Musi się udać

Gra w Hollywood i otwarcie mówi: Polska to chyba dla mnie za mało. A jednak zrobiła wyjątek i wystąpiła w filmie Kochaj i tańcz.

Kiedy jechała do Ameryki, żeby uczyć się baletu, miała 15 lat. Zabrała baletki i worek mandarynek. Dziś Iza Miko ma 28 lat. Kupuje dom w Los Angeles, jest gwiazdą. Amerykański sen? Na pewno. Choć zanim się spełnił, mieszkała w Haarlemie i chodziła na spotkania Anonimowych Alkoholików, żeby załapać się na darmowy posiłek.

Reklama

W błękitnej walizce przywiozła 14 par butów. Nie była pewna, w których wystąpi na premierze komedii Kochaj i tańcz. W Hollywood przejście po czerwonym dywanie to dla Izy Miko rutyna. W Polsce przeżycie. Tym bardziej że po raz pierwszy zagrała u nas główną rolę.
- To wspaniała, ale raczej jednorazowa przygoda - mówi z uśmiechem. Za oceanem, dokąd wyjechała jako Iza Mikołajczak, spędziła całe dorosłe życie. Dla kariery w Hollywood skróciła nazwisko. Wie, że jeśli nie ma jej w Los Angeles, coś może ją ominąć. Dlatego zaraz wraca. Zagrała już w kilkunastu dobrych filmach. Czyta setkę scenariuszy miesięcznie, chodzi na castingi. Ostatnio trafiła na zdjęcia razem z Alem Pacino i Robertem De Niro. Przyznaje, Polska to dla niej za mało. Chce pokazać światu, na co ją stać.
Jaki paszport nosisz w torebce?
Iza Miko: Dwa. Jeden polski, drugi z napisem United States of America. Kilka tygodni temu po 13 latach starań wystąpiłam o amerykańskie obywatelstwo. Wreszcie mogę głosować!

Czym uwiodła Cię Ameryka?
Tym, że każdemu daje szansę. Masz talent, harujesz i nie poddajesz się, wygrywasz marzenia. Jestem podręcznikowym przypadkiem American Dream. Dziewczyna z Polski wynajmująca klitkę trafia na billboardy zakrywające całą elewację budynku.

I gra w kasowych przebojach.
13 lat temu pojechałam do Stanów, żeby tańczyć i pokazać, na co mnie stać, nauczycielkom z warszawskiej szkoły baletowej. Miałam 15 lat, za sobą upokorzenia ze szkoły w Polsce i nadzieję, że prawdziwą sztukę odkryję w Nowym Jorku. Nie myślałam o Hollywood i filmach. Wychowana przez rodziców aktorów na przedstawieniach i planach filmowych, uważałam aktorstwo za coś banalnego. Zdałam do szkoły baletowej. Podczas warsztatów tańca w Poznaniu nowojorski choreograf zaproponował: "Przyjedź na stypendium na Broadway. Jesteś dobra". Spakowałam puenty, odbitą na ksero mapę Nowego Jorku. Wcześniej modliłam się o wizę.

Puściłabyś córkę w tym wieku za ocean?
Rodzice wiedzieli, że dla mnie liczy się wyłącznie taniec. To był obłęd.

Dowiedz się więcej na temat: szkoły | marzenia | Los Angeles | rodzice | Hollywood | Iza Miko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje