Narodził się po raz drugi!

Od 25 lat nie jest już tym samym człowiekiem. Gdy udało mu się pokonać okrutną chorobę, postanowił pomagać innym...

Gdy tylko postanowił o przyjeździe do Polski, natychmiast zadzwonił do Edyty Górniak (39) i zaproponował jej wspólny występ. Nasza piosenkarka była wzruszona, że spotkało ją takie wyróżnienie ze strony jednego z najwybitniejszych artystów świata. Koncert genialnego tenora w trójmiejskiej Ergo Arenie 22 kwietnia od wielu miesięcy zapowiadany był jako wielkie wydarzenie. José Carreras (65) i Edyta Górniak zaśpiewają znowu razem po 15 latach. W grudniu 1997 roku wystąpili na charytatywnym koncercie w Teatrze Wielkim. José Carreras po przesłuchaniu kilkudziesięciu płyt polskich wykonawców, nie miał żadnych wątpliwości, że na scenie powinna mu towarzyszyć właśnie ona.

Reklama

- Ma niepowtarzalny głos i potrafi w interesujący sposób zinterpretować nawet proste piosenki - uważa José Carreras. Dzisiaj łączy ich coś więcej niż tylko miłość do muzyki. - Jest wspaniałą koleżanką - mówi hiszpański tenor, który zawsze darzył szczególną sympatią kobiety z Polski. Swego czasu sugerowano nawet jego zażyłość z Patrycją Woy-Wojciechowską, córką wybitnego lekarza profesora Jerzego Woy-Wojciechowskiego. Ale to były tylko plotki. Wróćmy jednak do Edyty Górniak...

Radość naszej piosenkarki zakłóciły ostatnio poważne problemy zdrowotne. Niedomagała już w trakcie występów w programie Bitwa na głosy. Okazało się, że to zapalenie płuc i zapalenie oskrzeli. - Edyta ma zapewnioną opiekę lekarską najlepszych specjalistów i szybko wraca do zdrowia - zapewnia menadżer gwiazdy, Marcin Wieczorek. Nie chciałaby zawieść człowieka, który docenił jej talent i przede wszystkim od wielu lat pomaga innym. Lwią część dochodów ze swoich koncertów przekazuje na swoją fundację pomagającą chorym na białaczkę. Tak z pewnością będzie i tym razem.

Koncert w hali Ergo Arena ma dla José Carrerasa symboliczne znaczenie. Dokładnie 25 lat temu, dowiedział się, że jest chory na białaczkę. W Paryżu filmowano wówczas jego występ w operze Giacomo Pucciniego Cyganeria. - Lekarze dawali mi zaledwie dziesięć procent szans na wyzdrowienie. Zdiagnozowano u mnie bardzo ostrą białaczkę. Gdy uspokoiłem myśli, doszedłem do wniosku, że jestem zbyt młody, by umierać - wyznaje tenor. Miał wtedy dopiero 40 lat. Przez blisko rok był pacjentem kliniki onkologicznej w Seattle w USA. Przeszedł chemioterapię i radioterapię. Szczęśliwie udało się w porę znaleźć dawcę odpowiedniego szpiku kostnego. Na piętrze, gdzie była jego sala, rozbrzmiewała muzyka. Również podczas zabiegów. - Wierzę w jej uzdrowicielską moc - mówi hiszpański tenor.

Nawet przez chwilę nie zwątpił w to, że uda mu się pokonać tę straszną chorobę i... wyzdrowiał. Po wyjściu ze szpitala nie był już tym samym człowiekiem. - Nauczyłem się doceniać każdą chwilę mojego życia - wyznał. Choć nadal skoncentrowany jest na karierze, zaczął mnóstwo czasu poświęcać tym, którzy potrzebują pomocy. W 1988 roku powołał do życia Międzynarodową Fundację na Rzecz Walki z Białaczką. Z takim nazwiskiem może zrobić naprawdę dużo dla osób cierpiących na tę straszną chorobę. Na konto jego fundacji płyną strumieniem miliony dolarów i euro, które następnie zasilają kliniki onkologiczne w różnych zakątkach świata. - Wierzę, że nadejdzie taki moment, kiedy każdy człowiek chory na białaczkę, będzie mógł wyzdrowieć. Przed nami jeszcze daleka droga - mówi tenor.

AR

Dowiedz się więcej na temat: Jose Carreras | Edyta Górniak | białaczka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje