O macierzyństwie bez lukru

Macierzyństwo, oprócz chwil niemalże metafizycznych, bywa męczące. Dla wielu wciąż brzmi to jednak jak bluźnierstwo. O radościach i udrękach bycia mamą bez lukru opowiada Dorota Smoleń - mama Piotrusia i Michała, pomysłodawczyni bloga "Macierzyństwo bez lukru", autorka poradnika "Mamo dasz radę".

"Macierzyństwo bez lukru" dla tych, co nie wiedzą, to....

Reklama

Dorota Smoleń: - "Macierzyństwo bez lukru" to projekt, który wymyśliłam, kiedy dowiedziałam się o małym chłopcu chorującym na rdzeniowy zanik mięśni, pilnie potrzebującym pomocy. Mikołaj był wówczas na OIOM-ie i szybko trzeba było go stamtąd zabrać, ponieważ dla dzieci po tracheotomii niebezpieczne są wszelkie zarazki, a wiadomo, że w szpitalu jest tego mnóstwo. Aby można było go zabrać do domu, potrzebna była specjalistyczna aparatura, m.in. respirator. Rodzice Mikołaja zaczęli zbierać pieniądze na ten cel, a mnie przyszedł do głowy pomysł na "Macierzyństwo bez lukru".

- Zaprosiłam do współpracy trzydzieści blogerek, które cenię i sama z przyjemnością czytam. Poprosiłam o teksty z ich blogów, właśnie o macierzyństwie bez lukru, bez upiększeń i "dziubdziania". Antologia powstała w dwa tygodnie i zaczęłyśmy ją rozprowadzać w internecie. To było w styczniu 2011 roku.

- Później dostałyśmy propozycję od jednej z czytelniczek, współpracującej z "Czasem Kultury", by wydać antologię na papierze jako dodatek do numeru poświęconemu antymacierzyństwu - papierowe "Macierzyństwo bez lukru" ukazało się w grudniu 2011 roku.

Pomysł bloga "Macierzyństwo bez lukru" wziął się z chęci pomocy dziecku, a potem cię wciągnęło...

- Tak. Wszystko to, co się stało później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wiedziałam, że w tym jest potencjał i fajnie by było, gdyby pomysł chwycił, natomiast nie spodziewałam się aż takiego odzewu. Nie spodziewałam się, że aż tylu ludzi zaangażuje się w ten projekt.

- Bardzo się cieszę z dyskusji na temat macierzyństwa, jaka wywiązała się przy okazji tego bloga, ale chciałabym, żeby było jasne - blog "Macierzyństwo bez lukru" powstał po to, by pomóc Mikołajowi, i do tej pory przyświeca mu taki cel. Wszystkie środki ze sprzedaży antologii tekstów "Macierzyństwo bez lukru" są kierowane na jego konto w Fundacji Dzieciom Zdążyć z pomocą.

Twoja praca została dostrzeżona i nagrodzona - "Macierzyństwo bez lukru" dostało wyróżnienie specjalne w konkursie na najlepszy blog 2011 roku. Czym dla ciebie jest ta nagroda?

- To jest wyróżnienie za szczególny wkład w rozwijanie blogosfery, nagroda, którą przyjęłam w imieniu wszystkich autorek antologii. Bardzo mi miło, że blog został zauważony. Cieszę się oczywiście, że jeszcze więcej osób usłyszało o tej inicjatywie. Konkurs na najlepszy blog roku ma już swoją markę, będzie więc z tego więcej pieniędzy dla Mikołaja.

Jesteś mamą dwóch synów. Jak to jest być matką w XXI wieku? Czym nasze macierzyństwo różni się od macierzyństwa naszych mam i babć?

- Wydaje mi się, że wychowujemy nasze dzieci bardziej świadomie niż nasze matki nas. Jesteśmy oczytane, znamy różne teorie psychologiczne na temat wychowania i rozwoju dziecka, czego nasze mamy i babcie nie miały. Poświęcamy bardzo dużo energii na wychowanie naszych dzieci.

- Macierzyństwo jest wielką radością i przygodą i staram się je postrzegać w tych kategoriach, aczkolwiek są chwile, że jest mi ciężko, np. kiedy dzieci były małe, mój mąż dużo pracował, bardzo późno wracał, a ja przez cały dzień byłam z dziećmi sama. Teraz też zdarzają się trudne sytuacje.

- Życie nigdy nie było łatwe, ale inne problemy miały nasze mamy, inne mamy my. Wspominając dziś swoje macierzyństwo, one skupiają się na tym, że ciężko było cokolwiek kupić, nie było pampersów. Nasze problemy są natury emocjonalnej, mentalnej. Często mamy problemy z własnymi emocjami, a nie z tym, że w sklepie nie ma pieluch.

Czym dla ciebie jest macierzyństwo?

- Narodziny dziecka są ogromnym uderzeniem szczęścia, którego z niczym nie da się porównać. Metafizyka! Sukcesy dziecka przeżywa się bardziej niż swoje. Każda nowa umiejętność dziecka to ogromna radość. A z drugiej strony rzeczywistość, "dni świstaka", kiedy trzeba wstać, nakarmić, przewinąć, nakarmić. Są chwile, kiedy bardzo trudno dostrzec te radosne aspekty. To twarda szkoła przetrwania.

Macierzyństwo to poświęcenie... Musiałaś na rzecz bycia mamą z czegoś zrezygnować?

- To kwestia priorytetów, a te zmieniają się z chwilą zostania mamą. Jeśli masz dziecko i ono zachoruje, a ty miałaś wyjść do kina, to w takim momencie wyjście do kina przestaje mieć znaczenie, bo dziecko jest ważniejsze.

- Nigdy nie rozpatrywałam macierzyństwa w perspektywie wyrzeczeń. To, co robię, jest dla mnie naturalne. Teraz mam dzieci i nawet, jakbym chciała zostać podróżniczką, to nie mogę. Odpowiedzialność za dziecko to nie jest kwestia tego, że życie towarzyskie kuleje, ale tego, że odpowiadasz za nie i na zawsze już martwisz się o nie. Całe życie już będziesz matką.

Spotkałam się z opinią brytyjskiego socjologa, mówiącą, że ogrom obowiązków i skala odpowiedzialności przerastają współczesne matki.

- Chcemy być idealne, bo wszędzie wokół widzimy ideały: celebrytki, które miesiąc po porodzie wyglądają jak przed ciążą, uśmiechnięte, z dzieckiem w wózeczku, piękne modelki w reklamach, które z uśmiechem, piękną fryzurą i w pełnym makijażu serwują rodzinie pomidorową.  

Dziewczyny na blogu przyznają się do emocji, o których nasze matki w ogóle nie mówiły, a babki nawet nie przyznawały się do takich myśli przed samymi sobą...

- Myślenie o tym, że macierzyństwo bywa udręką nie jest naszym wymysłem, ale dopiero my nabrałyśmy odwagi, żeby o tym mówić. Bo to jednak jest trudne wyzwanie: przyznać otwarcie, że nie radzimy sobie z własnym dzieckiem, że ono doprowadza nas do szału, że nie słucha. Czytelniczki dziękują nam, że mówimy głośno o tym, co one czują. Stworzyłyśmy też bazę miejsc, w których można uzyskać pomoc, np. psychologów.

Twoi rodzice znają twojego bloga?

- Tak.

I jakie są ich komentarze?

- Podoba im się. Mama dopiero teraz przyznaje, że było jej ciężko ale kiedyś nawet się nad tym wszystkim nie zastanawiała, bo nie miała na to czasu. Miała dwoje dzieci, męża w permanentnej delegacji i sama musiała przynieść do domu wodę, węgiel, skupiała się więc na zupełnie innych problemach.

To częsty zarzut pod waszym adresem: że histeryzujecie. Monilia, jedna z autorek antologii, w swojej notce opisuje klasyczny zestaw zarzutów: " O co wam chodzi? Macie dziś tyle udogodnień: pampersy, elektroniczne nianie, kreatywne zabawki, mleko modyfikowane, po które nie trzeba stać w kolejkach. Nie musicie prać w balii, prasować 30 pieluch dziennie, uganiać się za deficytowym papierem toaletowym. Jesteście matkami, tak jak my kilkadziesiąt lat temu, więc nie udawajcie bohaterek. Nam tez nikt nie pomagał, a nie narzekałyśmy. W głowach się wam poprzewracało. Skoro macie czas, żeby wciąż utyskiwać, to znaczy, że nie macie go dla swoich dzieci. Matki wyrodne...". Co ty na to?

- My nie narzekamy i nie histeryzujemy. Pokazujemy, że nie jest łatwo, bo np. trzeba rano wstać po nieprzespanej nocy, bo dzieci się kłócą i biją, bo chciałybyśmy wrócić do pracy, ale nie chcemy zaniedbywać dziecka, bo brakuje nam rąk, itd.  Oczywiście można o tym nie mówić, można to wyprzeć, tak jak niektóre z naszych komentatorek, które macierzyństwo przeżywają od tak dawna, że już zapomniały, jak to było na początku.

- Być może niektóre nasze problemy wynikają z tego, że jesteśmy słabsze psychicznie, nie umiemy rozpoznać odpowiednio wcześnie stanów depresyjnych, zostajemy same ze wszystkimi problemami, a to wpływa na nasze uczucia w stosunku do dzieci.

- Nasze mamy żyły przeważnie w wielopokoleniowych rodzinach, miały do dyspozycji babcie i ciotki, miały kogoś doświadczonego, kto pomógł i wsparł. My jesteśmy zostawione same sobie z poradnikami, jak być idealną mamą. No i chcemy być idealne: pięknie wyglądać, mieć dobrze wychowane dziecko, posprzątany domu, ugotowany obiad i jeszcze przeczytaną książkę.

Myślisz, że kiedyś nie było takiego "parcia na ideał"?

- Tak mi się wydaje. Kiedy ja chodziłam do podstawówki w małym Wojniczu, to nikt się nie przejmował zapewnianiem dziecku edukacji od A do Z w postaci pianina, angielskiego, basenu, a na koniec jeszcze baletu. Teraz wyścig szczurów zaczyna się od kołyski, już niemowlę trzeba stymulować do rozwoju, a  jak nie wysyłasz trzylatka na języki obce, to marnujesz jego potencjał.

Dowiedz się więcej na temat: macierzyństwo | mama | wychowanie | dziecko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje