Najpiękniejszy uśmiech zgasł

Kilka razy zmieniała scenariusze swojego życia. U szczytu popularności odeszła z zawodu i poświęciła się buddyzmowi. Żyła inaczej niż wszyscy, zawsze pod prąd.

Umierała z uśmiechem na ustach" - powiedziała Magdalena Wrotecka, przyjaciółka Małgorzaty Braunek (67†). Mimo wielkiego cierpienia - przeszła trzy operacje i kilka sesji chemioterapii, a jednocześnie zrezygnowała z przyjmowania leków przeciwbólowych - do ostatniej chwili zachowywała pogodę ducha.

Reklama

W przeciwieństwie do innych chorych na nowotwór, nigdy nie mówiła, że walczy z rakiem. Jak zdradził jej przyjaciel, Artur Cieślar, wolała myśleć, że "współpracuje z organizmem". Nietypowe? Z pewnością - tak jak wszystko, co robiła.

Niekonwencjonalne było już wychowanie, jakie odebrała. Mama Małgorzaty była, jak określiła ją sama aktorka, "walczącą protestantką", a tata katolikiem. Zapewne dlatego Braunek była tak otwarta na inne poglądy. I zapewne dlatego łatwiej jej było później podjąć decyzję o zmianie wyznania i przewartościowaniu całego życia. Zanim jednak do tego doszło, zdążyła się wyróżnić na wiele innych sposobów.

Przede wszystkim jako zdolna aktorka - Braunek to niezapomniana Izabela Łęcka z "Lalki" i Oleńka z "Potopu". Grała u najlepszych reżyserów: Kazimierza Kutza, Andrzeja Wajdy, Jerzego Hoffmana. W latach 70. była też ikoną mody. Kobiety pragnęły wyglądać jak ona - nosiły okulary "muchy" i lekko rozszerzane spodnie. A mężczyźni marzyli, by zdobyć jej serce. Jerzy Schejbal przyznał, że kochał się w Małgorzacie, ale ona wydawała się chłodna i niedostępna.

W tym czasie jej serce należało do ekscentrycznego reżysera Andrzeja Żuławskiego. Poznała go w wieku 24 lat. "Przyjechał z Paryża porsche, otaczała go atmosfera tajemniczości, był piękny. Nie sposób było się nie zakochać" - mówiła później. Szybko się pobrali, szybko doczekali się syna Xawerego, dziś znanego reżysera. Jednak małżeństwo nie przetrwało.

"Na dłuższą metę trudno jest żyć z Andrzejem. Wszystko musi być u niego emocjonalne, histeryczne, na najwyższych obrotach. Inaczej się nudzi" - tłumaczyła potem Braunek.

Kiedy Xawery miał cztery lata, aktorka zerwała z jego ojcem. Wkrótce wyszła za mąż po raz trzeci (wiążąc się z Żuławskim miała już za sobą krótkie małżeństwo z aktorem Januszem Guttnerem) - za Andrzeja Krajewskiego, tłumacza, buddystę.

"Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, poczułam, że tylko u jego boku odnajdę prawdziwe szczęście. Nie myliłam się..." - wyznała.

Ta miłość odmieniła jej życie, nie tylko prywatne - Małgorzata przestała grać w filmach. "Nikt nie dowierzał, że ona naprawdę to zrobiła. Zastanawiano się, że może po prostu nie dostaje propozycji" - opowiada Olgierd Łukaszewicz. Co działo się naprawdę?

Aktorka wyruszyła z nowym mężem w podróż po Azji. Postanowiła wtedy zostać buddystką i całkowicie poświęcić się nowej filozofii.

"W pewnym momencie życia poczułam się totalnie zdesperowana, jakbym stanęła pod ścianą. Pomyślałam wówczas, że nie ma dla mnie innego rozwiązania niż jakaś radykalna zmiana, taka o 180 stopni" - mówiła potem. Desperacja u uwielbianej aktorki?

To szokowało. Jednak Małgorzata czuła, że praca ją niszczy. Żyła pod presją - czekanie na kolejne oferty zawodowe było dla niej wyczerpujące.

Przerwanie kariery u szczytu popularności, by zostać nauczycielką zen, było najbardziej niestandardową decyzją artystki. Ale jej kolejne wybory życiowe też były niezwykłe. Braunek pozwoliła np. synowi Xaweremu, zbuntowanemu nastolatkowi, wyjechać do ojca, do Paryża.

"Pępowina została wcześnie przecięta" - przyznała potem. Następny nietypowy ruch to powrót do show-biznesu.

Pod koniec lat 90. aktorka znów zaczęła grać - najpierw niewielkie role serialowe, później wystąpiła w obsypanym nagrodami filmie "Tulipany" Jacka Borcucha. Od 2009 roku występowała w sadze "Nad rozlewiskiem".

Jerzy Schejbal, kolega z planu, szczególnie zapamiętał ostatnie dwa odcinki z jej udziałem. "To był czas, gdy jej choroba już postępowała. Małgosia miała fantastyczną perukę i potrafiła z tego żartować. Mówiła: »Boże, a ja zawsze chciałam mieć takie kręcone włosy«".

Taką pamiętają ją też inni: uśmiechniętą, pogodzoną z losem. "Przygotowałam się na nadchodzącą śmierć. Praktykując zen, buddyzm, mam świadomość nietrwałości wszystkich zjawisk" - mówiła dwa lata temu.

Jednak przyjaciele Braunek nie potrafią pogodzić się z jej odejściem. "Zgasł najpiękniejszy uśmiech na świecie. Nikt nie będzie się już tak uśmiechał jak ona" - powiedział Jan Nowicki.

Tekst: Iwona Zgliczyńska

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Braunek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje