Nie dam się zaszufladkować

"Z duszy swej, mój dobrodzieju, nie zrobię nikomu prezentu" - Czesław nie tylko śpiewa. Nam opowiada o graniu na śmierć i życie, niezależności, pesudoniszowych artystach i Miłoszu.

Czesław Mozil posadzony na fotelu jurora programu X Factor wywołał burzę. Fani piszą: "Czesio, co ty zrobiłeś! Przecież teraz zacznie cię słuchać szara masa, przestaniesz być niszą"...
Czesław Mozil: - Słuchają cię ludzie, którzy mają pewne poglądy polityczne, są całkowicie inni, niż ty. Z tym też trzeba się pogodzić. To, czego nienawidzę, to szufladkowanie i hipokryzja. Jestem nieufny, kiedy ktoś określa siebie jako niszowego. Słyszę, jak muzycy mówią w radiu: "Nie spodziewamy się, że nasza płyta trafi do szerokiego grona odbiorców, bo tworzymy muzykę niszową". Ale ja wiem, że ta sama kapela chciała sprzedać wytwórni swoją muzykę za 100 tys. zł, na dodatek mając darmowe studio. Jeśli wytwórnia ma osiągnąć zwrot tych kosztów, musi sprzedać nie mniej niż 15 tys. płyt. Czy, jak sprzeda się w Polsce 15 tys. płyt, jest się niszą? Nie, to złota płyta! To jest największa hipokryzja.

Reklama

Dlaczego zgodziłeś się na udział w programie?
- Skoro mam ochotę, skoro podobała mi się duńska edycja, a w Polsce robi to TVN, a to był dla mnie ważny argument, to czemu nie! Zachowuję swoją niezależność. Kiedyś zaproszono mnie do udziału w show "Kocham Cię, Polsko!". Zgodziłem się pod warunkiem, że wystąpię tam jako muzyk i nie będę musiał uczestniczyć w grach. Zgodzili się. Dla mnie, jako muzyka, nie ma obciachu wystąpić w takim programie, bo jeśli dzięki temu, do kogoś trafi moja muzyka, to mnie to tylko cieszy. Dostaję maile od ludzi, którzy piszą, że nagle odkryli moje płyty i pytają, dlaczego o mnie wcześniej nie słyszeli. A nie słyszeli, bo radio nie gra piosenek "Czesław śpiewa".

Niektórzy uważają, że oddałeś się w szpony komercji w postaci telewizji i stracisz raz na zawsze niezależność jako artysta. Nie boisz się tego?
- Nie. Pomyślałem sobie: "Jakbym się czuł, gdybym nie poszedł do takiego programu, mimo, że dostałem taką propozycję i miałem na to ochotę? W obawie przed tym jak mnie zaszufladkują w środowisku i przez moje własne zaszufladkowanie?" Wtedy dopiero poczułbym, że straciłem niezależność.

- Niezależność jest wtedy, kiedy wciąż jestem w stanie wybierać pomiędzy pewnymi możliwościami. A najbardziej ironiczne jest to, że w tym roku zrobię więcej, niż zrobiłem przez ostatnie kilka lat. Wydam płytę, DVD z solowymi koncertami, nagram płytę z poezją Czesława Miłosza i wiele innych rzeczy. Nikt nie może powiedzieć, że zasiadłem w fotelu jurora, bo zabrakło mi pracy jako artyście. I wciąż nie mam problemu z tym, żeby przejechać kilkaset kilometrów, by zagrać np. w Kostrzynie. Program takich rzeczy nie zmieni.

Ktoś napisał: "Twoja muzyka, trafi do ludzi, którzy jej nie zrozumieją"...
- Czy myślisz, że wszyscy rozumieją ironię? Jeśli część osób nie zrozumiała ironii zawartej w filmiku, który nagrałem z Borysem Szycem (Czesław Mozil powtarza w nim, że "Nie jest szmatą" i nie wystąpi w TVN - przyp. red.), to o czym mówimy... To są ludzie, którzy uważają się za "prawdziwych fanów i znawców"? Ja nigdy nie będę mówił słuchaczom, jak mają interpretować piosenki. Nie interesuje mnie, co czuła Tori Amos pisząc daną piosenkę, bo w momencie, kiedy jej słucham, ona jest moja. Nie Tori. Jakie mamy prawo śmiać się z młodej dziewczyny, która słucha Feela, jeśli te piosenki są dla niej bardzo ważne?

- Nie będzie mi przykro, jeśli ktoś będzie się śmiał z piosenki "Żaba tonie w betonie", która dla mnie jest smutną piosenką o miłości. Nie o to chodzi. I mówiąc ogólnie, sztuka nie może być przeintelektualizowana, tak jak nie chodzi o to, by traktować ją niepoważnie. Trzeba tylko uważać z interpretacją i szufladkowaniem, dla kogo są dane emocje. Sztuka jest wolnością, nie służy temu, by ograniczać ją barierami.

Nie chcesz docierać ze swoimi piosenkami do bardziej świadomej muzycznie widowni?
- Nie mam ambicji tworzenia muzyki dla jednej, wybranej grupy odbiorców. Ja się bardzo cieszę, kiedy przychodzi na nasz koncert pani, która ma 60 lat. Czy artysta wolałby tworzyć dla dwóch, czy jednak dla 10 osób? Zostałem zaproszony do projektu związanego z obchodami roku Miłosza i będę tworzyć muzykę do jego tekstów. Co ciekawe, moje mieszkanie w Krakowie znajduje się dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym mieszkał przez ostatnie dziesięć lat. Dostałem pięć tomów jego wierszy, bo nie znam Miłosza jako poety, moja mama go czytała, ale ja nie.

- Kiedy usłyszałem o tym projekcie, zapytałem: "Miłosz jest święty dla wielu ludzi, a ja mam się tym zająć?". Powiedziałem, że jeśli nie będę mógł zrobić tego tak, jak to czuję, to się tego nie podejmę. Ale jeśli, choć jeden człowiek sięgnie po Miłosza, przez to, że usłyszy moją muzykę, będę szczęśliwy. Czy idąc do opery musimy wszystko rozumieć? Moim zdaniem nie. Czy Miłosz tworzył tylko dla osób, które go rozumieją? Bardzo niewiele osób może powiedzieć, że dogłębnie rozumie jego poezję. Reszta wzięła dla siebie mały wycinek.

Co chcesz osiągnąć w tym programie. Co powiedzieć ludziom na castingach?
- To, co robią ci młodzi ludzie, nie jest łatwe. Czasem trzeba jednak uświadomić im, zwłaszcza tym, których bezkrytycznie wspiera rodzina, że nie będą żyli ze śpiewu. Nie chodzi o to, żeby ich gasić, ale powiedzieć: " Nawet jeśli będziesz bardzo mocno pracować, to jest bardzo mała szansa, że nauczysz się utrzymać tonację, w której jest piosenka". Mam nadzieję, że znajdziemy młodych, zdolnych, ciekawych ludzi. To jest program rozrywkowy, ale też o emocjach. Będziemy obserwować metamorfozy wielu osób. Nie zostaje się gwiazdą tylko dlatego, że ktoś wygrał X Factor, ale można dzięki temu otworzyć pewne drzwi. Takie programy wygenerowały chociażby Anię Dąbrowską i Monikę Brodkę.

Dowiedz się więcej na temat: Czesław Śpiewa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje