zaczęli się pojawiać ludzie mówiący jej kojące, leczące rzeczy. Każdego dnia podnosili ją bardziej na duchu.

Hasłem tegorocznego konkursu Eurowizja jest "Budowanie mostów". Dla artystki oznacza to pokonywanie wszelkich barier. - One najczęściej są w naszych głowach. Biorą się z lęków przed tym, czego nie znamy - opowiada. Te mosty najłatwiej zbudować miłością. Taką czystą, pozbawioną egoizmu. - Miłość załatwia każdą sprawę. Trzeba się jej tylko nauczyć, poznać czym jest. Wtedy nie mamy żadnych negatywnych emocji do drugiego człowieka, wyzbywamy się wszelkich uprzedzeń - przekonuje. Właśnie o takiej miłości mówi piosenka, którą zaśpiewa w Wiedniu. "In the Name Of Love" ("W imię miłości") to wspólne dzieło pani Moniki i jej męża Jakuba Raczyńskiego. Ona napisała słowa, on skomponował muzykę. - Dobrze dogadujemy się, pracując razem. Nagrywamy wspólnie od kilku lat. Lubię śpiewać piosenki Kuby. One mi leżą, są dobre dla mojego głosu. To nie bierze się znikąd, tworzy je przecież nasza relacja - zdradza.

Po ogłoszeniu decyzji TVP otrzymała mnóstwo gratulacji. To była niezliczona ilość telefonów, maili, SMS-ów z dobrymi życzeniami. Niestety, pojawiły się także głosy krytyki. Nawet takie, które zarzucały władzom telewizji, że wybierając panią Monikę chcą wzbudzić litość wśród jurorów i publiczności na Eurowizji. Piosenkarka nie zamierza się tym przejmować.

- Nie żyję tą dyskusją. Mam swoje zadanie do spełnienia. Chciałabym uzyskać jak najlepszy wynik. Wiem jednak, że to wszystko jest nieprzewidywalne. Poza tym to tylko konkurs piosenki, a nie sprawa życia i śmierci - uspokaja. Pani Monika podkreśla, że karmi się pozytywnymi emocjami. Skupia się na nich, a negatywne jej nie interesują. Na szczęście tych drugich jest tak mało, że łatwo o nich zapomnieć. Większość ludzi jest pod wrażeniem tego jak pani Monika poradziła sobie ze swoimi traumatycznymi przeżyciami. Zbudowała piękny most, którym wróciła do normalnego życia. I tym życiem cieszy się jak mało kto.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje