Nie widzę siebie w roli sekssymbolu

Mnie interesuje aktorstwo, a nie show - mówi Paweł Małaszyński w rozmowie z Jolantą Żabińską.

Ostatnie dwa lata to dla pana nieprzerwane pasmo sukcesów. Zagrał pan w dwóch seriach serialu "Oficer", "Magdy M.", wkrótce na ekrany kin wejdzie film "Świadek koronny", w którym gra pan główna rolę, a telewizja wyemituje kolejny serial z panem w roli głównej "Twierdza szyfrów". Czy sukcesy zawodowe, fakt, że stał się pan jednym z najpopularniejszych polskich aktorów, zmieniły pańskie życie?

Reklama

Nie. Oczywiście mam więcej pracy, dostaję więcej propozycji, ale poza tym moje życie się nie zmieniło.

Jest pan doceniany nie tylko przez reżyserów, ale przede wszystkim przez publiczność. Został pan "Najpiękniejszym" w konkursie "Vivy" i otrzymał pan nagrodę w konkursie "Kogo kocha Elle".

Co do tytułu "Najpiękniejszego"... Najpierw byłem bardzo, bardzo zaskoczony, potem poczułem skrępowanie. Bo nigdy nie widziałem siebie w roli sekssymbolu czy najpiękniejszego Polaka. To było dziwne uczucie.

Paparazzi i plotkarskie pisma dały panu spokój?

Nie jestem interesującym obiektem dla paparazzi. Dali mi spokój. Ale prawdę mówiąc, nie zastanawiam się nad tym, nie śledzę plotkarskich rubryk w prasie.

Czy to prawda, że odmówił pan udziału w programie "Taniec z gwiazdami"?

Prawda. Mnie interesuje aktorstwo, a nie show. Nie czuję się dobrze w rozrywce tego typu i nie jest mi to do niczego potrzebne.

Pieniądze pana nie skusiły? Podobno w tym programie można sporo zarobić...

Nie skusiły.

W "Oficerach" grał pan w kilku scenach - można rzec - ekstremalnych. Grand był torturowany... Czy trudno jest grać w takich scenach?

Nie odczuwałem strachu przy tym całym katowaniu Granda. Nie korzystałem z pomocy kaskadera, więc to mnie ciągnęli uwiązanego na linie do quada, potem podpalili. Pomimo to, tak jak już mówiłem, nie bałem się. Myślałem tylko o tym, żeby nakręcone zdjęcia były realistyczne.

"Oficerów" i pierwszą oraz połowę drugiej serii "Magdy M." reżyserował Maciej Dejczer. Ten bardzo wymagający reżyser mówi o panu w samych superlatywach: że jest pan zdolny, pracowity, ambitny...

Faktycznie, Maciej Dejczer jest bardzo wymagającym reżyserem, bardzo wymagającym człowiekiem. Ale udało nam się znaleźć wspólny język i dobrze nam się razem pracuje. Na planie "Oficera" bardzo ścieraliśmy się ze sobą. Na planie "Magdy M." już się rozumieliśmy. A na planie "Oficerów" czułem, że staliśmy się partnerami. Obaj jesteśmy bardzo zaangażowani w to, co robimy. Obaj staramy się zrobić wszystko jak najlepiej, a jak wiadomo wspólny cel łączy ludzi.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | show | aktorstwo | serial

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje