Nie śpię na pieniądzach

Ile wyrzeczeń kosztuje życie w fabryce snów? Czy pracę załatwia jej Dustin Hoffman? W wyjątkowej rozmowie w SHOW aktorka zdradza też, kto namówił ją do rozbieranych scen...

To prawda, że przyleciałaś do Polski specjalnie na pokaz mody swojej mamy?

Reklama

Weronika Rosati: - Tak, w nocy, prosto z planu zdjęciowego. Staram się być przy mamie podczas ważnych dla niej wydarzeń. Przed rozpoczęciem pokazu denerwowałam się chyba bardziej niż ona.

Bardziej niż graniem u boku Ala Pacino?

- Cieszę się, że o to zapytałaś. Wokół tej sprawy zrobiła się wielka afera. W internecie pojawiły się moje zdjęcia z planu z Alem Pacino i Christopherem Walkenem. A już następnego dnia jeden z portali najpierw ogłosił, że rolę w tym filmie załatwił mi Dustin Hoffman, a później, że moja rola jest tak mała, że nawet mnie nie wpisano do obsady. Chciałabym więc wyjaśnić - po pierwsze: nikt mi niczego nie załatwił. A po drugie: moja menedżerka wydała oświadczenie, w którym napisała, że gram tam epizodyczną rolę. Nigdy się tego nie wypierałam.

Kiedyś żartowałaś, że może cię wytną.

- Dokładnie. To mała rólka, ale nikt mi nie zabierze wspomnień z bycia na planie z samym Alem Pacino! Nikt!

Jak ci się z nim pracowało? Jakim jest człowiekiem?

- Powiem nieskromnie, że obracając się w tym środowisku, poznajesz mnóstwo znanych osób i po pewnym czasie nie robi to już wrażenia. Podziwiam ich, ale kiedy razem pracujemy, nie proszę ich o autograf. Jedno natomiast jest pewne: im większa gwiazda, tym skromniejsza i bardziej otwarta, zwłaszcza w stosunku do młodszych kolegów. To jedna z najmniejszych ról w mojej karierze i zdecydowałam się na nią właśnie ze względu na Pacino. Myślę, że żaden aktor się nie dziwi.

A niektórzy pewnie nawet zazdroszczą...

- Ale ja na to pracowałam wiele lat! To nie jest tak, że nagle samo przyszło. Pewnie gdybym zagrała u boku Angeliny Jolie, to zamieszanie byłoby większe, bo ona jest teraz wielką gwiazdą. Ja szanuję Angelinę, ale jeśli mam być szczera, najważniejsze dla mnie jest grać nie z kimś, kto jest na topie, ale z kimś, kogo podziwiam od wielu lat. Kto zawsze był moim idolem.

Ostatnio zagrałaś z aktorami, których podziwiasz, ale z polskiego podwórka.

- Tak, w filmie "Obława" zagrałam u boku m.in. Marcina Dorocińskiego. Właśnie pokazaliśmy ten film w Gdyni. "Luck" i "Obława" to najważniejsze produkcje, jakie zrobiłam w tym roku.

W "Obławie" grasz kompletnie bez makijażu?

- Na własne życzenie! Chodziło mi o wiarygodność mojej postaci. Muszę przyznać, że od dłuższego czasu chciałam zagrać w produkcji, gdzie mogłabym być bardziej naturalna. 

Chcesz zerwać z wizerunkiem piękności?

- Trochę tak. Prawda jest taka, że jedyne moje zdjęcia, jakie krążą w internecie, to te z oficjalnych imprez. Wiadomo, że wtedy mam makijaż. Na co dzień jednak wyglądam trochę inaczej. Kiedy więc dostałam propozycję zagrania ubogiej dziewczyny żyjącej w czasie II wojny światowej, pomyślałam, że chcę wyglądać prawdziwie. Postanowiłam iść na całość, żeby to było aż rażące. Stąd brak makijażu.

Mocno angażujesz się w pracę nad rolą?

- Zawsze! Mam to szczęście, że reżyserzy, z którymi dotąd współpracowałam, ufali mi i liczyli się z moim zdaniem. Brali pod uwagę, jaką mam wizję postaci. Bardzo lubię, kiedy mam wkład w tworzenie filmu.

Reżyserzy chętnie na to przystają?

- Prawdziwi artyści lubią, gdy aktor ma pomysł i jest zaangażowany w projekt. Ja sobie zdaję sprawę, że odpowiadam za to, jak wypadnę w filmie, zwłaszcza w Polsce. Mam świadomość, że będę obserwowana i oceniana. Dlatego też tak się bałam rozbieranych scen w serialu "Luck". Oczywiście, wydarzyło się potem dokładnie to, co przewidziałam. Portale opublikowały moje zdjęcia toples. Ale szczerze mówiąc, to "oburzenie" tylko mnie rozśmieszyło. Nie rozumiem tego szumu wokół subtelnej przecież sceny.

Hollywoodzkie aktorki też się rozbierają!

- Dokładnie. Tymczasem w Polsce nie pisano o roli, tylko o tym, że córka znanych rodziców z dobrego domu rozebrała się w filmie. Doszło do tego, że "zbulwersowani dziennikarze" dzwonili do mojego taty z pytaniem, co o tym sądzi. Jego też to rozśmieszyło. Moi rodzice nie mieli nic przeciwko rozbieranym scenom w filmach. To raczej ja byłam negatywnie do nich nastawiona. Moje odmowy wynikały z banalności tego typu obrazków. W serialu "Luck" ta scena była zasadna. Film opowiada o brutalnym, brudnym życiu, a moja postać też nie jest kryształowa. To nie jest grzeczna dziewczynka. Wręcz przeciwnie. Pracuje w podejrzanym kasynie i zadaje się z niewłaściwymi osobami. "Luck" opowiada o tym, jak pieniądze zmieniają ludzi.

Co czujesz, gdy oglądasz siebie na ekranie?

- Zawsze się denerwuję, obserwuję swoje błędy i patrzę, co mogłabym zrobić lepiej. Czasem myślę: tamten dubel zagrałam lepiej, czemu wzięli akurat ten? Jestem krytyczna wobec siebie.

Kiedyś powiedziałaś, że w Los Angeles nie masz nazwiska i bardzo ci to pasuje. Mam wrażenie, że dzięki ostatnim sukcesom twoje nazwisko robi się coraz bardziej rozpoznawalne.

- Chodziło mi o to, że jestem tam oceniana tylko na podstawie moich umiejętności, mojego demo i tego, jak wypadnę na castingu. W Polsce nadal patrzy się na mnie przez pryzmat nazwiska. Tu jesteś "córeczką zamożnych rodziców". Od 16. roku życia utrzymuję się sama. Nie wiem, czemu ludzie uważają, że moi rodzice są bogaci. Wiadomo, ile zarabia poseł i wiadomo, ile zarabia profesor. A moja mama projektuje niemasowe ubrania. Na tym nie zbija się żadnego majątku. Oni realizują swoje pasje, nie robią tego, żeby się wzbogacić. Mam to zresztą po nich. Wolę zagrać w mniejszej produkcji za małą stawkę, a nie brać udziału w kasowych projektach, które mnie nie interesują artystycznie.

Nigdy cię nie kusiło, by ułatwić sobie karierę, np. pokłócić się z jakąś celebrytką i zyskać sławę w Hollywood?

 - To nie jest mój cel i niezbyt dobrze się odnajduję w takich sytuacjach. Tak też było, kiedy brałam udział w produkcjach typu TzG czy "Ranking gwiazd", gdzie płacono mi znacznie więcej niż za moje granie w ambitnych filmach. Wzięłam w nich udział, by kupić sobie mieszkanie albo mieć na jakiś czas spokojnego życia w USA. To normalna potrzeba każdego człowieka, by zapewnić sobie jakiś byt.

Jesteś oszczędna czy rozrzutna?

- Wydaję strasznie dużo pieniędzy na telefony do Polski i przez to muszę robić rzeczy, które oczywiście wcale nie są złe, ale nie robiłabym ich, gdybym spała na pieniądzach.

Jak jest z nawiązywaniem bliższych relacji w świecie Hollywood?

- Nie należę do świata Hollywood (śmiech). Pomieszkuję sobie w Los Angeles, gdy pracuję lub studiuję. Nawet jak jestem na planie z hollywoodzkimi gwiazdami, to okazują się one skromnymi, miłymi osobami.

Rozmawiała: Justyna Kasprzak

Dowiedz się więcej na temat: Rosati Weronika | Hollywood | aktorzy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje